wtorek, 28 maja 2024

Assassin's Creed. Spisek Maga - Kate Heartfield

Łudziłam się, że w najnowszej książce z uniwersum wykreowanego przez studio Ubisoft posmakuję fabuły ich ostatniej produkcji: Mirażu. Niestety, nie mają one ze sobą nic, absolutnie nic wspólnego. Książka okazała się miałka i nudna. Wiktoriańska Europa zdecydowanie nie jest tak ciekawa jak Bagdad z VIII czy IX wieku. A szkoda, bo właśnie na to liczyłam.
    W treści można wyłapać miłe nawiązania do początków serii, ale są one tam zamieszczone bez większej logiki. Nie rozumiałam, dlaczego w pewnym momencie bohater podpisał się tak, a nie inaczej. Cóż.
    Nie, nie jestem czepliwa, ale tym razem Insignis wybitnie nie postarał się z korektą. 

niedziela, 26 maja 2024

niedziela, 19 maja 2024

~~ Biały Elf - rozdział 30 ~~

Elegia o Nieśmiertelnym

Księga Pierwsza

BIAŁY ELF



...

Bliskie spotkanie ze służącą skończyło się - jak zwykle w przypadku Esta - nieporozumieniem. Biedny, natura ludzka ma przed nim tak wiele tajemnic... Z istnienia poniektórych zdaje sobie sprawę i chociaż jego ciało zaczyna wykazywać nimi zainteresowanie, tak rozum nie przyjmuje do wiadomości ich istnienia. Ach, należące do młodych odkrywanie własnej seksualności to piękna sprawa~ 💟
    Za to Col ma nerwy na postronku. Jego cierpliwość, a raczej powściągliwość, powoli się wyczerpuje. Esti wyraźnie ma ochotę "zacieśnić więzi", ale uparcie ucieka przed niezręcznymi sytuacjami, które sam wywołuje! Jak tu być mądrym, człowieku?!
    Och, nadciąga obiecana popijawa! Wspominałam już, że w każdej księdze będzie co najmniej jedna. Do tej często wracam, bo jest tak urzekająco... niewinna. W ogóle pierwsza księga cała jest niewinna w porównaniu z pozostałymi. Nie licząc Imta krwawo wyrównującego rachunki z ludźmi i prawie skutecznej próby zabicia Esta nie dzieje się tu nic straszliwego czy wstrząsającego. Ale ma to swoje uzasadnienie. Głaz należało z mozołem wtoczyć na górę, by przez kolejne księgi móc obserwować co się zdarzy, gdy niekontrolowany stoczy się po drugiej stronie, nabierając pędu...



- Estariońska Kronikarka [kalendarium wskazuje 19d'5m'24r2t]





Pierwotnie był to przedostatni rozdział, ale podzieliłam go na dwa, ponieważ liczył jakieś trzydzieści stron. No i sceny mi na to pozwoliły, zmieniając się w idealnym momencie. 
    Gdybym miała nazwać to, co dzieje się między Colem i Estem w pierwszej księdze, użyłabym określenia "slow romance". W drugiej - nadrabianiem zaległości... 😆

niedziela, 12 maja 2024

Na wycieczki mi się zbiera ಠ_ಠ

Nie, nie na takie podróże, o jakich myślicie. Nie lubię podróżować, jestem chyba jedyną osobą, która nie chwali się tym w CV (swojego czasu do działu nauczania na ASP zatrudniono mnie dlatego, że w hobby miałam wpisane między innymi "fantastyka i sci-fi" 😆). Jestem piwniczakiem i w poważaniu mam złą opinię, jaką "cieszą" się tego typu osoby. Dla mnie najlepsze wakacje to siedzenie na dupie w domu, gdzie mam wszystko czego potrzebuję i co lubię. Jak rany, nie o tym miałam...!

    Ostatnio mam gigantyczny flow z pisaniem. To już nie jest równoległe przebywanie w dwóch światach - ja zwyczajnie wsiąkam w ten drugi! Jest zajebiście! Ale problem zaczyna się w momencie spotkań służbowych. W piątek przeszłam samą siebie. Dwie godziny konferencja na Teams, temat bezpośrednio mnie dotyczący, a ja choćby przez pięć minut nie potrafiłam się skupić na poruszanych zagadnieniach. Zapytana o opinię, wyciągałam istotę sprawy z kontekstu, odpowiadałam na czuja i za cholerę nie umiałam na bieżąco zredagować tekstu. Co za wstyd... 😖 W międzyczasie mój durny umysł urządzał sobie regularne wycieczki do Estarionu. Ale żeby tylko to jedno spotkanie... Ten problem pojawił się wcześniej, a ja wzięłam go za zmęczenie i dezorientację. Wielokrotnie wyszłam na idiotkę, co akurat nie jest niczym nowym. Strach mnie ogarnia na myśl, że dostanę napadu wycieczkowego podczas wideorozmowy z Amsterdamem... Jak nic wylecę! 😱

    Ale nie ma tego złego, dawno tyle nie pisałam, co przez ostatnie kilka dni. Była ekstaza, nie tylko moja! 4.18 prawie na ukończeniu, a to "prawie" wyłącznie dlatego, że w *uj innych wątków rozszerzałam, z innymi bohaterami ruszałam po przygody, jeszcze innych ukradkiem obserwowałam... Jak rany, ale chciałabym już używać imion! Niestety nie mogę, bo spojleeery....

    Lubię spojlery 😏


🎵 Wotan - Runecraft, STFUR, Antti Martikainen 🎶

środa, 8 maja 2024

~~ Biały Elf - rozdział 29 ~~

Elegia o Nieśmiertelnym

Księga Pierwsza

BIAŁY ELF



"Śmierć śmierci równa, gdy przez brata bratu zadana" - Doktryna Wetu z Prawa Niedźwiedzi

   Surprise, motherfucker! Aktualnie Est jest zbyt grzeczniutki, a może raczej tchórzliwy, by z czymś takim wypalić. Niestety. Choć przyznam się, że czasem w ten sposób wyobrażam sobie jego "powrót do żywych". Obowiązkowo z maniakalnym wyszczerzem przerośniętych kłów oraz dwoma fakaskami wycelowanymi w Velrena. Przyznam się Wam, że czasem, gdy mnie Est wkurza, lubię go sobie wyobrażać właśnie jako maniakalnego psychopatę (E-e, rola już obsadzona!).
    Mimo przesądzonego wyniku procesu Velren walczy do samego końca. Lubię tego gościa. Pomimo wszystkiego, czego się dopuścił, naprawdę go lubię. I cieszę się, że tak potoczyły się jego losy. Ale kto w ostateczności wygrał...?
    No proszę, rycerz-dowódca miasta garnizonowego Adeila gra nieczysto! Ale Mag też jest niezgorszy. Starcie tytanów uważam za rozpoczęte!


- Estariońska Kronikarka [kalendarium wskazuje 8d'5m'24r2t]





Przy okazji gratuluję Czytelniczce i Nethowi spostrzeżenia odnośnie Maga i Tyrda. Brawo Wy! Uwielbiam spostrzegawczych ludzi, ich wnikliwość bardzo mi imponuje! :) Możecie być pewni, że niejednym Was jeszcze zaskoczę...

piątek, 3 maja 2024

Sztampa sztampą...

Znów płodzę posty w wersji roboczej... Czegoś to dowodzi. Pewność siebie zdecydowanie nie jest moją mocną stroną. Ale ja znów nie o tym, zapędzam się jak Travis z dygresjami.
    Majówka trwa w najlepsze, dzieć spontanicznie sprzedany dziadkom na noc, po powrocie z RODos zostaje jeszcze mnóstwo czasu na przyjemności i co z Nethem robimy? On majsterkuje przy półkach do komórki, ja zaś ze słuchawkami na uszach redaguję dwudziesty dziewiąty rozdział. To się nazywa relaks! Niestety moje oczy stwierdziły, że dość już czarnego na białym, przydałyby się kolorki inne niż podkreślenia w tekście. To czemużby nie serial, skoro na granie nie mam ochoty? Męczę jeden, jedenasty sezon hula, więc pora ruszyć dalej. Winko w kielichu, odpalam Disney + i oczywiście zmuszona jestem odnaleźć upatrzony tytuł, który wylądował gdzieś pośrodku, wypchnięty przez paście, na które w innym wypadku nie zwróciłabym uwagi. I wiecie co? Tym razem zwróciłam.
    W niezbyt pozytywnym aspekcie.
    Czarnoskóry Hitman?! Zupełnie jak czarnoskóry L w netfliksowym Death Note! Wzdrygnęłam się. Nie dlatego, że jestem rasistką, ale dlatego, że nie toleruję ingerowania w historie raz już opowiedziane. Tyczy się to także płci, wymuszonego feminizowania postaci męskich. I - rzadziej - na odwrót, maskulinizację żeńskich. Oraz podmianek orientacji seksualnej. Nagminne.
    Drugie, co biło po oczach, to klasyka towarzyska. W paczce przyjaciół zawsze musi być dziewczyna! Najczęściej chłopczyca, co by do nich pasowała i trzymała wszystkich w ryzach.
    Trzecie: "przeciętna" piękna bohaterka, o którą toczą boje muczo-maczo rywale, a która z biegiem historii okazuje się heroiną na skalę światową. Gdyby ta heroina była sproszkowana, może bym zrozumiała ogrom jej powabu i wspaniałości, ale że tak...?
    Czwarte, co najmocniej mnie boli - wątki LGBTQ+... Ludzie je znienawidzili, a to za sprawą pchania ich na siłę gdzie się da, jak jakąś tęczową propagandę. Nie ukrywam mojej fascynacji związkami męsko-męskimi. W pewnym sensie jadę z nimi na jednym wózku, bo jestem typem, któremu wszystko jedno czy z mężczyzną, czy z kobietą. Płeć nie ma dla mnie znaczenia. Ale dwaj mężczyźni razem...? Jak powiedziała A. do Esta: "Wiesz, co jest lepsze od mężczyzny w łóżku? Dwaj mężczyźni!".

    W związku z powyższym zaczęłam się zastanawiać, czy Elegia o Nieśmiertelnym nie zahaczy o sztampę, której nie zdzierżę. I zamiast oglądać serial, siedzę i analizuję w myślach treść. I chyba jest dobrze.
    Czarnoskórych głównych bohaterów w Elegii nie ma, raczej typy o smagłej lub zwyczajnie ogorzałej skórze. Co nie oznacza, że nie ma ich wcale. Orkoukowie mają skórę czarną jak heban, zaś mieszkańcy wysp południowych brązową niby nasiona kakaowca. Lud Namasu podobny jest naszym Azjatom, Estariończycy są biali (nie lubię tego określenia ze względu na Esta, który ma skórę białą jak tło tego bloga), Ramneiczycy bardziej różowi, elfowie z Isetualetarthu złociści od muśnięć słońca, podczas gdy cera Salaldahadczyków jest oliwkowa. Tu nie ma sztampy.
    Hmmm, klasyka towarzyska. Trudno tu jednoznacznie określić, bo z czasem przybywa kobiet, z których jedna będzie ewidentnie pierwszoplanową. Z kilkoma drugoplanowymi też bardzo się zżyłam (nawet z prostytutką!)... Niemniej dominują mężczyźni. W bardzo zmyślny sposób podkreślają wagę kobiet w tej historii. Nie widzę sztampy.
    W trzecim punkcie również nie będzie sztampy. Główny bohater jest płci męskiej, raczej egzotycznej urody, którą nie każdy się zachwyca. Wielu nadal odstręcza "nienaturalny" wygląd Esta. Stawiam na naturalizm. Są bohaterowie mniej lub bardziej urodziwi, obdarzeni wadami i zaletami w różnych proporcjach, z widocznymi skazami i dalecy od ideałów. "Główna" postać żeńska też nie jest idolką. A przede wszystkim nie ma tu infantylnej rywalizacji. Ani hate-to-love, od razu zaznaczam. Nawet jeśli będzie się Wam tak zdawało, to miejcie na uwadze, że start nie był z pozycji hate, tylko duty...
    Ha, czwóreczka... No jest gejoza (i nie tylko), od drugiej księgi całkiem soczysta i pikantna. Nie wepchnęłam jej z powodów małostkowych, jak ma to miejsce w obecnych produkcjach. Col i Est staną się symbolem walki, ale nie takim, który paraduje po ulicach i wykrzykuje banały, lecz cichym, niestrudzonym, za nic mającym przeciwności, opór tradycjonalistów i restrykcyjne prawo estariońskie. Jedni pożyczą im śmierci, kolejni będą zazdrościć, a jeszcze inni liczyć, że za ich sprawą sztywne zasady wprowadzone przez Zakon Paladynów nieco zmiękną.

    Sumując wszystko nie dostrzegam sztampy, której popełnienia tak się lękałam. Dołożę starań, by tak zostało!


🎵 It All Comes Down - Nick Phoenix, Serena Belle 🎶

czwartek, 2 maja 2024

Imię róży - Umberto Eco

Sherlock Holmes w habicie...

   ...czyli powieść, którą jest mi naprawdę trudno określić. Początek intryguje i pochłania, ale gdy akcja nabiera rozpędu, fabuła drastycznie zwalnia i rozłazi się w teologiczno-filozoficzno-moralno-etycznych dywagacjach i rozważaniach. Oraz - czasem - opisach wydarzeń historycznych, co jest smaczkiem raczej dla osób interesujących się historią Kościoła. Łatwo więc się zrazić do lektury. Na szczęście później jest o wiele lepiej, do tego stopnia, że ostatnie nieco ponad sto stron pochłaniałam żarłocznie.

  Przez cały czas instynktownie doszukiwałam się powiązań tajemniczego tytułu z fabułą. Nawet teraz, po przeczytaniu całości i zapoznaniu się z komentarzem autora zawartym na ostatnich stronicach tego wydania, nadal tkwię w niewiedzy. I ostatecznie dochodzę do wniosku, że równie dobrze mógł on brzmieć "Kamień na kamieniu" czy też "Szlak chmur" - jednakowo bez związku z treścią (no dobra, zdanie wieńczące tę historię od biedy mogłyby być...)

  O treści było, ale teraz, co do mnie niepodobne, trochę o wyglądzie książki. W prezencie urodzinowym otrzymałam naprawdę piękne wydanie! Przezroczysta obwoluta ze stylizowanymi czarnymi odciskami palców (ha! wiem już czemu!), cudownie minimalistyczna, wręcz ascetyczna okładka, całość w postaci skarbczyka z farbowanymi na czerwono brzegami. No właśnie, barwione brzegi. Jak nie lubię tego czysto marketingowego zabiegu, tak w tym pojedynczym przypadku bardzo mi się spodobał, nadaje bowiem książce formę prawdziwego modlitewnika. Przyznam, że kiedy ją dostałam, nie rozumiałam skąd te osobliwe szczegóły. Po lekturze zaś spoglądam na nie z pewną nostalgią...