Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 listopada 2022

Zaczął się końcoworoczny koszmar...

        Jak co roku o tej porze - zimno, wietrzno, deszcz na dworze. Zapieprz zrobił się nieziemski, mimo spiny - powiew klęski... Oj tak, przygotowywaliśmy się do tego już w październiku, żeby w tym roku mieć mniej roboty i byłoby nam się udało, gdyby nie... przeprowadzka! Zapragnęli wykorzystać okres zimowy na generalny remont całego piętra! Jak rany, dwa dni pakowania kartonów przy jednoczesnym ogarnianiu spraw bieżących, których końca nie widać. Jestem wypruta. Pewnie nie ja jedna...

        To tak pokrótce. Jeśli chodzi o Elegię, zamknęłam pierwszy rozdział WSB. Teraz to już pójdzie, szczególnie że mam 64 strony notatek (czcionką 10). Ostatnio nie za wiele czasu było na pisanie, ale teraz to się zmieni, rzadziej do biura będę jeździła, więc wieczorami nie będę aż tak zmęczona. Niestety, przebywając wśród ludzi potrójnie zużywam energię i mimo że w pracy mam naprawdę fantastyczne towarzystwo, to wieczorami po prostu zdycham. Pomijam smutnych ludzi na przystankach, w komunikacji miejskiej, w sklepach, przedszkolu. Jestem aspołeczna, a jednak moim uniwersalnym wyrazem twarzy jest uśmiech. Nie rozumiem tego.

        Zmęczenie. Tak. Chciałam zagrać w coś niewymagającego. Chociażby nekrosem w betę DeCztery. I co? Okazało się, że już ją zakończyli... No więc pozostały mi tylko screeny. Którymi chętnie się z Wami podzielę.

        Mmm, gra łotrzykiem sprawiała mi wielką przyjemność. Nie ulega wątpliwości, że będzie to mój faworyt. Przynajmniej do czasu, kiedy nie pojawi się paladyn/krzyżowiec.

        Wraz z postępem zmienił się wizerunek... Kurdka, nie potrafiłam się zdecydować, jak Kattek ma wyglądać >.<

I na pamiątkę: pierwsza legenda w DeCztery 😆

 

🎵 You're Not Lost - Phil Rey 🎶

czwartek, 5 maja 2022

Zagadnienia wybrane

     Dzień świra za mną. Dosłownie. Jak ja dawno klasycznej głupawki nie miałam... "Z zamówieniem jest ten kłopot, że zamawiamy go na zamówienie" - autorstwa debiutującej pisarki. Serio, dobrze że takiego mailowego kwiatka nie wysłałam. Poziom rozstrojenia w stadzie sięga absolutu. Wydajność pracy całego zespołu spadła o 95%. Czuję się bezmózgiem.

    Doprawdy, właśnie się zorientowałam, że ostatnio zbyt dużo mnie w świecie rzeczywistym, a zbyt mało w Wymyślonym. A przynajmniej tak sobie tłumaczę swój aktualny kryzys twórczy. Serio, zaczynam podchody do promocji i zamiast skupiać się na fabule, myślę nad tym, co napisać w społecznościówkach. Co za bezsens. Czas to zmienić. Pokazałam światu swoją facjatę, wysłałam zdjęcie do biogramu na okładkę i starczy. Mogę odstawić tego daremnego fejsbyka na jakiś czas.

    Spróbuję dziś wrócić do siebie... 

 

Z cyklu "Życiowe":

    Zatrzasnęłam książkę i trzymałam ją na złączonych kolanach przez chwilę tak długą, aż przejęła odrobinę ciepła mojego ciała. Zapatrzyłam się w niski sufit salonu poszukując weny, która uleciała nie wiadomo  dokąd, i zupełnie nie rozumiejąc ogarniającej mnie frustracji odłożyłam gruby tom na blat biurka. Westchnęłam z rezygnacją i zerknęłam ku Nethowi, palców wciąż nie odrywając od surowej okładki. Przyciągała mnie. Jak poczucie obowiązku, a zarazem największa z przyjemności. Natomiast kompletny brak zainteresowania ze strony męża tylko podsycił moje zdenerwowanie.

    - Jak rany, ludzie z pracy będą teraz wiedzieć, czym zajmuję się po godzinach - mruknęłam zaczepnie, oczekując odpowiedzi.

    Neth spojrzał na mnie i bez słowa wrócił do przerwanego zajęcia.

    - Przecież się nie kurwisz - zauważył obojętnie.

     - E, no nie... - odpowiedziałam zmieszana, strzelając na boki oczami. Mój wzrok ostatecznie spoczął na książce. - Ja nie...

🎵Prelude (Age of Heroes) - Havasi🎶

piątek, 1 kwietnia 2022

Pirszy kwitnia

     Nie jestem zwolenniczką Prima Aprilisów, wystarczy mi spojrzeć, co odwala pogoda za oknem i już mam dość wszystkiego. Cieszę się, że dziś zdalnie. Lubię nie ruszać się z domku. W każdym razie od przyszłego tygodnia przechodzimy na system trzy dni w domu, dwa w biurze (naprawdę, moja przełożona to skarb niedoceniony!). Wcześniej było odwrotnie, ale nie wypaliło. In plus dla mnie.

    Udało mi się zamknąć rozdział 24. To ostatni rozdział III tomu, jaki napisałam X czasu temu. Od teraz wchodzę na głęboką wodę pisania kompletnie na czysto. Z jednej strony widzę to w lepszym świetle - jakoś tak lekko przychodzi mi słowem przekształcać wydarzenia Świata Wymyślonego na fabularny ciąg powieści. Z drugiej jednak cichy głosik szepcze mi, że nie utrzymam tego na obecnym poziomie. I stoję sobie tak po środku patrząc to w lewo, to w prawo nie wiedząc, co właściwie myśleć. Znów te przeklęte wątpliwości. Czy będzie tak samo dobre jak poprzednie części? Fabularnie będzie lepsze, bo akcja gna na łeb na szyję, ale... A zresztą, za bardzo sugeruję się wielkimi kanonicznymi dziełami. Zatruwam sobie umysł katorgą dorównania im pod każdym względem. A przecież chciałam wytyczyć własny szlak, jakiego na próżno szukać w klasyce. Co z tego wyjdzie? Ocenią czytelnicy.

    Mnie najbardziej zależy na tym, by...

🎵Gravity - Dominik A. Hecker, Atom Music Audio🎶

wtorek, 29 marca 2022

Akcja adaptacja!

     Nie dotyczy ona wyłącznie dzieci. Dorośli też mają problemy adaptacyjne, jak choćby powrót na stacjonarkę po dwóch latach zdalnego, na dodatek żywcem po zmianie czasu (na co to komu, ja się pytam?!). I jak się okazało, ja tych problemów nie mam. Bo mam naprawdę dobre słuchawki. Wyciszające otoczenie. Co prawda już pierwszego dnia chciałam arcysympatycznego (ukłon Yagódzie) kolegę zaprosić do wyp*erdalania, ale mój stoicyzm i pozytywne nastawienie w pracy osiągnęły złoty status zwany legendarnym. 

    Wyjdź do ludzi, mówili medycy leczący depresję u innych. Będzie fajnie, mówili. Ni chuchu. Wstawanie o 4:30 starego czasu i przebywanie przez łącznie 9 godzin między ludźmi wypruło ze mnie energię do tego stopnia, że muszę wypatrywać na klawiaturze liter, które chcę napisać, a i tak co chwila się mylę. Backspace już mi skrzypi. Było to całkiem zabawne, ale teraz ów dźwięk zaczyna mocno mnie irytować... Tyle dobrego, że mam co robić w biurze, toteż czas w pracy zlatuje mi w try miga. No i mogę do woli słuchać muzyki, a nie ludzi.

    Do kompletu pełnego stresów powrotu należy dodać jeszcze Paladynkę. Ostatnie trzy tygodnie spędziła w domu. A teraz taki przeplataniec, bo chociaż jest zdrowa, to mimo zastosowania szerokiego wachlarza lekarstw katar nie odpuszcza. Aż mnie ściska w dołku na myśl, że spokojny czwartek i piątek, jakimi raczyć się mam w domu, stoi pod znakiem zapytania.

     Dawno nie byłam tak ściorana, żeby zasypiać tuż po przyłożeniu głowy do poduszki. A III tom ku memu nieszczęściu stanął w miejscu...  

    Jak rany, wypisz wymaluj ja w pracy:

 

🎵Loyal Heart - Phil Rey🎶

niedziela, 13 marca 2022

Tatuaż - przed łuszczeniem

     Obiecałam, że po zdjęciu warstwy chroniącej przedstawię efekt (jeszcze nie) końcowy. Pozostał teraz trzytygodniowy etap gojenia się tatuażu, czyli łuszczenie skóry i pozbywanie nadmiaru tuszu. Kontury będą cieńsze, a kolor nie aż tak głęboki, jak ma to miejsce w chwili obecnej. Wtedy też umówię się na wizytę kontrolną i tatuatorka naniesie drobną poprawkę, która nie daje mi spokoju.

     A co poza tym? Paladynka wciąż ma katar, choć na szczęście już jej mija. Żywię głęboką nadzieję, że we wtorek pójdzie wreszcie do przedszkola... Popracuję w spokoju, a nie na trzeci głos w wideokonferencjach. Na domiar złego, z ostatnim tygodniem marca z trybu zdalnego przechodzimy na hybrydę. Nieszczególnie mnie to cieszy, z wielu powodów, ale grafik mamy o tyle elastyczny, że cokolwiek osładza mi on powrót między ludzi. Wieczorami nie będę miała głowy do pisania, chyba że się przestawię, jak miało to miejsce jakieś dwa lata temu, kiedy kończyłam I tom.

    Ech, znów popełniłam podstawowy błąd zakładając, że ukończę III do czerwca. Aktualnie mam bezwenie, jak co miesiąc mniej więcej o tej porze. Nawet nie czuję nanoszenia poprawek do II... nie wspominając o konspekcie i streszczeniach rozdziałów. Tak, piszę trochę na żywioł. Jest fabuła, jest masa wątków, całkiem zgrabnie mam to wszystko ułożone w głowie i posiłkuję się skrótowymi notatkami, ale... są kwestie, które po prostu mi umykają - wtedy takie streszczenia są jak znalazł. Kiedy konspekt dotyka tylko kluczowych elementów, tak streszczenie znacząco je rozszerza (prowadzę je w formie "dziennika", co dodatkowo pozwala mi utrzymać chronologię wydarzeń).

    Tymczasem wypadałoby wziąć się za robotę. 24 rozdział sam się nie poprawi... Czy wspominałam już, że III tom przebije ilość rozdziałów z II? Nie? Otóż... Ach, no tak, zapomniałam się. Wracam do pracy. Czasu coraz mniej...

🎵Archangel (Instrumental) - Two Steps from Hell🎶

środa, 23 lutego 2022

Dzień miłych słów

    Wczorajszy dzień z powodzeniem mogę nazwać dniem miłych słów. Niespełna osiem godzin spędziłam w biurze, w związku z papierologią oraz sprzętologią naszej nowej pracownicy (o bogowie, ma poznać część moich obowiązków, już nie będę niezastąpiona!). Na dodatek dostałam maila od Pana E z Wydawnictwa, w którym to napisał, że redaktor, Pan J, prosi o wyjaśnienie ostatniej kwestii. Oczywiście wyobrażacie sobie, jak mnie przez cały ten czas nosiło? Musiałam wytrwać do powrotu do domu... Ale cóż w temacie miłych słów? Ano spieszę z wyjaśnieniami.

    Nie jestem dobrą nauczycielką. Prawdę powiedziawszy nienawidzę uczyć innych, zdecydowanie wolę pokazać jak pracuję i równocześnie wyjaśniać co robię, niech wyciągają z tego naukę dla siebie. Na zdalnym jest to poniekąd utrudnione zadanie, ale damy radę. Podobno jestem (chciałam użyć słowa "sympatyczna", ale Yagódzie zaszczepili we mnie swoistą awersję do tego określenia... 😂) pogodna i mam łagodne usposobienie, a przynajmniej tak widzą mnie ludzie, z którymi nie mam za wiele kontaktu. Oczywiście wprost powiedziałam koleżance, że nie nadaję się do tego i przepraszam, jeśli to, co mówię, jest nader chaotyczne i rozbiegane. Ona z rozbrajającą szczerością skwitowała mnie stwierdzeniem, że mam bardzo miły głos, dobrze się go słucha i wcale nie brzmię chaotycznie. Nie, mojego zakłopotania z tamtej chwili nic nie jest w stanie zobrazować. Nie przywykłam do tego, by ładne dziewczyny mówiły mi tak miłe rzeczy. W ogóle nie potrafię reagować na komplementy. Ale zrobiło mi się wyjątkowo miło i reszta dnia jakoś nie doskwierała mi tęsknotą za własnymi czterema ścianami. Nawet jeśli powiedziała to kurtuazyjnie, a ja naiwnie doszukałam się w tym dobrej woli - to i tak było to miłe. Przestałam się doszukiwać drugiego dna w ludziach, co wcale nie znaczy, że straciłam czujność w stosunku do nich. Nie odpowiadam za to kim są i jak się zachowują. Odpowiadam za siebie.

    A drugie "miłe słowa"? Dopadłam maila. Odczytałam załącznik, przesunęłam po kilku komentarzach, jeden zaakceptowałam i... ależ mi się ciepło na serduszku zrobiło, kiedy Pan J odpisał, że z przyjemnością będzie kontynuował współpracę, bo sam jest ciekaw dalszych przygód bohaterów. Nie zraził się wiedząc, do czego to zmierza! I miałam zrobiony dzień aż do wieczora. Bo kiedy siadłam do pisania, to więcej czasu spędziłam grzebiąc przy muzyce, niż rzeczywiście pisząc...

🎵Archers Dance - Ronen Sakal🎶

piątek, 14 stycznia 2022

Za dużo myśli, za mało roboty

     Generalnie pojęcia nie mam, do czego odnosi się tytuł. Do końca też nie jestem przekonana, czy to, o czym chciałam napisać, faktycznie jest tym, co chciałam przekazać. W każdym razie czuję się dziwnie. Nie jest to kac książkowy, bo chociaż przeczytana historia była wyjątkowo dobra, to skończyła się w wyjątkowo dobrym momencie, nie pozostawiając kwaśnego posmaku pustki, a jedynie zadowolenie z dobrej lektury. Ale nie dziwota, gdy widzi się nazwisko autora. 

    Właśnie. Ostatnimi czasy chodzę struta brakiem polotu. Jestem na 13 rozdziale III Tomu. Wartka akcja. Cieszy moje oko. Ale coraz częściej łapię się na tym, że gdybym musiała po raz wtóry napisać te rozdziały od nowa, to chybabym nie podołała. Taki wewnętrzny chochlik się odzywa i szepcze złośliwie, że mój warsztat spłonął, a talent dogasa w jego popiołach. Mam problem z używaniem metafor, a zachowania postaci podczas dialogów są suche i jałowe, jak gdyby statyści stali tylko i poruszali ustami. Jak gdyby wyobraźnia mi szwankowała. Nie potrafię się skoncentrować, wykreować w umyśle ostrego obrazu scen, wydarzeń, sytuacji. Kiedy czytam i nanoszę poprawki jest świetnie, ale sami rozumiecie, w momencie tworzenia szkieletu czuję się... niekompetentna. I z tego tytułu, co oczywiste, boję się przysiąść do czegokolwiek nowego żeby przypadkiem nie przekonać się o własnej martwocie. Neth podejrzewa, że to pospolity kryzys. Ale ten kryzys trwa już ponad tydzień i dziwnym trafem nieszczególnie przeszkadza w poprawianiu.

    Podejrzewam również, że mój obecny stan ma coś wspólnego z powyższą książką. Nocna Straż Terry'ego Pratchett'a po prostu mnie porwała. Zamiast pisać swoje, zerkałam tęsknie na tomik zastanawiając się, co też arcygenialny sierżant sztabowy Keel/komendant Vimes wymyśli tym razem. Aż przeczytałam całość. Być może klątwa czytelnika ze mnie zejdzie. Być może wróci tryb pisarski. Oby tak było, bo zaczynam mieć pietra.

    I to poważnego.


P.S. Pamiętacie, jak w poście "Tyle wygrać!" przytaczałam krótki dialog z pracy? Tak wczoraj podsumowałam go na grupie naszego zespołu:

Dziewczyny oceniły 10/10. I poniekąd każda znalazła odzwierciedlenie samej siebie, tyle że na załączonym obrazku nikomu nie jest do śmiechu😂


🎵No Remorse - Matias Puumala🎶

piątek, 3 grudnia 2021

Nowa odmiana

    Kwarantanna Paladynki trwała dziesięć dni. Wszyscy zdrowi. Nikt nawet nie smarknął (serio, nawet katar z jakim pachruść nie rozstawała się od września minął jak ręką odjął!). W praktyce dni siedem, nim przedszkole ogarnęło się w temacie i nas poinformowało o kontakcie z pozytywem. Dla mnie to i lepiej. I przyznam, że ten tydzień w znacznym stopniu odbił się na mojej psychice. Nie, nie miałam wolnego na dziecko. Nie, nie miałam nikogo do pomocy/opieki. Tak, praktycznie od rana do późnego wieczoru siedziałam z nią sama. Z nadaktywną trzylatką, wyjątkowo angażującą, absurdalną płaksą i wyjcem. Nie owijam w bawełnę, piszę jak jest. Nie będę rozwodziła się nad tym, jaki to mój bombelek słodki i cudowny, kiedy w ułamku sekundy potrafi przeistoczyć się w bestię z piekła rodem, przed którym nawet pies się chowa.

    Ale ja nie o tym.

    Zauważyłam, że znacząco wzrosła moja awersja do ludzi. Przez te siedem dni w zamknięciu, olbrzymim stresie oraz kompletnym braku rozrywki/relaksu/odpoczynku pogłębiła mi się fobia społeczna. Nie mam absolutnie żadnej ochoty rozmawiać z ludźmi. Unikam ich jak mogę, nie licząc interakcji społecznych wymaganych przy zakupach bądź w pracy. Jak tak myślę, to najwięksi psychopaci powierzchownie przecież byli miłymi, uśmiechniętymi ludźmi, na co dzień uprzejmymi i nie rzucającymi się w oczy. Cóż, chyba zaczynam ich rozumieć. Ich megawkurw sięgnął granicy. Zatem aby tego uniknąć, muszę wejść w tryb tumiwisizmu.

    Jakby tego było mało, w pracy zaczął się najbardziej hardkorowy okres, który pociągniemy tak do połowy stycznia. Nie należę do grona pracoholików, ale specyfika mojego stanowiska wywiera na mnie pewnego rodzaju presję, szczególnie że jestem odpowiedzialna za naprawdę wiele tematów jakimi zajmuję się w pojedynkę. Owszem, po części sama jestem sobie winna, mogłam wziąć opiekę, ale wystarczy, że nie ma mnie dwa dni, a moja skrzynka mailowa pęka w szwach. Niedawno świętowałam konkretny awans. A poza tym mam tak wspaniałą przełożoną, że resztka sumienia chyba by mi nie darowała. Więc skoro i tak pracuję zdalnie, a wyrozumiałe szefostwo wiedziało w jakiej jestem sytuacji, to... zagryzłam zęby i dawaj, przeżyję. Ale chyba się przeliczyłam. No i mam, co chciałam.

    Na dodatek znikąd pomocy. Teściów i rodziców nie prosiłam o pomoc co by ewentualnie nie pozarażać, szczególnie że mojego ojca w zeszłym roku ledwie wyratowali. A Neth... cóż, on wybywał do pracy już po siódmej (kiedy Paladynka wstawała), choć miał na dziewiątą i wracał przed osiemnastą (zanim położyła się spać). Zajebiście. Taki to pożyje. Jest świadom, jak bardzo mi tym dołożył.

     Tak więc jeśli czujecie się olani/odrzuceni/odepchnięci czy zapomniani - przepraszam, ale nie zachowuję się tak dlatego, że was nie lubię. Robię to po to, żeby poskromić negatywne uczucia jakie się we mnie gotują. I staram się jak mogę odzyskać entuzjazm oraz pozytywne nastawienie do życia. A na horyzoncie spotkania w gronie rodzinnym... i, o zgrozo, święta Bożonarodzeniowe.

    P.S. Jeszcze raz usłyszę, że "Dzieciątko komuś coś przyniesie", to naprawdę zrobię komuś krzywdę... albo bardzo głośno i wymownie westchnę, tak żeby słyszeli wszyscy przy stole.

  

🎵Colliding Worlds - Mark Petrie🎶

poniedziałek, 15 listopada 2021

Mam już dość świątecznych reklam

     A nie mamy nawet telewizora. Wystarczy mi u kilka wizyt u krewnych gdzie teleplepudło chodzi na okrągło, aby serdecznie znienawidzić całą tą świątecznie cukierkową otoczkę wprost ociekającą sztucznością. A mamy połowę listopada. To i tak dobrze, że nie październik.

    Jak rany, odczuwam ostatnio silną potrzebę ponarzekania sobie na wszystko i wszystkich. Tak po jesiennemu, przedzimowemu. W sumie otaczającym mnie ludziom wolę tego oszczędzić, toteż korzystam z sieci gdzie mało do kogo trafiają moje malkontenckie wynurzenia. Wyżalę się, może coś się zmieni i wracam do świata rzeczywistego, który bynajmniej mnie nie zadowala. A tym bardziej nie zadowala mnie fejsbyk...

    Serio, mam go raptem od kiedy? Od miesiąca? Bywam tam nie częściej niż raz w tygodniu i już zaliczyłam trzy nieudane próby logowania (nie moje). Może ktoś ma podobnego maila? Zresztą, miałam już zabawną sytuację z literówką w mailu. Takie rzeczy się zdarzają. Co nie zmienia faktu, że za każdym razem to zgłaszam. Chciałabym być wyrozumiała, ale nieufność w stosunku do ludzi przeważa nad moją dobrą wolą. Och, przy okazji, jakieś dwie zagubione w niebieskich odmętach dusze próbowały nawiązać ze mną znajomość ale cóż, zbawicielką nie jestem, niech szukają dalej. Poza tym żywię realną obawę o czyjegoś szpicla... a na fejsbyka przyjdzie jeszcze czas. Wierzę w to.

    Przyjemności przyjemnościami, a praca pracą. Zaczyna się accounting mayheeeeeem! Najwspanialszy okres w roku. Nadgodziny przewidziane. Czy już wspominałam, że najlepiej funkcjonuję w momencie, gdy gruba krecha dedlajnów podrzyna mi gardło? Tak? Jak rany... bydzie gryfnie. Albo będę wieczorami pisała hardkorowo zrypana, albo nie będę pisała wcale. Czasem jak akumulatory mam na wyczerpaniu to wymyślam całkiem niezłe motywy. Gorzej dla bohaterów. Dla nich te motywy wcale nie są takie przyjemne...

    I oczywiście kącik ulubionych memów. Oto mój aktualny stan po całych czterech dniach wolnego:

🎵Tian - Peter Roe🎶

poniedziałek, 1 listopada 2021

Nie lubię długich weekendów...

     Ostatnio myślałam że jest piątek, a był czwartek. Zdziwiłam się. W piątek zaplanowałam co będę robiła w poniedziałek w pracy. Zawiodłam się, bo przecież był długi weekend. Normalni ludzie cieszą się z długiego wolnego. Dla mnie to katorga. Zdziczałam na home office. Choć nie... właśnie pracując zdalnie czuję się rewelacyjnie. Sam na sam z psem i ludźmi po drugiej stronie laptopa. Nawet jeśli jest nawał pracy, to wciąż czuję się zrelaksowana i tylko wyczekuję wieczora, by zabrać się do pisania. Teraz mam zastój twórczy. Zamiast czerpać garściami ze względnego wypoczęcia (po powrocie do biura znów zacznie się wczesne wstawanie, dojazdy, itp., wieczorem będę wyprana po kilku godzinach spędzonych z ludźmi oraz Paladynką...) I z tego powodu czuję się sfrustrowana. W malkontenckim nastroju. Meh... znów będę marudziła.

    Oczywiście teraz żałuję, że na tak wczesnym etapie założyłam fejsbyka. To był błąd. Nie dość, że sam interfejs jest irytująco beznadziejny, to już sama funkcjonalność woła o pomstę do nieba. Ileż można usuwać sugerowanych znajomych? No ileż można usuwać durne, naprzykrzające się reklamy? Poza tym czuję się cholernie zdeprymowana. Wszyscy wszystko robią lepiej, wyglądają lepiej, zachowują się lepiej, po prostu wyidealizowani przedstawiciele gatunku ludzkiego, wręcz okazy pokazowe. Czempioni wystawowi. Na dodatek treści tam zamieszczane działają na mnie wyjątkowo demotywująco. Na moje własne życzenie, bo to ja sama zadręczam się niepotrzebnymi myślami, zamiast skupiać na pracy. Toteż ograniczyłam to dziadostwo do pojedynczego odwiedzenia dziennie. I z dziką rozkoszą zostaję tutaj, w moim małym zamkniętym świecie, w którym na własną rękę poszukuję motywacji oraz inspiracji. Zdecydowanie preferuję ludzi z jakimi mam kontakt okazjonalnie w świecie rzeczywistym. Bez filtrów, bez wyćwiczonej pozy, bez makijażu, bez wypychania stanika i bez wciągania brzucha. Nazywajcie mnie idiotką/idealistką, ale właśnie takich ludzi szanuję. Naturalnych. To w nich tkwi piękno. I nawet nie trzeba go szukać pod fizyczną warstwą chemii. Zresztą, wychodzenie do ludzi nigdy nie wychodziło na dobre mnie. I nie widzę powodu, by to zmieniać. Mam fobię społeczną. Nie powiem że dobrze mi z nią, ale też nie widzę powodu, by ją zwalczać.

    No i wróciły nieprzespane noce. Paladynka notorycznie budzi się w okolicy godziny drugiej nad ranem i trzeba ją przyprowadzać, tudzież przynosić, do naszego łóżka. A ja nie należę do osób, które prędko zasypiają. Raczej jestem z tych, co nie mają czasu na sen i zamiast się wyciszać z głową na poduszce rozmyślają nad cholera wie czym i po prostu w pewnym momencie się wyłączają. Czasem piszą o trzeciej w nocy notatki na telefonie. Najczęściej dotyczące fabuły i wydarzeń... W każdym razie na zdrowie by mi wyszło spanie z nią jak dotychczas, ale sama chciała spać w swoim pokoju. Trzeba iść za ciosem. Poza tym znów coś ją łapie i zaczynam nastawiać się psychicznie na kompletny kryzys twórczy przez kolejne dwa tygodnie. Jazda na trzy etaty mi nie służy.

    Jeśli już sobie tak wylewnie narzekam, to ponarzekam jeszcze, a co! No utknęłam na 2 rozdziale... i ni cholery nie potrafię wczuć się w akcję. Sytuacja nieco mnie przerasta (chłopaków zresztą też, czemu wcale się nie dziwię) albo mam ochotę na działanie, a nie odkrywanie tajemnic. Sama sobie jestem winna, bo skoro był ogień, to teraz pozostaje mi dym. Kurczę, pierwszy rozdział napisałam praktycznie od ręki a kolejne, napisane rok temu i wymagające poprawy, mrożą mi krew w żyłach, studząc także zapał...

 P.S. Tak, jestem po spędzie rodzinnym... widać efekt, prawda?

 

🎵White Lady - Louis Viallet (pocieszny kawałek)🎶

niedziela, 10 października 2021

Wieści garście dwie

    Nadciąga drugi hardkorowy tydzień. Z końcem września Paladynka dostała potwornego kataru połączonego z kaszlem (a mówiłam, że nie powinnam określać sobie szczegółowych terminów? Mówiłam) i tak sobie siedzimy w domu. Znaczy, dla mnie siedzenie w domu tożsame jest z pracą, a specyfika stanowiska wymaga mojej obecności... owszem, mogłabym wziąć L4 na dziecko, tyle że znaczyłoby to kosmiczne zaległości, a na to pozwalać sobie nie mogę (dobra, druga sprawa to moja przesadna sumienność i obowiązkowość, którą niektórzy kolokwialnie zwą pracoholizmem...). I tak oto miałam całkiem pokaźną przerwę w pisaniu, którą w zdumiewającym tempie nadrobiłam w weekend. Przymusowa długa przerwa zaowocowała ukończonym rozdziałem 28, tak więc dziś siadam do 29, tylko muszę się jakoś nawenić. Neth utknął na 15. Tłumaczy się przygotowaniem akwarium (notabene świetnie zaaranżowanym!). No nic, poganiać go nie zamierzam.

    Druga kwestia na dzisiaj brzmi: kto tu właściwie zagląda? Licznik odwiedzin co jakiś czas skacze w górę, a ja nie nabijam sobie pustych odwiedzin, zawsze startuję z panelu edycji, toteż z typową babską ciekawością zadaję sobie po raz kolejny pytanie, czy to ktoś, kogo znam? Nie żeby specjalnie nie dawało mi to żyć i spędzało sen z powiek, ponieważ blog powstał w innym celu niż nabijanie lajków czy zarabianie. Gdzieś z tyłu głowy słyszę po prostu cichuteńki głosik mówiący mi, że pewne osoby z mojego otoczenia znają moje najskrytsze myśli...

 

 O nie nie, w moim świecie tego nie uraczycie. A ten tam z tyłu kogoś mi przypomina... :3

 🎵Fire Dance - Twisted Jukebox (hieh, też przypisane do konkretnej sceny)🎶

sobota, 4 września 2021

Tyle wygrać!

     Nie zrozumie tego nikt oprócz rodziców zdziczałych kilkulatków. Paladynka z samego rana pojechała na nocowanie do dziadków, toteż ujrzę ją dopiero... jutro wieczorem! Tyle wygrać, to po prostu jak loteria fantowa! Tyle czasu. Tyle spokoju i ciszy. Eeee tak, może nie do końca ciszy, jako że zaraz po zamknięciu drzwi uzbroiłam się w słuchawki i wyekwipowana w owsiankę oraz kawusię zasiadłam przed komputerem. 

    Jak rany, miałam cały poranek na pisanie... i jak na złość wena nieszczególnie skora była do współpracy. Chyba opis wyjątkowo skomplikowanego stroju wyczerpał moje pokłady energii... nadal wydaje mi się jakiś sztywny, suchy, odbiegający od tego, jak dotychczas pisałam. Jedna z postaci również jest cokolwiek specyficzna, nieobliczalna, a tutaj jakoś, ja wiem? Nader spokojna. No nic. Wrócę do tego jeszcze jakieś pięć, może osiem razy. I pewnie nadal nie będę zadowolona. W takim wypadku zostawię do oceny mojemu wiernemu czytelnikowi. A potem się zobaczy.

    Wena. O niej wiele można pisać, a ja już nawet poemat napisałam, więc nie ma co tego roztrząsać. Postanowiłam ją trochę napędzić postem, ale co mi z tego przyjdzie, to nie wiem. Szczególnie, że naprawdę muszę się wysilić, by wczuć się w konkretne, dynamiczne postacie, w pierwszym tomie występujące sporadycznie, teraz nabierające znaczenia. Rozdziały z nimi muszą być wyszlifowane, inaczej nie oddadzą powagi sytuacji, momentów grozy i niepewności. Neth ostatnio daje mi słaby feedback, więc pomijając pomarańczowe wersy muszę wypytywać go, jak odbiera poszczególne sceny. Nie marudzi i nie kręci nosem, a to już pozytywny sygnał. A ja i tak muszę wiedzieć, dla własnego spokoju, co myśli i czy nie brakuje mu w tym czegoś istotnego. Zbeształ mnie, że jakby brakowało, to by mnie w tej materii uświadomił. Tak, znów komplikuję, szukając dziury w całym. Jeszcze mi nożyczki zabierze, a tego bym chyba nie przeżyła...

    W każdym razie mam silne postanowienie, by zamknąć dziś 23 rozdział. Jest weekend, Paladynka u dziadków, można odpocząć i zrelaksować się po pracy. A w tej istny sajgon: zamknięcie i otwarcie miesiąca, w międzyczasie wypadły nam z zespołu dwie kluczowe osoby, kolejna jest z nami zaledwie od kilku tygodni, a jeszcze inna przejęła obowiązki poprzedniej i wciąż raczkuje. Musiałam ogarnąć rzeczy, którymi zajmowałam się ponad pół rok temu, a chyba nie muszę nadmieniać, że od tamtej pory zmieniło się prawie wszystko... Oczywiście poczułam się do odpowiedzialności, aby obecne wydarzenia skwitować na swój sposób, nie szczędząc biedaczkom czarnego humoru.

    - Zobaczycie, dziewczyny, jeszcze będziemy się z tego wszystkie śmiały - zawołała X pocieszającym, aczkolwiek odrobinę drżącym głosem.

    - Tak, w psychiatryku - pozamiatałam.


 🎵Faraway - Antti Martikainen🎶