Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Paraliż senny

     Kuriozum. Pierwszy raz w życiu przez to przechodziłam, ale nienawidzę dziadostwa. W życiu takiej paniki nie czułam jak w nocy... na szczęście skurczybyctwo pokonałam. Nie sama, Paladynka zasługuje na swój tytuł! Nadam jej jeszcze ziemie.

P.S. Kolejne doświadczenie do wykorzystania w powieści. Akcja upiorna. Nie ma co. Nie życzę nikomu.


    A tak mniej więcej moje ostatnie dni z Nethem wyglądają (ja to ten z lewej, Neth ma pokaźniejszy zarost):

🎵Unstoppable - Christian Reindl🎶

piątek, 22 października 2021

Grubo

     Ostatnie trzy, niemal cztery dni spędziłam nad przygotowaniem pierwszej części pod wysyłkę do korekty redaktora. Tak, części. Pierwszy tom pod druk wynosi ponad 1100 stron i mogłabym to oczywiście wydać w formie cegły, jednakże zarówno koordynator jak i ja doszliśmy do wniosku, że byłby to strzał w kolano z oberwaniem nogi przy samej dupie (przy czym on nie wyraził się tak dosadnie). I ma słuszność. To będzie mój debiut, nie mam wyrobionego nazwiska, nikt mnie nie zna, nie wie czego oczekiwać po pani Iksińskiej. Cena takiego tomiszcza byłaby zbyt wysoka aby potencjalni czytelnicy kupili go bez wahania. Już sama jego grubość mogłaby podziałać na moją niekorzyść, bo to jak kupowanie kota w worku (sama wielokrotnie się spaliłam, a potem plułam sobie w brodę na dofinansowywanie szmatławców). Rozbiłam więc tomidełko na dwie części i w sumie nie był to zły pomysł. Pierwsza część kończy się w całkiem ciekawym miejscu, co może zaostrzyć apetyt. I przede wszystkim w drugiej części rozkręca się akcja zarysowana w pierwszej, będąca preludium do drugiego tomu. Swoją drogą chciałabym ten drugi już zamknąć tak pod kluczyk...

    Oczywiście rośnie we mnie obawa, że żelazna kurtyna zastoju opadnie i odetnie mnie od mojego świata, od weny. Przez minione cztery dni w chwilach wolnych od redagowania siedziałam i zastanawiałam się jak ja to w ogóle napisałam?! O bogowie, czy dam radę pisać tak dalej? Neth twierdzi że drugi tom wyszedł lepiej od poprzedniego, a ja tylko tępo patrzę przed siebie i nie wiem co robię. Stwierdziłam że dla rozkręcenia weny napiszę dziś coś innego, może wrócę do Mężczyzny z Koszmaru, do Nurklika i Niewiem. Nie, nie oceniajcie mojego warsztatu na podstawie blogowej opowiastki i postów, nie czytam ich bowiem więcej niż jeden raz przed opublikowaniem. Zdarzają się błędy, a owszem, ale nie piszę tego pod druk, pod czytelników wykładających na to fundusze (bez urazy, nie uważam blogowych czytelników za gorszych). Powieść Główną mam już tak wycioraną, że wiem w którym rozdziale co i jak. A niektóre sceny to mi się po nocach śnią... nie no, naprawdę, to co mi się ostatnio po nocach śni to już totalna abstrakcja.

    Tak przy okazji. Na fejsbyku nie będę się rozpisywała. Raczej będą tam notki informacyjne dotyczące punktów zwrotnych, z czasem może jakieś ciekawostki dla czytelników czy nie wiem co się tam jeszcze robi. Nic jeszcze nie wydałam, nie wybiegam więc zanadto w przyszłość skoro teraźniejszość ma wyższą wartość. 

    Teraz najważniejsze jest rozhuśtanie weny. Nie po to wzięłam dwa dni urlopu, by bezproduktywnie spędzić je na kanapie. Chcę pisać. Czytać też, ale pisać bardziej!

niedziela, 27 czerwca 2021

Jedno słowo

     Czasem wystarczy jedno słowo, by nie dało mi spokoju przez cały dzień i połowę nocy. Tak było w przypadku arcyciekawego wyrazu makiawelizm

    Obudziłam się pięknego sobotniego poranka i moją pierwszą myślą było: makiawelizm. Nie śniadanie, nie ogarnięcie Paladynki, nie dzień dobry, Kochanie. Wstałam i poczłapałam do łazienki. Makiawelizm. Zajrzałam do dziecia i poszłam robić sobie śniadanie. Makiawelizm. Bawiłam się z Paladynką, a cholerny makiawelizm jak się mnie uczepił, tak nie odpuszczał. 

    Zatem sięgnęłam po telefon, słownik PWN i dawaj ogarniać jakże trudne słowo. Oto co mówi rzeczony słownik:

Makiawelizm

       Dzięki temu nauczyłam się nowego słowa i jego znaczenia. Ale wyraz ten dalej nie odpuszczał. Makiawelizm chodził za mną po ogródku, a nawet towarzyszył mi w porze kolacji. I po dziś dzień byłby dręczył mój brak zrozumienia, lecz w końcu wykorzystałam go w powieści. Bo drugi podpunkt powyższej definicji idealnie odwzorowuje postawę jednego z bohaterów. 

    I teraz, co nie powinno dziwić w moim przypadku, zaczynam o nim zapominać.

    Sny mają wielką moc. Nie bagatelizujcie ich. I jak przyśni Wam się kebab, to dzwońcie po kebab!

niedziela, 25 kwietnia 2021

Wstępu słów kilka

    Po niespełna piętnastu latach powracam do blogowej rzeczywistości literackiej. Tak po prostu. Z czystego kaprysu. Ale będąc szczerą, robię to tylko po to, by udoskonalić warsztat i zebrać konstruktywne opinie, co w przypadku Głównej Powieści jest niewykonalne. Ale o tym zdarzy mi się napisać między wierszami.
     
    No i masz, kolejny wstęp, który zupełnie mi nie odpowiada. Jak wszystkie poprzednie. I jak każdy kolejny. Ale tak już mam, że nie podoba mi się nic, co napiszę. A kiedy napiszę coś, co mi się w końcu podoba, to przez pewien czas obrastam w piórka i jadę na wszechogarniającym samozachwycie. Inspiracja pełną parą. Historia kreuje się sama. Aż w końcu zdaję sobie sprawę, że idzie mi zbyt dobrze, coś jest nie tak i pozostają wyłącznie opary. Opary, na których pod górkę samokrytycyzmu nie podjadę. Bo jest stroma. Kąt prosty, dziewięćdziesiąt stopni płaskiej powierzchni pospołu z grawitacją. I jak łatwo zgadnąć, po prostu odpadam. 

    Ten blog ma choć trochę wyleczyć moją przypadłość, która skutecznie spędza mi sen z powiek. A sen, jak się okazało, jest dla mnie szczególnie ważny. Bynajmniej nie ze względu zdrowotnego (a i tu chyba powinnam zastanowić się nad swoim podejściem, bo jest ono cokolwiek niezdrowe). Historia, która zapoczątkowała "Mężczyznę z koszmaru" przyszła do mnie we śnie. Była to zaledwie godzinka drzemki pomiędzy kolejnymi nocnymi pobudkami żywiołowej trzylatki, lecz zaowocowała długimi godzinami rozwijania fabuły. 

    Nie mogę zdradzić, z czym przyjdzie Wam się tu spotkać, ponieważ sama jeszcze tego nie wiem. Bohaterowie pozwolili mi wkroczyć do ich uniwersum, żywego i zupełnie różnego od doświadczeń dnia powszedniego. I nawet jeśli pozostaje ono czystą fikcją literacką, to w mojej głowie odnajduje szczególne miejsce pozwalające mu się rozwinąć. Bo jak się okazało, mam na tyle pojemną i zasobną wyobraźnię, by bez większych przeszkód przygarnąć i wychować kolejne zbłąkane duszyczki. Obawiałam się, że nowa historia odłoży się cieniem na Głównej Powieści, ale  odetchnęłam z ulgą. Postacie okazują się być mocno zindywidualizowane. Mają swoje światy, swoje życie, swoje pragnienia i cele, do których dążą (albo nie, bo i takich wykolejeńców tu znajdziecie). 

    Z założenia wstęp miał być krótki. Skupiony na głównym temacie zająć miał nie więcej niż trzy, góra cztery wersy. Aktualnie jest pięć akapitów, które w trakcie pisania przeczytałam chyba z siedem razy w poszukiwaniu literówek, niespójności czy przerwanych wątków, z czym także miewam trudności. Uwielbiam dygresje. Uwielbiam przysłówki. Uwielbiam rozwalać dialogi szczegółowymi, barwnymi opisami stanów emocjonalnych i zachowań. I żeby było jasne, wiem, że nie należy tak pisać. Że potrafi to zmęczyć czytelnika, zniechęcić do dalszego śledzenia losów bohaterów. Moja w tym głowa, aby wszystkie te wady skonfrontować z prawidłami poprawnego tworzenia powieści. Osiągnąć kompromis między tym, co chcę ja, a tym, czego oczekują pozostali. Synergię Tolkiena i Gaimana. 

    "Mężczyzna z koszmaru" będzie odskocznią od wszystkiego, co dotychczas tworzyłam. Oderwaniem od Głównej Powieści, którą pieszczotliwie nazywam moim małym światem równoległym. "Mężczyzna z koszmaru" będzie eksperymentem i ćwiczeniem nieprzewidywalnym jak sam Mężczyzna.