piątek, 7 czerwca 2024
Powód powodem, ale...
niedziela, 30 stycznia 2022
Epciciel w natarciu
Zepciłam plik. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam, ale wszystkie komentarze, Pana J i moje, są z dnia 26.01.2022, z godziny 20:20:00... diabli wiedzą dlaczego. W każdym razie ja nie wiem. Przynajmniej korekta autorska ukończona. Wysłałam ją do Pana E (mój opiekun ze strony Wydawnictwa) z pytaniem, czy obecny redaktor będzie nadzorował każdą kolejną część powieści, na co po cichu liczę i trzymam kciuki. I tak oto z czystym sumieniem mogę wrócić do III tomu (choć kusi mnie IV...). Dziwnie tak, z przeskokiem czasowym i fabularnym.
Zepciłam sobie też zdrowie. Tak trochę. I raczej myślę, że było to osłabienie związane z dość trudnym czasem, aniżeli realna choroba - Paladynka w domu, a dzieć z niej wymagający, praca zawodowa, potem siedzenie do późna przed komputerem i skupianie się na poprawkach, rozregulowane posiłki i brak możliwości wyciszenia się pogorszyły mój stan psychofizyczny. Zatęskniłam za Światem Wymyślonym tak bardzo, że nie potrafię się skoncentrować na aktualnych wydarzeniach, za daleko wybiegam w przód i brak mi słów. Właśnie. Brak mi słów, bo zamiast czytać książki (nie ma kiedy), czytam mangi (nie muszę zanadto skupiać się na opisach), ale i one wiele wnoszą do moich zasobów twórczych. No właśnie, mangi.
Zepciło się w Sadze Winlandzkiej. Wszystkim tam się nieźle poepciło (Askeladd... dlaczegoooo?!), w związku z czym losy bohaterów śledziłam z zapartym tchem, bo tylko to mi zostało pośród mieszkaniowego bajzlu, hałasu i ogólnego kociokwiku. Czekam na kolejne tomy. Zamówiłam, ale Yatta nie wyrabia z zamówieniami... No nic, pozostaje mi cierpliwie czekać.
Tymczasem najwyższa pora wrócić do siebie.
🎵Retribution Day - Phil Rey🎶
poniedziałek, 24 stycznia 2022
Bo mnie ludzie...
Paladynka w domu. Katar. A co za tym idzie, zużycie energii w moim ciele wzrosło dwukrotnie. Pokłady anielskiej cierpliwości są już na wyczerpaniu, grożąc rychłą przemianą w diabła wcielonego. I znów odbywają się komisyjne posiedzenia w toalecie (o nie, ani pies, ani pachruść nie przyjmują do wiadomości pojęcia prywatności). Ale, ale! Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A mianowicie całkiem przyzwoicie rozwinęłam konkretny wątek do IV Tomu. Miewa miejsce, gdy nie mogę skupić się na pracy, a buszuję gdzieś pośród dziecięcej fantazji. W sobotę napisałam siedem stron kolejnego rozdziału czwóreczki. Mam nieprzyzwoitą chcicę na opisywanie żołdackiego życia obozowego. No i całkiem sensownie mi wyszło wprowadzenie pewnego matczynego syna. Jak rany, ja już chcę pisać czwarty...
A wszystko przez Sagę Winlandzką Makoto Yukimury... Porównywana do Berserka ś.p. Kentarou Miury. Moim skromnym zdaniem lepsza pod każdym względem, nie ubliżając drugiemu, równie genialnemu tytułowi (w którym niestety autor ciut za mocno popłynął...). Ach, ta perfekcyjnie dostosowana do wydarzeń i bohaterów kreska. Inteligentny, wisielczy humor. I Askeladd <3
Dobra, dobra. Pora mi wracać do III Tomu, jako że sam się nie dokończy.
A co mnie ludzie? No właśnie, a ludzie mnie...
piątek, 17 grudnia 2021
Priorytety
W dniu dzisiejszym zweryfikowałam swoje życiowe priorytety. Otóż, uwielbiam hamburgery z Pasibusa. Jako jedyne wygrywają z najcudowniejszą pizzą. I tak mi się uwidziało zamówić hambursa z frytami na obiadek. Zapełniam więc wirtualny koszyk, aż tu nagle... co to? Chwila moment. Konsternacja. Za tę kwotę miałabym dwie mangi. Poczytałabym. Postawiła na regale wśród pozostałych. Za kilka miesięcy znów poczytała. Może zainteresowała nią Paladynkę, jak już wyrośnie z kolorowania wszystkiego co czarno-białe. A jedzenie? Jedzenie mam w domu. Kilka kroków dalej. I herbatę Pu-Earth (pisownia celowa przez wzgląd na ziemisty zapach).
Decyzja zapadła. Bezapelacyjnie. Definitywna. Zamknęłam kartę z jedzonkiem i zamówiłam "chińskie" komiksy. Po czym rzeczywiście poszłam zrobić kanapkę. I herbatę.
🎵Dziś słucham głosów blokowiska🎶
poniedziałek, 6 grudnia 2021
Urlop
Pierwszy wolny dzień prawie za mną (tak, wiem, nie ma jeszcze dwunastej, ale otóż to, zaraz będzie). Praktycznie do tej pory niemal w całości spędzony na pisaniu, od godziny siódmej rano do jedenastej, w efekcie czego podczas czterech godzin napisałam czternaście stron szóstego rozdziału. I pisałabym dalej, gdyby nie obowiązki, zakupy, fryzjer etc. Tak, mając trzylatkę specjalnie biorę wolne, by wybrać się do fryzjera. To tak pół żartem, pół serio, uśmiechając się przez łzy.
To się nazywa relaks. Słuchawki na uszach, znajome cztery ściany, świat wymyślony i przygody, jakich nie uraczę w ponurej rzeczywistości. Odpoczywam. Dokładnie w ten sposób się odstresowuję, relaksuję, wyciszam. Bardzo tego potrzebowałam po ostatnim tygodniu. Humor mi wraca. Podobnie entuzjazm. Naczytałam się mang i jeszcze kilka zalega na biurku w oczekiwaniu, w tym 32 tom Berserka. Mieszkając z rodzicami non stop słyszałam gadkę w stylu: wywal te głupie komiksy, dzieckiem nie jesteś. Albo: skończ grać w te durne gry, mądrzejsza od nich nie będziesz. Nauką lepiej się zajmij. I wiecie co? Durne gry nauczyły mnie spostrzegawczości, przyspieszyły moje reakcje i poprawiły koncentrację. Rozpaliły moją wyobraźnię i stały się inspiracją, podobnie jak głupie komiksy. Zero agresji. Agresja przychodziła w momencie, gdy zmuszona byłam wyjść do ludzi.
Tępota, bezmyślność, egotyzm - tak opiszę swoje ostatnie obserwacje z przeludnionego marketu. Już po dziesięciu minutach spędzonych na przestawianiu cudzych wózków tarasujących przejazd oraz koszyków zostawionych między zatłoczonymi regałami i przepraszaniu ludzi godzinami kontemplujących prawdopodobną zawartość glutenu w bezglutenowym pieczywie doprowadzało mnie do szału. Fobia społeczna strzeliła w górę, uderzając pułapu początkowego stadium mizantropii. Tak, to była straszliwa sobota. Nie chcę tego powtarzać.
Ale dziś jest poniedziałek. Wolny poniedziałek. Odpoczęłam od ludzi (do których znów muszę wyjść). Otworzyłam umysł i popłynęłam z weną. Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć. Co lubić, a czego nie. Kogo kochać, a kogo nie. Z kim być, a z kim nie.
Doprawdy, wkurwiają mnie płytkie osobowości, płaskie i odbarwione jak stare plamy zaschnięte na kanwie społeczności. Segregują ludzi dyktując swoje prawilności, a nawet dobrze śmieci posegregować nie potrafią. Autorytarne autorytety...
Tak, kolejne spotkanie rodzinne za mną. Jak widać.
A teraz z serii mojego samopoczucia:
Bardzo dawno nie miałam kaca książkowego. Ale w sobotę ogarnęłam całą serię Nasze marzenie o zmierzchu i na koniec prawie się popłakałam. Jak rany... naprawdę zrobiło mi się przykro. A do tego po dziś dzień mam kaca książkowego i nie potrafię ruszyć Berserka...
🎵Game of Power - Iliya Zaki, Epic Score🎶
