piątek, 29 maja 2026
Nie wszystko złoto...
poniedziałek, 11 sierpnia 2025
wtorek, 4 marca 2025
Sześć kolorów - praca zbiorowa
Na wstępie zaznaczam, że to mój błąd, iż wcześniej nie sprawdziłam redakcji i składu autorek (bo, zgodnie z zasadą równości, żadnych autorów płci męskiej oczywiście nie zaproszono do współpracy), toteż nie powinnam mieć pretensji do nikogo innego prócz siebie samej. No i mam, bo na tę szmirę zmarnowałam cały miesiąc. Ale do rzeczy.
Na zbiór składa się sześć opowiadań. Nie przepadam za tą formą literacką, chociaż w wykonaniu Neila Gaimana wypadła świetnie, więc czemu by nie dać szansy i tym? Przy pierwszej historii mój optymizm się skończył. Przy kolejnych było już tylko gorzej, pomijając obiecującą historię numer dwa, która ostatecznie też mnie rozczarowała.
A dlaczego tak srogo?
W dużej mierze wszystkie opowiadania sprowadzały się do tandetnej literatury z gatunku romansów mafijnych oraz kryminałów kobiecych (jeden był jakby fantasy, ale ubogi strasznie). Już to powinno mnie zaalarmować, ale jak zaznaczyłam wyżej, nie zainteresowałam się tym wcześniej. Jak łatwo się domyślić, omijam te "gatunki" szerokim łukiem.
A oto dlaczego.
W ani jednym opowiadaniu nie poczułam chemii między bohaterami/bohaterkami. Historie przedstawione są płytkie i banalne, poruszane problemy przejaskrawione, a strony konfliktów do bólu skrajne. Wulgaryzmy występują w nadmiarze i nierzadko psują byle jak sklecony klimat, wprowadzone jakby z przymusu, by podkreślić "siłę" twardziela/twardzielki. Ale niewybredne słownictwo to nic w porównaniu ze scenami aktów cielesnych suchymi i opisowymi jak scenariusz niskobudżetowego porno, gdzie słowo "cipka" i "kutas" nie spotykają się z synonimami ani rozpalającymi wyobraźnię zmiękczeniami. Żeby było zabawniej, tytuł spod szyldu LGBTQ+, a osoby biseksualne przedstawiono jako zdradzieckie, rozpustne i lubieżne zagrożenie czyhające na niewinne lesbijki i gejów. No uśmiałam się. Jak gdyby statystyka zdrad zależała od orientacji a nie samego człowieka, ale co ja tam wiem (podejrzewam że więcej niż autorki, zakładając, że wszystkie są pure hetero).
Podsumowując, powyższa pozycja to zwyczajny chwyt na LGBTQ+. Niestety, ja dałam się schwytać, ale książka już dostała nakaz eksmisji z regału. Nie tego oczekiwałam - mój umysł wyjałowił się, poddawany regularnym odmóżdżającym torturom, które niemożebnie przeciągałam w czasie. Miesiąc. Cały styczeń. A w przeciągu 28 dni lutego przeczytałam trzy pozycje o wiele grubsze, ciekawsze i pełniejsze, bardziej sycące oraz wymagające zaangażowania. Nawet pisanie recenzji przeciągałam, taki to koszmar...
P.S. Nie mam nic do romansów i erotyków, ale takich z prawdziwego zdarzenia, soczystych, bujnych i ociekających emocjami. Uwielbiam kiedy atmosfera między bohaterami budowana jest stopniowo, a nastrój towarzyszący ich zbliżeniom tkany z pasją. Czuję wtedy przepływ emocji między uczestnikami sceny, pogłębianie ich relacji i zacieśnianie więzi 🤍
wtorek, 28 maja 2024
Assassin's Creed. Spisek Maga - Kate Heartfield
czwartek, 2 maja 2024
Imię róży - Umberto Eco
Sherlock Holmes w habicie...
...czyli powieść, którą jest mi naprawdę trudno określić. Początek intryguje i pochłania, ale gdy akcja nabiera rozpędu, fabuła drastycznie zwalnia i rozłazi się w teologiczno-filozoficzno-moralno-etycznych dywagacjach i rozważaniach. Oraz - czasem - opisach wydarzeń historycznych, co jest smaczkiem raczej dla osób interesujących się historią Kościoła. Łatwo więc się zrazić do lektury. Na szczęście później jest o wiele lepiej, do tego stopnia, że ostatnie nieco ponad sto stron pochłaniałam żarłocznie.
Przez cały czas instynktownie doszukiwałam się powiązań tajemniczego tytułu z fabułą. Nawet teraz, po przeczytaniu całości i zapoznaniu się z komentarzem autora zawartym na ostatnich stronicach tego wydania, nadal tkwię w niewiedzy. I ostatecznie dochodzę do wniosku, że równie dobrze mógł on brzmieć "Kamień na kamieniu" czy też "Szlak chmur" - jednakowo bez związku z treścią (no dobra, zdanie wieńczące tę historię od biedy mogłyby być...).
O treści było, ale teraz, co do mnie niepodobne, trochę o wyglądzie książki. W prezencie urodzinowym otrzymałam naprawdę piękne wydanie! Przezroczysta obwoluta ze stylizowanymi czarnymi odciskami palców (ha! wiem już czemu!), cudownie minimalistyczna, wręcz ascetyczna okładka, całość w postaci skarbczyka z farbowanymi na czerwono brzegami. No właśnie, barwione brzegi. Jak nie lubię tego czysto marketingowego zabiegu, tak w tym pojedynczym przypadku bardzo mi się spodobał, nadaje bowiem książce formę prawdziwego modlitewnika. Przyznam, że kiedy ją dostałam, nie rozumiałam skąd te osobliwe szczegóły. Po lekturze zaś spoglądam na nie z pewną nostalgią...
piątek, 29 marca 2024
Cień węża - Rick Riordan
czwartek, 28 grudnia 2023
Dynastia Thrawna: Chaos - Timothy Zahn
wtorek, 28 listopada 2023
Kapitularz Diuną - Frank Herbert
poniedziałek, 13 listopada 2023
Portret Doriana Graya - Oscar Wilde
niedziela, 12 listopada 2023
Ognisty tron - Rick Riordan
środa, 18 października 2023
Czerwona piramida - Rick Riordan
czwartek, 21 września 2023
Dzieci Húrina - John Ronald Reuel Tolkien
To był dobry pomysł, by przeczytać "Dzieci Húrina" w następnej kolejności po "Opowieści o Kullervo". Wyraźnie widać kanwę, na której historia głównego bohatera rozwijała się przez lata. Śmiało mogłaby zostać zekranizowana.
Zresztą, uwielbiam styl autora, lekkość, z jaką przemyca bogate opisy miejsc, postaci i wydarzeń. Czytałam z prawdziwą przyjemnością, chociaż mnogość bohaterów i ich krewnych o podobnie brzmiących imionach czy przydomkach mnie przytłoczyła, niejednokrotnie fabularnie wodząc na manowce. Niemniej jest to wyśmienita, inspirująca lektura.
sobota, 9 września 2023
Archipelag GUŁag 1918-1956. Tom I - Aleksander Sołżenicyn
Nie jestem okładkową maniaczką, bo rzadko zwracam na nie uwagę i jeszcze rzadziej je widuję, ale trzytomowe wydanie Rebisa jest genialne pod względem graficznym. Mam wrażenie, że wraz z postępującą treścią ten pociąg mnie zmiażdży. Psychicznie.
Po przeczytaniu pierwszego tomu niewiele mogę napisać poza tym, że mnie wciągnęło, choć więcej tu reportażu niż samej biografii autora. Nie jestem znawcą historii, nie interesuję się nią specjalnie, ale wiele zawartych tu faktów wstrząsnęło mną, zwłaszcza to, jak z perspektywy Rosji wyglądało "wyzwolenie" Warszawy spod okupacji Niemieckiej...
Zdumiewające, że historia zatacza krąg i nikt nie zwraca na to uwagi!
piątek, 25 sierpnia 2023
Heretycy Diuny - Frank Herbert
Przeczytałam "Heretyków Diuny" wyłącznie dla stylu pisania autora. To już nawet nie jest ciekawość kontynuacji, kiedy fabuła mocno napina nerwy, a bohaterowie odstręczają. Proponuję zmianę nazwy kronik z Diuny na "Sagę o Nieszczęśliwym Duncanie Idaho i Jego Nieskończonej Rozpłodowej Niedoli"! Może jestem małostkowa, ale ile można to ciągnąć? Ile można ciągnąć plan eugeniczny oparty na ustawicznie wskrzeszanym bohaterze i jego rozlicznych, wyselekcjonowanych partnerkach? To był ciekawy smaczek i część intrygi, a od dwóch tomów stał się męczącym wątkiem głównym. Już sam motyw wskrzeszania bohaterów skutecznie zniechęca mnie do dalszego czytania...
Podobnie hodowla ludzi w wykonaniu szowinistek żeńskich Bene Gesserit i szowinistów męskich Bene Tleilax - jedno i to samo, hegemonia niewoląca tak resztę, jak i siebie, jednocześnie krytykująca oraz konspirująca przeciwko sobie. Już pomijam "dziwki" Rozproszonych. Zabawne, że gesseritki wyrażają się tak niepochlebnie o swoich konkurentkach, podczas gdy same robią to samo...
Akcji w książce jest niewiele, rozkręca się jakoś w połowie, często urywa, a momentami staje się wręcz przesadzona. Kilka scen zmusiło mnie do ponownego przeczytania paru akapitów, a mimo to nadal nie rozumiem co zaszło i w jaki sposób do tego doszło. Ostatnie sto stron to już standardowe przyspieszenie fabuły z przeskokami czasowymi, pominięciem znaczących treści i istotnych informacji.
I tak na zakończenie moja osobista refleksja: świat, w którym nie ma muzyki ani miłości jest światem smutnym. Tu nie ma muzyki, bo według Bene Gesserit niebezpiecznie wpływa na ludzi. Tu nie ma miłości, bo według Bene Gesserit nie jest do niczego potrzebna. Jest za to Głos. I prokreacja...
poniedziałek, 7 sierpnia 2023
Dobry omen - Terry Pratchett, Neil Gaiman
Dwóch moich ulubionych autorów razem?! Naprawdę?! Takie były moje entuzjastyczne myśli, gdy dostałam w łapki egzemplarz "Dobrego omenu". Cóż, nie mogę powiedzieć, że nie poczułam ani odrobiny ekscytacji, prawda...?
Niestety, dwóch moich ulubieńców współtworzyło tę historię, która okazała się rozczarowaniem. Zmęczyłam się podczas lektury, w efekcie czego długo i bez przyjemności męczyłam samą książkę. Co prawda momentami dało się odczuć błyskotliwy humor, sam pomysł był oryginalny, ale wykonanie wiało koszmarną nudą. No i mocno przewidywalne zakończenie. Biorę poprawkę, że powieść ma ponad trzydzieści lat, ale niczego to nie zmienia.
czwartek, 27 lipca 2023
Wymarzony dom Ani - Lucy Maud Montgomery
sobota, 15 lipca 2023
Bóg Imperator Diuny - Frank Herbert
Uwielbiam styl pisania Franka Herberta, jest inspirujący i obrazowy. I w sumie chyba tylko to podobało mi się w czwartej części Diuny...
Z Bogiem Imperatorem (Jabbą Huttem) nie było mi po drodze, a z Idaho zrobiła się kompletna, rozchwiana emocjonalnie lebioda. Kobiet natomiast były całe haremy podzielone na dwa typy rozpłodowe - piękne i mordercze oraz schwarzeneggerowate i mordercze. Ach, zapomniałam o boskim uosobieniu cnót, choć nie bez dodatku hipokryzji, którą polane było tu dosłownie wszystko - od bohaterów, przez fabułę, po otoczenie. Zgroza.
3/4 książki to dialogi, a kwestie bohaterów były niemalże cały czas urywane trzykropkami, które główny bohater dokańczał potoczystymi wypowiedziami i filozoficznymi mądrościami. Diatryba goniła diatrybę, co stało się męczące. Grecka tragedia, w której podczas jednej sceny bohaterowie na przemian płaczą, wściekają się i śmieją.
Rozprawki o seksie jako narzędziu kontroli nad mężczyznami i jedyna scena miłosna mocno mnie zażenowały, choć nie jestem pruderyjna. Zresztą, wiele było scen, w których odczuwałam niesmak, bo najzwyczajniej nie pasowały mi do Franka Herberta z poprzednich tomów.
Srogo się zawiodłam. Mam nadzieję, że kolejny będzie lepszy...
poniedziałek, 3 lipca 2023
Dragon Age: Tevinterskie Noce - praca zbiorowa
Opowiadania i krótkie opowieści nigdy do mnie nie przemawiały, ale historie zawarte w "Tevinterskich nocach" są całkiem przyzwoite, pomijając te fabularnie oparte na kryminałach, omal detektywistyczne, za którymi nie przepadam.
Nie obraziłabym się, gdyby kilka najlepszych opowiadań (Trzy drzewa do północy, Na dół, między umarłych, Koszmar Hormaku, Perukarz, Stare sztuczki Starego Kruka oraz Ośmioro Małych Szponiątek) było wstępem do grubszych książek. Z przyjemnością sięgnęłabym po nie i zastawiła nimi regał. Olbrzymim sentymentem i głęboką miłością darzę serię gier "Dragon Age", w szczególności drugą odsłonę uważaną za najsłabszą.
Z niecierpliwością czekam na Dragon Age 4!
piątek, 12 maja 2023
Otulacz... na książkę?!
Kupiłam. Mam. I wiem, że będę korzystała! 😁
Na termometrach wreszcie powyżej piętnastu stopni, słońca coraz więcej, to i częściej zaczną się wypady w plener - na działeczkę, do parku, gdziekolwiek. I zacznie się problem z transportem książki, bo jak ją upchnąć w plecaku z kilkunastoma innymi przedmiotami tak, by się nie zniszczyła? Do tej pory radziłam sobie przy pomocy małego ręcznika, ale trochę wiocha odwijać książkę z ręcznika do rąk. Czasem też sama się wysuwała, albo nieszczęśliwie upchnięty przedmiot wbijał się w krawędzie i brzegi kartek. No ale co począć.
Buszując po Allegro, przypadkiem natrafiłam na cudo zwane "otulaczem" na książkę. I zaczęłam krążyć wokół tematu, jak zwykle chcąc kupić, ale nie kupując. Aż obserwowany przeze mnie sprzedający wrzucił to ręcznie malowane arcydzieło!!!
Dobra, już dobra - Włóczykij to moja pierwsza dziecięca miłość 😍
wtorek, 9 maja 2023
Dym i lustra - Neil Gaiman
Spodziewałam się - jak autor we wstępie obiecywał - grozy, makabry, i zwątpienia w rzeczywistość. Nie doczytałam się ich. Poza kilkoma perełkami, opowiadania w "Dymie i lustrach" są wybitnie nudne i nawet jeśli nie pozbawione sensu, to zwyczajnie nieciekawe.
"Cena" zaskoczyła mnie pomysłem.
"Fakty w sprawie zniknięcia panny Finch" oraz "Jak myślisz, jakie to uczucie?" były już w tomie opowiadań "Rzeczy Ulotne"...
Po "Uczcie" wiele oczekiwałam, czytając notę autorską. Ot, to tylko techniczny opis stosunku seksualnego opartego o porno, kompletnie bezsensownie przegadanego i okraszonego "magią". Przypuszczam, że autor wstydził się właśnie tego "przegadania".






















