Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2026

Nie wszystko złoto...

Czasami nie wiem co robię. Czasami działam impulsywnie. Czasami staję się zewnątrzsterowna. A czasami zwyczajnie ślinię się na hiper promocje książkowe, kupując opiewane "hity" i wychwalane pod niebiosa "bestsellery" zapominając, że niewiele mają one wspólnego z naprawdę dobrą literaturą.
    Przysięgam, że nigdy więcej nie będę się naśmiewała z Malazańskiej Księgi Poległych i godnych Elizy Orzeszkowej opisów przyrody tam zawartych. Ba! Z utęsknieniem czekam, żeby wrócić do zapomnianego "Wichru śmierci"! A dlaczego akurat wrócić? Bo gdybym nie narzucała sobie z góry kolejności czytania książek z kupki wstydu, nigdy bym po pewne tytuły nie sięgnęła...
    A już na pewno nie zajrzałabym do twórczości Christophera Paoliniego. Naprawdę. "Eragon" był dla mnie drogą przez mękę i odczułam ulgę, kiedy wreszcie skończyłam go czytać (mordował mnie ponad miesiąc). A teraz, po połowie roku od ukończenia pierwszego tomu, złapałam za drugi. A co mi tam, pomyślałam, dam mu szansę. W końcu cała seria w twardych okładkach kosztowała mnie zaledwie pięć dych. Tak nad nią czytelnicy wzdychają, że powinna być dobra.
    Nope.
    To niedobra jest.
    Z każdym kolejnym rozdziałem wychodzi młody wiek autora, fabuła jest do szpiku kości sztampowa, miałka i przewidywalna nawet dla takiego ujemnego bystrzaka jak ja, bohaterowie nie mają w sobie nic ciekawego ani intrygującego, co by mnie przy nich trzymało, złodupiec to cień na horyzoncie, a jego podkomendni są jak NPC obdarzone inteligencją świni z Minecrafta. Peter V. Brett o wiele lepiej umie w fantasy dla dzieci i młodzieży (a C.S. Lewis to już w ogóle). Może to kwestia mojego wyrobienia w gatunku i rzecz gustu, a może faktycznie przerost fandomu nad treścią powieści (swoją drogą pierwotnie wydanej w wydawnictwie prowadzonym przez rodziców autora...).
    W międzyczasie przeczytałam dwie inne książki i musiałam sama sobie dać szlaban na kolejne, inaczej "Najstarszego" chyba nigdy nie doczytam do końca... A następna jest "Noc smoka" spod pióra Richarda A. Knaaka 💗 I jak tu trzymać się postanowień...?

    Ale! Są i plusy powyższej lektury: czytając ją przed snem, zasypiam momentalnie z chwilą przyłożenia głowy do poduszki. Nawet melatonina w połączeniu z naparem rumiankowym nie daje takiego efektu!


Taki post do ponarzekania. A piośniczka do śmiechnięcia.

wtorek, 4 marca 2025

Sześć kolorów - praca zbiorowa

Na wstępie zaznaczam, że to mój błąd, iż wcześniej nie sprawdziłam redakcji i składu autorek (bo, zgodnie z zasadą równości, żadnych autorów płci męskiej oczywiście nie zaproszono do współpracy), toteż nie powinnam mieć pretensji do nikogo innego prócz siebie samej. No i mam, bo na tę szmirę zmarnowałam cały miesiąc. Ale do rzeczy.

Na zbiór składa się sześć opowiadań. Nie przepadam za tą formą literacką, chociaż w wykonaniu Neila Gaimana wypadła świetnie, więc czemu by nie dać szansy i tym? Przy pierwszej historii mój optymizm się skończył. Przy kolejnych było już tylko gorzej, pomijając obiecującą historię numer dwa, która ostatecznie też mnie rozczarowała. 

A dlaczego tak srogo? 

W dużej mierze wszystkie opowiadania sprowadzały się do tandetnej literatury z gatunku romansów mafijnych oraz kryminałów kobiecych (jeden był jakby fantasy, ale ubogi strasznie). Już to powinno mnie zaalarmować, ale jak zaznaczyłam wyżej, nie zainteresowałam się tym wcześniej. Jak łatwo się domyślić, omijam te "gatunki" szerokim łukiem. 

A oto dlaczego.

W ani jednym opowiadaniu nie poczułam chemii między bohaterami/bohaterkami. Historie przedstawione są płytkie i banalne, poruszane problemy przejaskrawione, a strony konfliktów do bólu skrajne. Wulgaryzmy występują w nadmiarze i nierzadko psują byle jak sklecony klimat, wprowadzone jakby z przymusu, by podkreślić "siłę" twardziela/twardzielki. Ale niewybredne słownictwo to nic w porównaniu ze scenami aktów cielesnych suchymi i opisowymi jak scenariusz niskobudżetowego porno, gdzie słowo "cipka" i "kutas" nie spotykają się z synonimami ani rozpalającymi wyobraźnię zmiękczeniami. Żeby było zabawniej, tytuł spod szyldu LGBTQ+, a osoby biseksualne przedstawiono jako zdradzieckie, rozpustne i lubieżne zagrożenie czyhające na niewinne lesbijki i gejów. No uśmiałam się. Jak gdyby statystyka zdrad zależała od orientacji a nie samego człowieka, ale co ja tam wiem (podejrzewam że więcej niż autorki, zakładając, że wszystkie są pure hetero).


Podsumowując, powyższa pozycja to zwyczajny chwyt na LGBTQ+. Niestety, ja dałam się schwytać, ale książka już dostała nakaz eksmisji z regału. Nie tego oczekiwałam - mój umysł wyjałowił się, poddawany regularnym odmóżdżającym torturom, które niemożebnie przeciągałam w czasie. Miesiąc. Cały styczeń. A w przeciągu 28 dni lutego przeczytałam trzy pozycje o wiele grubsze, ciekawsze i pełniejsze, bardziej sycące oraz wymagające zaangażowania. Nawet pisanie recenzji przeciągałam, taki to koszmar...



P.S. Nie mam nic do romansów i erotyków, ale takich z prawdziwego zdarzenia, soczystych, bujnych i ociekających emocjami. Uwielbiam kiedy atmosfera między bohaterami budowana jest stopniowo, a nastrój towarzyszący ich zbliżeniom tkany z pasją. Czuję wtedy przepływ emocji między uczestnikami sceny, pogłębianie ich relacji i zacieśnianie więzi 🤍

wtorek, 28 maja 2024

Assassin's Creed. Spisek Maga - Kate Heartfield

Łudziłam się, że w najnowszej książce z uniwersum wykreowanego przez studio Ubisoft posmakuję fabuły ich ostatniej produkcji: Mirażu. Niestety, nie mają one ze sobą nic, absolutnie nic wspólnego. Książka okazała się miałka i nudna. Wiktoriańska Europa zdecydowanie nie jest tak ciekawa jak Bagdad z VIII czy IX wieku. A szkoda, bo właśnie na to liczyłam.
    W treści można wyłapać miłe nawiązania do początków serii, ale są one tam zamieszczone bez większej logiki. Nie rozumiałam, dlaczego w pewnym momencie bohater podpisał się tak, a nie inaczej. Cóż.
    Nie, nie jestem czepliwa, ale tym razem Insignis wybitnie nie postarał się z korektą. 

czwartek, 2 maja 2024

Imię róży - Umberto Eco

Sherlock Holmes w habicie...

   ...czyli powieść, którą jest mi naprawdę trudno określić. Początek intryguje i pochłania, ale gdy akcja nabiera rozpędu, fabuła drastycznie zwalnia i rozłazi się w teologiczno-filozoficzno-moralno-etycznych dywagacjach i rozważaniach. Oraz - czasem - opisach wydarzeń historycznych, co jest smaczkiem raczej dla osób interesujących się historią Kościoła. Łatwo więc się zrazić do lektury. Na szczęście później jest o wiele lepiej, do tego stopnia, że ostatnie nieco ponad sto stron pochłaniałam żarłocznie.

  Przez cały czas instynktownie doszukiwałam się powiązań tajemniczego tytułu z fabułą. Nawet teraz, po przeczytaniu całości i zapoznaniu się z komentarzem autora zawartym na ostatnich stronicach tego wydania, nadal tkwię w niewiedzy. I ostatecznie dochodzę do wniosku, że równie dobrze mógł on brzmieć "Kamień na kamieniu" czy też "Szlak chmur" - jednakowo bez związku z treścią (no dobra, zdanie wieńczące tę historię od biedy mogłyby być...)

  O treści było, ale teraz, co do mnie niepodobne, trochę o wyglądzie książki. W prezencie urodzinowym otrzymałam naprawdę piękne wydanie! Przezroczysta obwoluta ze stylizowanymi czarnymi odciskami palców (ha! wiem już czemu!), cudownie minimalistyczna, wręcz ascetyczna okładka, całość w postaci skarbczyka z farbowanymi na czerwono brzegami. No właśnie, barwione brzegi. Jak nie lubię tego czysto marketingowego zabiegu, tak w tym pojedynczym przypadku bardzo mi się spodobał, nadaje bowiem książce formę prawdziwego modlitewnika. Przyznam, że kiedy ją dostałam, nie rozumiałam skąd te osobliwe szczegóły. Po lekturze zaś spoglądam na nie z pewną nostalgią...


piątek, 29 marca 2024

Cień węża - Rick Riordan

Jestem naiwna. Bywam też i głupia. W rzeczy samej. Naiwnością było wierzyć, że trzeci tom będzie lepszy od poprzednich. Głupotą wykazałam się, brnąc do samego końca tego koszmarku i tracąc czas, który mogłam spożytkować na bogatszą, ciekawszą i bardziej wciągającą lekturę. Jakim cudem ta seria ma tak wysokie noty?! Może nie będę się tu wyrażała...
 Na dzień dobry zniechęcająca infantylność oraz kompletna pierdołowatość bohaterów - tak śmiertelników, jak i bogów egipskich. Nadal pojawia się określenie "spódniczka", podczas gdy pozostałe elementy nazywane są zgodnie z oryginalną terminologią. Ale nie dziwi mnie to specjalnie, jako że ogólna niekonsekwencja wypływa z treści niemal na każdym kroku.
    Och, nastąpiła jednak zmiana w charakterach głównych bohaterów! Jest to co prawda zmiana na gorsze, no ale zawsze jakaś zmiana. W każdym razie z Cartera, którego jako-tako tolerowałam, zrobiła się kompletna oferma i lebioda. Natomiast Sadie stała się bardziej boska od bogiń, o czym przy każdej okazji nadmieniała małoskromnie, czym wpisała się w kanon najbardziej wku*wiających bohaterek, stając na podium wraz z Caeleną od S.J. Maas. Serio, gdyby była antagonistką, jakoś bym to zniosła, ale tak...?!
    W romanse autor bawić się nie powinien, bo tu już istne przedszkole wśród nastolatków, a chaos gorszy niż za czasów Apopisa. O pomstę do nieba woła trójkąt Walt-Anubis-Sadie, na który brakuje mi słów. Cukierkowo, słodko i hiperdoskonale, jakby pisała to zakompleksiona małolata, wprost do porzygu.
    No i gdzie ten humor, o którym tyle w recenzjach czytałam? No gdzie? Bo tu go nie ma. Żarty są drętwe, a domyślnie zabawne sytuacje - żenujące. Wszystko na opak! No, chyba że zabawna jest przedszkolaczka (3-6 lat) walcząca z magami buntownikami na śmierć i życie, wołająca przy tym: "Giń! Giń! Giń!" Not hehe.
    Ach, i wisienka na torciku! Klasyczny motyw, w którym antagonista wygłasza triumfalny monolog wieszczący agonię i destrukcję, pozwalając, by protagoniści zebrali siły, odwagę, posiłki, etc. konieczne do pokonania go. A wystarczyło, by ich połknął...
    
    No dobrze, nie taka negatywna ta recenzja (dałam 2/10), skoro były "ochy i achy" 😂 Nadal jednak nie dowierzam, że napisał to autor Percy'ego Jacksona.

czwartek, 28 grudnia 2023

Dynastia Thrawna: Chaos - Timothy Zahn

Tytułowego Thrawna pamiętałam z oryginalnej serii Gwiezdnych Wojen. Zrobił wówczas na mnie wrażenie i stał się jedną z ulubionych postaci, toteż sięgnęłam po trylogię i jeśli o niego chodzi - nie zawiodłam się. To wciąż ten sam lekko autystyczny, nieprzeciętnie inteligentny strateg.
   Sama historia nie jest porywająca. Bywały momenty nudne, przez które z ledwością brnęłam, ale też ciekawe i właściwie to one napędzały fabułę, zniechęcając do odstawienia książki na dłużej.
   Brakowało mi jednak opisów. Nawet nie szczegółowych, po prostu: opisów. Nie wiem kto, co i jak wygląda, a ras Chaosu jest całkiem sporo. Posiłkowałam się Internetem, ale i tam nie znalazłam wszystkiego, czego potrzebowałam podczas lektury. Przez cały czas nie opuszczało mnie wrażenie, że czytam książkę na podstawie serialu zakładającą, że każdy go już widział i wie, w czym rzecz. Niemniej ogromny plus za wyobraźnię przy tworzeniu imion Chissów. Rewelacyjna systematyka odpowiadająca niebanalnej hierarchii Rodzin.
   Miałam nie pisać o literówkach, ale niestety za bardzo rzucały się w oczy, by je zignorować...

wtorek, 28 listopada 2023

Kapitularz Diuną - Frank Herbert

Bardzo się cieszę, że kończę "przygodę" z Diuną. Z pewnością nie tknę pozostałych książek z serii spisanych przez innych autorów. Naczytałam się nieprzychylnych recenzji i wcale nie mam ochoty przekonywać się, czy moje zdanie uległoby zmianie...
   W "Kapitularzu..." już pierwsze strony mocno mieszają: co, gdzie, kto, kiedy? Narracja wprowadza taki chaos, że niejednokrotnie przez całą książkę wracałam do poprzednich stron skonfundowana, czy czegoś nie przeoczyłam. Wspomnienia wprowadzane równocześnie z bieżącą narracją sieją zamęt i odbierają całą przyjemność z czytania.
   Tej przyjemności też nie za wiele. Bene Gesserit są męczące, a ich głębokie przemyślenia aż nazbyt "głębokie". Myślałam, że nie może być gorzej, ale Dostojne Matrony je zdetronizowały... Tendencja spadkowa zapoczątkowana w trzecim tomie tu odnajduje swój finał. Szkoda, bo pierwsze były prawdziwie świeże i rewelacyjne. Kolejne to fantazje na temat seksualnego zniewalania i okruszki planu eugenicznego z gholą męczennika Idaho na piedestale.
   Podobał mi się natomiast zabieg, jakim było prowadzenie opisów w formie dialogu. Sprytne, nie powiem, aczkolwiek na dłuższą metę uciążliwe, przez co zdarzyło mi się nieraz odpłynąć myślami ku innym, niezwiązanym z lekturą sprawom.
    A teraz fabuła w dużym skrócie!

Adam (Idaho) + Ewa (Murbella) = Zakazany Owoc (Miłość)

P.S. Zakończenie tak słabe, że zapomniałam o nim wspomnieć...

poniedziałek, 13 listopada 2023

Portret Doriana Graya - Oscar Wilde

Tego mi było trzeba w trakcie ostatniego czytadła - czegoś dojrzale głębokiego, skłaniającego do zastanowienia, wymagającego wyobraźni i skupienia się, a zarazem odświeżającego oraz inspirującego, bogatego w opisy.
    Podczas lektury przez cały czas miałam wrażenie, że obserwuję nieświadomą walkę Doriana z sumieniem reprezentowanym przez cnotliwą poczciwość Bazylego oraz hedonizmem lorda Henryka. Nie mogłam się oderwać, a kiedy nadszedł koniec, poczułam rozczarowanie, że nie ma nic więcej. A chciałam więcej. Twórczości Oscara Wilde'a nigdy dość!
    Może i zakończenie nie wyrwało mnie ze skarpet, ale było w pełni satysfakcjonujące.


niedziela, 12 listopada 2023

Ognisty tron - Rick Riordan

Drugi tom wypada nieco lepiej niż pierwszy. Nadal nie zmieniłam zdania - ta seria jest marna. Jedyne, co tak naprawdę mi się podobało, to zręczne przełożenie mitów starożytnego Egiptu na nowożytność. I tyle. Reszta zmuszała mnie do niecierpliwego kartkowania stron i sprawdzania, kiedy skończy się rozdział.
    Najbardziej upierdliwe ze wszystkiego były zagrywki typu "ostrzegę cię, ale nie powiem ci przed czym" czy też "dam ci superważny przedmiot, ale nie powiem kiedy i jak go użyć". I żeby nie było: "Oczywiście w odpowiedniej chwili będziesz wiedział". Gdy to czytam, niezmiennie czuję smród chińskiego plastiku. Jedzie sztucznością.
    Już pomijam Sadie, bo w tym tomie przechodzi samą siebie... Jest przepotwornie daremna. W jednej chwili pyskata i złośliwa, moment później troskliwa i współczująca - dla tej samej osoby. Jej narracja była drogą przez mękę... I kiedy wreszcie się zorientuje, że jej glany/martensy są ze skóry, która ponoć utrudnia rzucanie zaklęć? Patrząc po jej zdolnościach, to chyba autor sam o tym zapomniał.
    Czekam i czekam, a oni nadal na potęgę biegają w miniówach. Przepraszam, spódniczkach.
    No i mamy dalszy ciąg absolutnie tandetnego zalążku romansu, który staje się, eee, trójkątem? Serio? Bóg rywalizujący z bożkiem o serce najgorszej pod względem charakteru dziewuchy? I to jeszcze Anubis?! Co ja czytam...

środa, 18 października 2023

Czerwona piramida - Rick Riordan

Nie lubię młodzieżówek, ani tym bardziej literatury dziecięcej, do jakiej z czystym sumieniem zaliczyłabym tę pozycję. Dlaczego nie dość, że ją przeczytałam, to jeszcze kupiłam? Bo to Rick Riordan...
    No cóż, sztampa po całości, fabuła schematyczna i przewidywalna jak to w tego typu książkach bywa. Brakowało mi tu głębi splecionych ciasno wątków, zwrotów akcji i elementów zaskoczenia. Nudziłam się wiedząc, jak to się skończy. Szczególnie, że narracja jest mocno naiwna, a jej styl pogrywał mi na nerwach, testując granice cierpliwości. Bohaterowie bezbarwni (czasem sztuczni i wkurzający), natomiast antagoniści to klasyka przygłupów i zaślepionych swą "potęgą" arogantów. Końcową grę na emocjach mógł sobie autor darować...
    I na koniec ciekawostka, bo jak w książkach dotyczących antyku czytam o "spódniczkach", to dostaję spazmów. One mają swoją nazwę - w Egipcie był to szendyt.

czwartek, 21 września 2023

Dzieci Húrina - John Ronald Reuel Tolkien

To był dobry pomysł, by przeczytać "Dzieci Húrina" w następnej kolejności po "Opowieści o Kullervo". Wyraźnie widać kanwę, na której historia głównego bohatera rozwijała się przez lata. Śmiało mogłaby zostać zekranizowana.

   Zresztą, uwielbiam styl autora, lekkość, z jaką przemyca bogate opisy miejsc, postaci i wydarzeń. Czytałam z prawdziwą przyjemnością, chociaż mnogość bohaterów i ich krewnych o podobnie brzmiących imionach czy przydomkach mnie przytłoczyła, niejednokrotnie fabularnie wodząc na manowce. Niemniej jest to wyśmienita, inspirująca lektura.


sobota, 9 września 2023

Archipelag GUŁag 1918-1956. Tom I - Aleksander Sołżenicyn

Nie jestem okładkową maniaczką, bo rzadko zwracam na nie uwagę i jeszcze rzadziej je widuję, ale trzytomowe wydanie Rebisa jest genialne pod względem graficznym. Mam wrażenie, że wraz z postępującą treścią ten pociąg mnie zmiażdży. Psychicznie.

    Po przeczytaniu pierwszego tomu niewiele mogę napisać poza tym, że mnie wciągnęło, choć więcej tu reportażu niż samej biografii autora. Nie jestem znawcą historii, nie interesuję się nią specjalnie, ale wiele zawartych tu faktów wstrząsnęło mną, zwłaszcza to, jak z perspektywy Rosji wyglądało "wyzwolenie" Warszawy spod okupacji Niemieckiej...

    Zdumiewające, że historia zatacza krąg i nikt nie zwraca na to uwagi!


piątek, 25 sierpnia 2023

Heretycy Diuny - Frank Herbert

Przeczytałam "Heretyków Diuny" wyłącznie dla stylu pisania autora. To już nawet nie jest ciekawość kontynuacji, kiedy fabuła mocno napina nerwy, a bohaterowie odstręczają. Proponuję zmianę nazwy kronik z Diuny na "Sagę o Nieszczęśliwym Duncanie Idaho i Jego Nieskończonej Rozpłodowej Niedoli"! Może jestem małostkowa, ale ile można to ciągnąć? Ile można ciągnąć plan eugeniczny oparty na ustawicznie wskrzeszanym bohaterze i jego rozlicznych, wyselekcjonowanych partnerkach? To był ciekawy smaczek i część intrygi, a od dwóch tomów stał się męczącym wątkiem głównym. Już sam motyw wskrzeszania bohaterów skutecznie zniechęca mnie do dalszego czytania...

    Podobnie hodowla ludzi w wykonaniu szowinistek żeńskich Bene Gesserit i szowinistów męskich Bene Tleilax - jedno i to samo, hegemonia niewoląca tak resztę, jak i siebie, jednocześnie krytykująca oraz konspirująca przeciwko sobie. Już pomijam "dziwki" Rozproszonych. Zabawne, że gesseritki wyrażają się tak niepochlebnie o swoich konkurentkach, podczas gdy same robią to samo...

    Akcji w książce jest niewiele, rozkręca się jakoś w połowie, często urywa, a momentami staje się wręcz przesadzona. Kilka scen zmusiło mnie do ponownego przeczytania paru akapitów, a mimo to nadal nie rozumiem co zaszło i w jaki sposób do tego doszło. Ostatnie sto stron to już standardowe przyspieszenie fabuły z przeskokami czasowymi, pominięciem znaczących treści i istotnych informacji.

    I tak na zakończenie moja osobista refleksja: świat, w którym nie ma muzyki ani miłości jest światem smutnym. Tu nie ma muzyki, bo według Bene Gesserit niebezpiecznie wpływa na ludzi. Tu nie ma miłości, bo według Bene Gesserit nie jest do niczego potrzebna. Jest za to Głos. I prokreacja...

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Dobry omen - Terry Pratchett, Neil Gaiman

Dwóch moich ulubionych autorów razem?! Naprawdę?! Takie były moje entuzjastyczne myśli, gdy dostałam w łapki egzemplarz "Dobrego omenu". Cóż, nie mogę powiedzieć, że nie poczułam ani odrobiny ekscytacji, prawda...?

    Niestety, dwóch moich ulubieńców współtworzyło tę historię, która okazała się rozczarowaniem. Zmęczyłam się podczas lektury, w efekcie czego długo i bez przyjemności męczyłam samą książkę. Co prawda momentami dało się odczuć błyskotliwy humor, sam pomysł był oryginalny, ale wykonanie wiało koszmarną nudą. No i mocno przewidywalne zakończenie. Biorę poprawkę, że powieść ma ponad trzydzieści lat, ale niczego to nie zmienia.

czwartek, 27 lipca 2023

Wymarzony dom Ani - Lucy Maud Montgomery

I tak oto z młodzieżówek wchodzimy na obyczajówki, bo "Wymarzonego domu Ani" inaczej nie nazwę. Ale zmiana jak najbardziej pozytywna, bo tę część dosłownie wchłonęłam przez weekend, a to za sprawą rewelacyjnego duetu panny Kornelii i kapitana Jima! Swym humorem i błyskotliwością przyćmiewali głównych bohaterów, którzy wypadali przy nich wyjątkowo słabo (że Ania, to bym jeszcze zrozumiała, ale Gilbert...?).

sobota, 15 lipca 2023

Bóg Imperator Diuny - Frank Herbert

Uwielbiam styl pisania Franka Herberta, jest inspirujący i obrazowy. I w sumie chyba tylko to podobało mi się w czwartej części Diuny...

    Z Bogiem Imperatorem (Jabbą Huttem) nie było mi po drodze, a z Idaho zrobiła się kompletna, rozchwiana emocjonalnie lebioda. Kobiet natomiast były całe haremy podzielone na dwa typy rozpłodowe - piękne i mordercze oraz schwarzeneggerowate i mordercze. Ach, zapomniałam o boskim uosobieniu cnót, choć nie bez dodatku hipokryzji, którą polane było tu dosłownie wszystko - od bohaterów, przez fabułę, po otoczenie. Zgroza.

    3/4 książki to dialogi, a kwestie bohaterów były niemalże cały czas urywane trzykropkami, które główny bohater dokańczał potoczystymi wypowiedziami i filozoficznymi mądrościami. Diatryba goniła diatrybę, co stało się męczące. Grecka tragedia, w której podczas jednej sceny bohaterowie na przemian płaczą, wściekają się i śmieją.

    Rozprawki o seksie jako narzędziu kontroli nad mężczyznami i jedyna scena miłosna mocno mnie zażenowały, choć nie jestem pruderyjna. Zresztą, wiele było scen, w których odczuwałam niesmak, bo najzwyczajniej nie pasowały mi do Franka Herberta z poprzednich tomów.

    Srogo się zawiodłam. Mam nadzieję, że kolejny będzie lepszy...

poniedziałek, 3 lipca 2023

Dragon Age: Tevinterskie Noce - praca zbiorowa

Opowiadania i krótkie opowieści nigdy do mnie nie przemawiały, ale historie zawarte w "Tevinterskich nocach" są całkiem przyzwoite, pomijając te fabularnie oparte na kryminałach, omal detektywistyczne, za którymi nie przepadam.

    Nie obraziłabym się, gdyby kilka najlepszych opowiadań (Trzy drzewa do północy, Na dół, między umarłych, Koszmar Hormaku, Perukarz, Stare sztuczki Starego Kruka oraz Ośmioro Małych Szponiątek) było wstępem do grubszych książek. Z przyjemnością sięgnęłabym po nie i zastawiła nimi regał. Olbrzymim sentymentem i głęboką miłością darzę serię gier "Dragon Age", w szczególności drugą odsłonę uważaną za najsłabszą.

    Z niecierpliwością czekam na Dragon Age 4!

piątek, 12 maja 2023

Otulacz... na książkę?!

Kupiłam. Mam. I wiem, że będę korzystała! 😁

     Na termometrach wreszcie powyżej piętnastu stopni, słońca coraz więcej, to i częściej zaczną się wypady w plener - na działeczkę, do parku, gdziekolwiek. I zacznie się problem z transportem książki, bo jak ją upchnąć w plecaku z kilkunastoma innymi przedmiotami tak, by się nie zniszczyła? Do tej pory radziłam sobie przy pomocy małego ręcznika, ale trochę wiocha odwijać książkę z ręcznika do rąk. Czasem też sama się wysuwała, albo nieszczęśliwie upchnięty przedmiot wbijał się w krawędzie i brzegi kartek. No ale co począć.

     Buszując po Allegro, przypadkiem natrafiłam na cudo zwane "otulaczem" na książkę. I zaczęłam krążyć wokół tematu, jak zwykle chcąc kupić, ale nie kupując. Aż obserwowany przeze mnie sprzedający wrzucił to ręcznie malowane arcydzieło!!!

     Kupiłam bez zastanowienia. I jestem zachwycona! Przetestowałam na wszystkich rozmiarach książek, jakie czekają na kupce wstydu (bądźmy szczerzy, tych w niestandardowo dużym rozmiarze nie wynoszę z domu) i poziom zadowolenia wzrósł. Wykonany z dbałością o szczegóły, z kieszonką w środku, z ogonkową zakładką cieszy oko i łapki, a przede wszystkim chroni książkę! Cudowność!!!


     Dobra, już dobra - Włóczykij to moja pierwsza dziecięca miłość 😍

wtorek, 9 maja 2023

Dym i lustra - Neil Gaiman

Nie lubię opowiadań, bo nie lubię krótkich historyjek o zupełnie obojętnej mi tematyce. Może nie doceniłam tych konkretnych, bo nigdy nie interesowały mnie kuglarskie sztuczki ani iluzje, a przewrotność natury ludzkiej nie wzbudza we mnie sensacji? W każdym razie doceniam nieograniczoną fantazję, za którą uwielbiam Neila Gaimana. Od wierszy i rymowanek spod jego znaku trzymam się jednak z daleka. Bezwstydnie przyznaję, że po kilku wersach odpuszczam je sobie i idę dalej. A dalej? Wcale nie lepiej.
     Spodziewałam się - jak autor we wstępie obiecywał - grozy, makabry, i zwątpienia w rzeczywistość. Nie doczytałam się ich. Poza kilkoma perełkami, opowiadania w "Dymie i lustrach" są wybitnie nudne i nawet jeśli nie pozbawione sensu, to zwyczajnie nieciekawe.
 
"Mikołaj był..." to mój niekwestionowany faworyt, błyskotliwy i tylko na pół strony!
"Cena" zaskoczyła mnie pomysłem.
"Fakty w sprawie zniknięcia panny Finch" oraz "Jak myślisz, jakie to uczucie?" były już w tomie opowiadań "Rzeczy Ulotne"...
Po "Uczcie" wiele oczekiwałam, czytając notę autorską. Ot, to tylko techniczny opis stosunku seksualnego opartego o porno, kompletnie bezsensownie przegadanego i okraszonego "magią". Przypuszczam, że autor wstydził się właśnie tego "przegadania".