Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 sierpnia 2022

Było, minęło

    Wyjazd dobiega końca, a urlop... jeszcze potrwa. W każdym razie już jutro wieczorem będę w domku, gdzie w spokoju dokończę III tom. Znaczy, nie dokończę go akurat jutro, to pewne. Ale znajome otoczenie i brak rozpraszających bodźców - pomijając już chroniczne wakacyjne zmęczenie - być może pozytywnie wpłyną no moją inwencję twórczą, której tutaj absolutnie mi brak z racji niezliczonych aktywności fizycznych. Coś tam porobiłam na profilu autorskim, ale gubię się tylko i plączę pośród bezliku niepotrzebnych mi opcji czy innych możliwości. Wkurza mnie toto. Nie mam do tego sił ni nerwów.
    Tak przy okazji, dostałam info z Wydawnictwa, że w przeciągu 14 dni roboczych otrzymam swoje egzemplarze autorskie Białego Elfa. Przeczytam przedpremierowo na papierze! 😆 Już w kilku sklepach internetowych znalazłam przedsprzedaż swojego dzieła. I nie powiem, żebym czuła jakąś ekscytację. Raczej narastającą niepewność, wątpliwość. Niechęć do śledzenia mediów społecznościowych i kształtowania ich z mojej strony. Zdecydowanie wolę pisać powieść, niż posty na FB czy gdzie indziej (bloga nie biorę pod uwagę, bo to taki mój mały zamknięty świat - Marudnik). Może to kwestia zdystansowania, intencjonalnego wyobcowania się ze społeczeństwa. Zawsze tak żyłam i nagła zmiana o sto osiemdziesiąt stopni wydaje mi się czymś nienaturalnym. Jedno jest pewne - na świecie mamy mnóstwo rewelacyjnych pisarzy i nie widzę pośród nich siebie.
 
    Gdyby nie Neth, Biały Elf nigdy nie zostałby wydany.
🎵 He Who Sows The Wind - Phil Rey 🎶 

środa, 10 sierpnia 2022

Emocje opadają... powoli

     Nie spałam za dobrze zeszłej nocy. I jak słusznie podejrzewam, nie zasnę też i dzisiejszej. Mniejsza o FEST Festiwal - trochę łupią za oknem, ale da się żyć. Gorzej z faktem, że emocje zbyt powoli we mnie opadają. Na dodatek dziś w pracy dostałam tak pozytywny zastrzyk, że jak stałam, miałam ochotę przysiąść do końcówki III tomu 😅 Do teraz jeszcze mnie trzyma. Jak rany... gdyby tylko ślipka tak bardzo się nie kleiły, to byłoby cudownie.

    Ale ja nie o tym chciałam dziś napisać (choć warto, bo pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi!). A mianowicie, właśnie dostałam zielone światło... z innego Wydawnictwa! Po roku od rozesłania "Białego elfa" 😶 No cóż, troszkę się spóźnili i zmuszona byłam odmówić - z wiadomej przyczyny, szczególnie że Novae Res (!!!) jako pierwszy i jedyny pozytywnie zareagował na moją propozycję wydawniczą. Bardzo miło wspominam początki nawiązywania z nimi współpracy. Sami wiecie, jaki ze mnie wrażliwiec i sentymentalistka. Przygarnęli mnie, więc chciałabym zostać z nimi już do końca septalogii. Zobaczyć, co na przestrzeni wydarzeń stanie się z okładką, która nie bez przewrotnej celowości wygląda jak wygląda. A, i może osobiście spotkać pewnego autora...

    Och, byłabym zapomniała. Chłopaki dostali już własną stronę na lubimyczytac.pl! O bogowie, po kroczku, po kroczku... Jedyne, nad czym ubolewam, to że nie mogłam wydać całości I tomu naraz. Niestety, koszty i wymiary podczas debiutu zabolałyby każdego, szczególnie czytelnika, wobec czego poszłam po rozum do głowy i podzieliłam cegłę najbardziej sensownie, jak to możliwe. Dobra strona decyzji jest taka, że pierwsza, spokojna część, sprzyja rozwojowi bohaterów (szczególnie tytułowemu mizantropowi). A druga... nie sprzyja chyba nikomu. Najwyraźniej nie tylko ja najlepiej funkcjonuję pod presją 😆

     Na moje oko, to oni świetnie się tam bawią...

 🎵 Black Dragon - Phil Rey 🎶

 P.S. No nie polubię się ze stroną autorską na fejsbyku... Czy ktoś wie, jak się takim czymś opiekować?

wtorek, 9 sierpnia 2022

Czas.... start!

    Świętujemy Dzień Książki, ech? Z tej okazji Wydawnictwo Novae Res postanowiło zrobić mi fenomenalną niespodziankę i ukazać światu mój debiut. Tak. Biały Elf niebawem będzie dostępny w sprzedaży. A kij ze sprzedażą! Pierwszą część wreszcie będzie mogło przeczytać szersze grono czytelników!!! Wspaniałości! Już się nie mogę doczekać, żeby podyskutować z innymi o wydarzeniach toczących Estarion - o Estalavanesie i Colonellu, o Magu, a nawet o Panu i Obserwatorze! Wreszcie mogę używać imion i nazw własnych! Czuję się wolna, wolna!

    Jak rany, nawet sobie nie wyobrażacie, jakie to emocje ze znudzeniem scrollować stronę główną fejsbyka i... o fistaszki, co to?! Zbierałam szczękę z blatu biurka, naprawdę! Minę miałam co najmniej jak Iga Świątek po ujrzeniu Roberta Lewandowskiego 😆 Nie mogłam uwierzyć, że patrzę w te oto oczy. Albo że to one patrzą na mnie z monitora. Nieoczekiwanie. Niespodziewanie. Niesamowicie. Dobrze, że nie miałam smartwatcha na przegubie, bo mój ówczesny puls mógłby go cokolwiek uszkodzić. Chyba jeszcze nigdy dłonie nie trzęsły mi się tak bardzo, jak po odkryciu tego posta 😅 O bogowie... właśnie dochodzę do siebie. Na taniec radości jeszcze przyjdzie pora. Póki co to podrygi paralityka. I obawa, że fejsbyk usunie mi posta, jak już czynił to wielokrotnie w przeszłości. Teraz pozostaje mi dopieścić profil autorski, z którym kłopotu będzie co nie miara i... wrócić do pisania końcówki III tomu, jak gdyby nigdy nic.

    I tak na koniec... Jako autorka jestem TU.

🎵 Sovereign - Marcus Warner 🎶

piątek, 22 lipca 2022

Ostatni krok...

     Muszę wziąć głęboki wdech. A po nim długi, powolny wydech. Jak rany, dawno już nie przeżywałam takich emocji. Otóż, odezwał się dziś Pan E z Wydawnictwa podsyłając okładkę przed zleceniem druku. Porozumieliśmy się odnośnie drobnej zmiany na grzbiecie książki i... znów cierpliwie czekam. Już niedługo. Niedługo...

    O bogowie... Nie dociera to do mnie. Na przestrzeni roku zbudowałam wokół siebie solidne fortyfikacje zabraniające wstępu wszelkiemu złu, jakie zszargać może moje udręczone wątpliwościami i lękiem wnętrze. I kiedy pomyślę, że zaledwie tygodnie dzielą mnie od publicznego potępienia, zaczynam zastanawiać się, w którym momencie popełniłam błąd. Prawdopodobnie w chwili, kiedy idąc za głosem rozsądku (czyli Netha) postanowiłam spróbować szczęścia i rozesłałam swoją propozycję do dziesięciu wydawców. Dwa miesiące później weszłam na ścieżkę, która przywiodła mnie prosto ku przepaści. To na jej skraju teraz stoję. Nieuchronna konsekwencja wyboru targa moimi myślami, a bezkresna ciemność spoziera na mnie, szczerząc ostre krańce gotowe rozerwać ciało podczas upadku. Gdzie TERAZ jest mój rozsądek, pytam się? Gdzie podziała się powściągliwość, dzięki której zdołałam przetrwać tyle lat pośród ludzi? Bariera pęka. Pozostaje mi albo żyć na tym zimnym skraju, w poczuciu beznadziei i daremności własnej porażki, oddając pole ogryzającej mnie ze szczęścia fobii, albo... nabrać powietrza w płuca, zamknąć oczy i przechylić się w przód, z dzikim uśmiechem na twarzy i obłędem rozrywającym pierś. Poczuć, że żyję. Niech licho porwie wszystkich mistrzów pióra, warsztatowych wirtuozów oraz fabularnych egotyków, którzy rozpoczną bezlitosny żer. Niech szydercy rozerwą mnie na strzępy wraz z upuszczającą krwi z żył krytyką ogółu. Gotowa czy nie, zmuszona będę ponownie przez to przechodzić. Ale nie będzie już powtórki z przeszłości. Nie jestem sama. Już nigdy nie będę sama.

    Ostatni krok... i jestem w Domu. A czym jest Dom, jeśli nie przestrzenią, w której czujemy się sobą, czujemy się wolni, czujemy się najlepiej? Gdzie zatem znajduje się mój Dom? Niebawem przekonacie się sami...

🎵 A Place Among the Stars - Edgar Hopp 🎶 

 P.S. Tak, mam atak paniki..

piątek, 17 czerwca 2022

Segregacja odpadów i inne kwestie etyczne

  Ostatnio strasznie Wam truję i marudzę, dlatego też stwierdziłam, że powinnam napisać coś pozytywnego.

    No chyba nie.

    Nie jestem ostatnio ani pozytywna, ani optymistyczna. Straszliwie mierzi mnie, jak ludzie szastają pojęciami, których prawdziwych definicji nawet nie znają. Choćby wyświechtane bezstresowe wychowanie (mylone z całkowitym brakiem wychowania), poprawność polityczna (utożsamiana z absolutnym zakazem krytyki wobec mniejszości kulturowych, wyznaniowych itp.) czy feminizm (który w obecnych czasach jest przejawem zwyczajnego szowinizmu). Z każdym z trzech powyższych zagadnień spotykam się na co dzień w różnych środowiskach jako matka, w pewnym stopniu tolerancyjna obywatelka skrajnie konserwatywnego państwa oraz w istocie natury kobieta. Często słyszę, żeby dzieci trzymać krótko i za każdą przewinę lać po dupach, bo inaczej w przyszłości rozpuszczone będą jak dziadowskie bicze. Równie często moich uszu dociera nawoływanie, by prać po mordach i na wszelkie sposoby tępić robactwo propagujące związki partnerskie osób homoseksualnych, nawołujące do aborcji czy jeszcze w inny sposób rażące i niszczące wspaniałe tradycje wyznaniowe oraz zachowania społeczne. Na koniec, gdzie nie spojrzę, dostrzegam wywyższanie płci żeńskiej ponad męską, okryte aksamitną kołderką pięknie brzmiących słów: jestem kobietą we wszystkim tak dobrą, jak mężczyzna. A nawet lepszą - cyniczny dopisek autorki.

    No kurwa.

     Nie wiem czy to naród jest chory, czy świat na głowie stanął, czy też to ja mam coś nie tak z głową, ale coraz silniej odczuwam chęć trzymania się od ludzi z daleka, z pominięciem wyjątków, które znam i szanuję. Kółeczka wzajemnej adoracji, spijanie sobie z dziobków i słodkie uśmieszki, podczas gdy niemal wszyscy członkowie wspaniałej maskarady kryją za plecami noże tylko czekające na wbicie w chwili słabości. Znam to z autopsji. I ponownie doświadczam tego w społecznościówkach. Popycha mnie to do bycia autorką bezosobową, skupioną na historiach opisywanych. Ja pozostanę sobą, ale pewna część mnie stanie się niezależną, obiektywną kronikarką. Bo jakoś tak od początku było mnie dwie. Dwoje.



     Jeśli chodzi o Świat Wymyślony, to w dniu urlopu, czyli dzisiaj, zamknęłam w końcu 29 rozdział. Ciężki był. Bardzo głęboki, emocjonalny. A przez comiesięczną przypadłość miałam nielichy kłopot z wejściem w skórę chłopaków. Ale udało się - chyba! - tak, jak założyłam. Startuję więc z rozdziałem numer 30, rozprostuję kości i pociągnę kilka wątków. Przygotowałam już sobie materiały i mniej więcej ogarnęłam całość pod kątem przyszłych rozdziałów. Jeśli niebożęta niczego nie schrzanią - a mają do tego dryg - trzeci tom powinien zamknąć się na 36 rozdziałach. Znów wyjdzie tysiąc stron. Spoko. Jesteśmy bliżej niż dalej...

    ...czego nie mogę napisać o debiucie. Wciąż czekam na informację z Wydawnictwa, ale mimo mojego nieśmiałego przypominania o swoim istnieniu, otrzymuję w odpowiedzi wyłącznie ciszę. Zaczynam się stresować. Mam całkiem spory zapas do wydania na przyszłość, żeby dedlajny mnie nie goniły, ale na to wygląda, że ukończę nawet czwarty tom, a pierwsza część pierwszego ledwo ujrzy rynek wydawniczy. Chyba za bardzo chcę, a za mało we mnie cierpliwości. Nie ja jedna debiutuję/wydaję. A widzę, że wydają dużo. Różnych. Eeee... Tytułów. Jak rany. 

🎵 A Meeting With Myself - Phil Rey 🎶

 

 

 P.S. Yacoszek, jo wim, że ty chciałeś googly eyes, ale więcej z Disney'a nie potrafię znaleźć 😔 Za to specjalnie dla Ciebie ostrzeżenie: nigdy, ale to przenigdy nie pauzuj produkcji Disney'a 👇


wtorek, 31 maja 2022

Nowy sprzęt, nowa ja

    Dawno już nie miałam o czym pisać, ani też specjalnie nie chciało mi się tu wchodzić, ale... Cóż. Jestem. Nie żebym teraz miała o czym pisać. Chociaż nie, mam o czym. Choćby o nowej klawiaturze właśnie.

    Przez bardzo długi czas zarzekałam się, że zmienię klawiaturę - i wreszcie to zrobiłam. Poniekąd gryzę się z tą decyzją, a to dlatego, że nienawidzę zmian. Ciężko mi się przestawić. Dotychczas używałam klawiatury typowo gamingowej - wysoki skok (nigdy, kur*a, więcej!!!), podświetlenie konkretnych klawiszy pod wybrany profil gry, dedykowane przyciski, aplikacja itp. Nie narzekałam, jeśli chodzi o granie, pomijając potworny hałas przy naciskaniu oraz przytłaczającą ilość zajmowanego miejsca na biurku. Istna kobyła. Ale w przypadku pisania, kiedy bez przerwy uderzałam w klawiaturę, można było dostać szału. Szczególnie po nocach. Albo kiedy nie potrzebowałam/nie chciałam pisać pod muzykę. Koniec z tym. Zakupiłam małego bezprzewodowego kompakcika z oddzieloną częścią numeryczną i jestem zadowolona. Na razie. Oczywiście muszę się przyzwyczaić, przestawić na bliskość przycisków, co chwila zerkać pod palce, ale niewielka to cena za znacznie podwyższony komfort pracy. Najgorzej, że nad backiem mam teraz blokadę komputera. Jeden zły ruch i... hasło.

    Następna w kolejce jest mysz. Chyba bardzo szybko poleci. Też stricte do grania, z zestawu zresztą. Przewodowa. Brrrr. Niech w diabły idzie.

    A przy okazji. Sięgnęłam w weekend do egzemplarza sygnalnego przeczytać sobie jeden z moich ulubionych momentów, a tam... babol jak stąd do fajsbyka! Pojęcia nie mam jak go przeoczyłam, ale z miejsca szurnęłam do komputera i napisałam do Pana E, czy jest jeszcze nadzieja na małą korektę. Jak rany... gdyby to tak poszło, czytelnicy suchej nitki by na mnie nie zostawili >.< Na szczęście damy radę. Całość nie poszła jeszcze do druku. O bogowie, wydałoby się już na wstępie. A wszystko dlatego, że kończę trzeci tom, a wracam do pierwszego... Dla świętego spokoju sprawdziłam przeredagowaną całość. Odetchnęłam z ulgą. Błąd już się nie powiela.

🎵 Frozen Fortress - Epic North 🎶

poniedziałek, 16 maja 2022

Zagwozdeczka

     Kolejny krok do przodu - tytuł pierwszego tomu co prawda został zaakceptowany już na starcie, ale gorzej było z nazwą cyklu, którą zmuszona byłam zmienić, co spędzało mi sen z powiek... Obecna, po drobnej poprawce, została zatwierdzona przez Wydawnictwo. Pozostaje mi już czekać na datę premiery i... skitram się w kąt. Oj tak. Odnajduję się w towarzystwie, lecz nie wówczas, kiedy przychodzi mi grać (w tym przypadku rzępolić) pierwsze skrzypce. Nie, nie jestem stworzona do brylowania w szerokim gronie i już teraz odczuwam przemożną niechęć w stosunku do aktywnego uczestnictwa na portalach społecznościowych. Trema? Nie, zdecydowanie fobia społeczna. W szczególności głęboko zakorzeniony lęk przed oceną, który jest jej najbardziej charakterystycznym objawem. Nagle jakby utraciłam wiarę w siebie i własne możliwości. Ot, intensywne rozstrojenie nerwowe wzmocnione rozszalałą gospodarką hormonalną. Patrząc na te skomasowane tegoroczne debiuty czuję, jak nogi się pode mną uginają (a przecież siedzę...). Dziewczyny, naprawdę uważacie że mam się czym chwalić, skoro napisałam powieść i debiutuję? Otóż nie ja jedna, moje drogie panie i panny, nie ja jedna...

     Wróćmy jednak do tytułu posta. Zagwozdka, oj tak. A raczej niewinny rebusik. Swojego czasu, czyli jakieś pół roku temu, Neth przesłał mi zdjęcie pociągu wyraźnie coś sugerując. Oczywiście załapałam od razu, a jakże. Postanowiliśmy więc powtórzyć tamtą sytuację, ale rozszerzając ją poza naszą hermetyczną społeczność. Kieruję zatem rebus do Was. Czy jesteście ciekawi, jak brzmi tytuł mojej debiutanckiej powieści? Śmiało, strzelajcie. Jestem ciekawa Waszej kreatywności. Swoją drogą, Neth twierdzi, że nikt "nie zajarzy o co kaman". Ja jednak pokładam w Was więcej wiary i uważam, że bardzo szybko ustrzelicie dziesiątkę.

 🎵Spirit of Defiance - Dos Brains🎶

P.S. "Jeden czuje pociung do drugiego..." 😆

sobota, 7 maja 2022

Korekta

     Z mojej strony korekta ukończona, pozostaje już tylko wysłać plik do Pana E z Wydawnictwa i czekać. Zbyt wiele do poprawy nie ma (a przynajmniej tak mi się wydaje), za to wyraźnie zauważyłam zmiany, jakie zaszły w moim stylu pisania przez ostatnie trzy lata aktywności. Wzbogaciło mi się słownictwo. I jakby mniej filozofuję xD Ale też bohater ulega stopniowej przemianie. Z biegiem fabuły nie ma już zbyt wiele czasu na przemyślenia, choć taki wrażliwiec jak on zawsze wyłuska choć chwilkę na dywagacje. Cóż, ten typ tak ma. I za to go uwielbiam.

    W każdym razie pierwsza część pierwszego tomu w chwili korekty ma 650 stron. A tak wygląda 59 poprawek do naniesienia. Przecinki, spacje, literówki, ale też wyrazy, które zbyt często się powtarzają.

 

     Jak rany, już nie mogę się doczekać pracy nad drugą częścią! Tam to się będzie działo...

 🎵Final Light - Phillip Lober, Kelly Ryu🎶

czwartek, 28 kwietnia 2022

Wind of Change

    Co do tytułu posta, zanim zostanę oskarżona o nietaktowność utworu Scorpionsów: Moskwa poszła na dno, więc... Rozumiem pewne rzeczy dwuznacznie 😏

    O bogowie, jaka ja na fejsbyniu grzeczna jestem. Nie rozpanoszyłam się jeszcze. Nie zagrzałam miejsca. A Yacoszek to powinien iść wyłysieć za tę "księżniczkę Facebooka". Ostrzegałam, że w końcu tam wrócę. Generalnie nie wiem jeszcze co będę pisać, ale... ale jak nie zacznę, to się nie dowiem. Jeśli nie spróbuję, to się nie przekonam. W każdym razie zaczęłam powoli wrzucać na swoje strony treści związane z Główną Powieścią. Z niecierpliwością czekam, kiedy w końcu będę mogła operować nazwami własnymi i nazwiskami (czasem tylko imionami). Jak dostanę zielone światło z Wydawnictwa, to chyba umrę. Ze szczęścia. Tymczasem muszę jeszcze trzymać wszystko za kurtyną. I tak wystarczająco ekscytuje mnie fakt, że jestem pod skrzydłami tego samego Wydawnictwa, co jeden z moich ulubionych autorów!

    Jak rany, dość chaosu. Post bez ładu i składu. Pewnie zauważyliście, że na stronie głównej zagościł opis autorki i pewien rysunek... mojego autorstwa. Narysowałam go w czasach, kiedy na lekcji zamiast słuchać, uciekałam w świat fantazji, a to, co się urodziło, wstawiałam na Deviantart'a. Jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek stworzyłam. A kogo przedstawia? Napiszę tylko tyle, że jest przedstawicielem pewnej szczególnej rasy... Zmieniłam również awatar na Steamie, profilowe zdjęcie ne fejsbyku (o niebo lepsze niż to coś, co było tam dotychczas! A czekajcie, to ja tam byłam... 😱) i nawet myślałam nad zmianą pseudonimu, ale Kattowitz zalazła za skórę tak wielu ludziom, że już mnie pamiętają. Żartuję. Po prostu dałam się poznać ludziom właśnie pod tą nazwą. Katt. Katty. Przylgnęło i zostało.

 

🎵Warrior Song - TheFatRat, Stasia Estep🎶

 

P.S. Ludzie z pracy dowiedzą się, co robię po godzinach...

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Level up!

     "Mężczyzna z koszmaru" ma już calutki rok. Powieść piszę od trzech lat, ale bloga prowadzę od 25 kwietnia 2021 roku. Z początku miałam tu zamieszczać niezwiązane z cyklem opowiadania, ale wyszło jak zwykle. Później chciałam go zamknąć uważając, że na nic mi taki śmietnik. Ostatecznie ten niepozorny hasiok ma już rok. I nie ośmieliłabym się go usuwać (mój pierwszy blog jeszcze istnieje, wyłącznie z czystego sentymentu!), bo jest to rok mojej historii, moich wzlotów i upadków twórczych, perypetii związanych z poszukiwaniem Wydawnictwa i dzikiej radości po odnalezieniu tego jedynego (w które celowałam, ha!). Calutki rok minął... jak rany... Zaraz debiutuję... zgroza, rozpacz i ekscytacja. Determinacja i motywacja. I jeszcze jakaś -acja.

    Tak, debiut. Pan E z Procesu Wydawniczego poinformował mnie dziś o przygotowaniu egzemplarza sygnalnego Głównej Powieści. Zostanie do mnie wysłany w środę. Cała się trzęsę z emocji. Przeczytam tę historię na papierze, jak prawowitą książkę. Na papierze! O bogowie, marzenia się spełniają! Będę mieć w łapkach coś, co sama napisałam... Będę mogła dotknąć kawałka tej historii, poczuć jej fakturę pod opuszkami palców, wciągnąć niepowtarzalny zapach... Nie wierzę... To się nie dzieje naprawdę! Łaaaaaaa! Obrosnę w piórka i nie dokończę ani jednego cyklu!!! O nie, tak nie będziemy się bawić.

    Najbardziej jednak cieszy mnie myśl, że będę mogła tu pisać o bohaterach imiennie. Że dostaną należne im życie w świecie rzeczywistym. Zasłużyli na nie, skończeni durnie.

    Miałam też okazję poznać - póki co wyłącznie poprzez korespondencję mailową - Panią W z Działu Promocji. Adres mojego bloga pójdzie w cztery strony, podobnie fejsbyk... wyobrażacie to sobie? Jestem równocześnie przerażona i podekscytowana! Żegnaj malutki introwertyczny świecie! Witajcie szerokie horyzonty otwartych wód możliwości! Na bank się utopię, choć potrafię pływać...

  

🎵Hawk Eyes - Sky Mubs🎶

 

P.S. Powyższe pisałam na świeżo po otrzymaniu maili. Na szczęście Neth skutecznie sprowadził mnie na ziemię.

piątek, 15 kwietnia 2022

Wielkanoc

     Dawno mnie tu nie było. I w sumie obecny stan rzeczy nie uległby zmianie, gdyby nie chęć rozkręcenia weny. Zwykle mi się udawało. Trochę narzekania na własną beznadziejność, doza malkontenctwa i szczypta braku wiary we własne możliwości iiiii... et voilà! Oto jestem. Pojęcia nie mam, czy cokolwiek to pomoże, ale próbować trzeba. Samo nic nie przychodzi. Na ulicy nie rozdają, a nawet jeśli, to strach brać cokolwiek za darmo. Szczególnie w tym kraju.

    Dobra, koniec fandzolenia. Nadal siedzę na 25 rozdziale III tomu. Co prawda poszłam naprzód, ale cały czas żywię obawę, że nie dotrzymuję bohaterom tempa, że nie nadążam za poprzednimi tomami, że piszę jakoś sucho i bezkształtnie, albo wręcz przesadzam z chwilami zadumy. Skrajności. W sumie dopiero co wyzdrowiałam (pitolili o covidzie, a tu zwykła jelitówka okazuje się znacznie większym koszmarem), nadal nadrabiam energetyczne braki, a przy Paladynce 24/h nie ma szans odzyskać choć ułamka straconych sił. Poza tym, pisanie od zera wcale mi tak super nie idzie, jak bym sobie tego życzyła. Chyba dwa tygodnie do porzygu (dosłownie!) mordowałam pół rozdziału, żeby w końcu uznać go za "wystarczający", bo gdzieżbym śmiała stosować określenie "zadowalający". Cóż. W każdym razie mam już pewność, że o E, C i A (całkiem porządny zestaw witamin!) pisze mi się całkiem przyjemnie. Gorzej z L i I... to wyjątkowo trudne do przedstawienia postaci. Na szczęście powoli wątki zaczynają się łączyć, więc... a co ja będę Wam zdradzać. Byle do przodu!

    Swoją drogą, pierwszego dnia Paladynkowego choróbska dostałam od Pana E tekst okładki do akceptacji. Blurb - streszczenie powieści - jest całkiem wporzo, fragment na skrzydełko też. I oczywiście dostrzegłam zabawną zależność: wszelkie istotne informacje z Wydawnictwa dostaję zawsze wtedy, kiedy Paladynka jest w domu, na dodatek chora. Trochę uważam ją za swoją szczęśliwą perełkę i nie dziwi mnie, że tak się dzieje. Wiele zmieniło się w moim życiu na plus, odkąd przyszła na świat, ale o tym może innym razem. O ile nie zapomnę.

    Dobrze więc. Biorę się za pisanie, skoro dzieć śpi, a jutro nie trzeba zrywać się do pracy. Jak rany, że też musiał dziś wystartować kolejny sezon w D3...

    Aaaa. Zapomniałabym. Dużo spokoju Wam życzę na Święta Wielkanocne. I żebyście się nie obżarli jak na Boże Narodzenie. I żeby nikt Was w międzyczasie nie wkurwiał, bo nie ma nic gorszego, niż zgaga.

🎵Bastion - Phil Rey🎶

wtorek, 22 marca 2022

poniedziałek, 21 marca 2022

O bogowie...!

     Ależ jestem upierdliwa. Pan E przestanie mnie lubić. Grafik to już chyba mnie nienawidzi. Ale jesteśmy o krok od zwycięstwa! Kiedy zobaczyłam to oko... jeśli Grafik je powiększy, to będę bardziej niż ukontentowana. Ozłocę ich tam wszystkich!

    Okładka pierwszej części I tomu powstaje w bólach i męczarniach, co wcale mnie nie dziwi. Rodzi się legenda...

🎵One Love - Peter Roe🎶

  P.S. Wiele razy przekonałam się z żalem, że jedyne co w książce było interesującego, to okładka...

wtorek, 15 marca 2022

Poszło!

     Zgłoszone poprawki zostały przyjęte i poszły do Grafika. Czekam na finałową wersję okładki!

    A przy okazji, kiedyś ktoś mnie pytał, dlaczego nie biorę udziału w konkursach. Otóż, sprawa jest prosta - mam za mało znajomych i nie udzielam się w soszial midiach.

     Nie ma wielkiej filozofii...

🎵Sky Rider - Phil Rey🎶

Okładka - pertraktacje!

 

     O bogowie, ale jestem podekscytowana! Wyobraźcie sobie, że Grafik bardzo rzetelnie odniósł się do moich bazgrołów, jakie poglądowo przesłałam do Wydawnictwa! Ale efekt końcowy cokolwiek odbiega od mojego ideału. Wiem, że jest w tym nadmiar mojego obsesyjnego perfekcjonizmu, ponieważ Neth - mój głos rozsądku - po zobaczeniu projektu okładki uznał, że jest dobra i jednomyślnie potwierdziliśmy co należy zmienić, by była niemal doskonała. Oczywiście z typową sobie uprzejmością zgłosiłam do Pana E swoją roszczeniowość i teraz pozostaje mi wierzyć, że przystaną na poprawki. Cóż, Grafik nie wie jak główny bohater wygląda i jak się okazało, moje pierwotne sugestie były zbyt ogólnikowe i za mało wyraźne, by nakreślić obraz tytułowej postaci. Przez to wyszedł... ludzko. Aż za bardzo ludzko. A nie chciałabym, aby stworzenie z okładki nijak się miało do stworzenia ukształtowanego w tekście. No nic, zżerać mnie teraz będzie ciekawość i wrzody na żołądku mi się odezwą z tych nerwów...

     Tak poza tym, pozostaje mi już tylko to nieszczęsne obfocenie się... A tu same wymówki: a to jednodniowo przetłuszczona grzywka, a tu szkoda robić makijaż, a tam katar i zapuchnięte oczy, światło nie to, pogoda do pupy i **uj jeden wie, co jeszcze mi we łbie zaświta, byle nie wejść pod obiektyw. A tu czasu coraz mniej. Egzemplarze sygnalne pójdą do druku i skończy się na tym, że nikt nie będzie wiedział która PR to Debiutantka PR (żona szwagra nosi to samo imię co ja, a szkoda mi czasu, by na fejsbyku sprawdzać, ile takich jeszcze znajdę...). Obiecuję jednak, że kiedy w końcu pozwolę sobie strzelić portret, to wrzucę go też tutaj. Na główną. W rubryczce "O Autorce".

 

🎵Cosmos - Revolt Production Music🎶

sobota, 5 marca 2022

Eeeeto...

     Jeszcze przed chwilą wiedziałam, o czym konkretnie chcę napisać. Teraz nie potrafię sobie przypomnieć. Na pewno dotyczy to postępu w procesie wydawniczym - mianowicie otrzymałam zredagowany (zdegradowany, hehe) biogram. I nie powiem, by jakoś specjalnie mi się podobał. Połączono biogram okładkowy z tym napisanym na stronę, a wyszedł przy tym suchy taki, niepodobny do mojej twórczości. Ale żeby nie wyjść na pierdołę i malkontentkę, z jedną zmianą zaakceptowałam jak jest. Oryginał wstawię jako swój opis na bloga, kiedy tylko powieść ukaże się w księgarniach. Nie będę uprzedzać faktów. Póki co bloga i tak odwiedza raptem kilka osób. Może kiedyś się to zmieni.

    Druga kwestia. Sama okładka. Nadal nie wiem, jak - i czy w ogóle - wygląda grafika na okładkę. Poniekąd spędza mi to sen z powiek, ale jak już wyżej wspominałam, nie chcę być pierdołowata. Wszystko w swoim czasie. Najwyżej będę płakać nad rozlanym mlekiem... albo lepiej, po prostu je posprzątam.

    W porządku, garść informacji była. Wracam więc pisać. Na horyzoncie powrót do pracy w modelu hybrydowym, toteż muszę korzystać, póki mogę pospać do oporu (i popisać do późna). A prognozom pogody nie uwierzę przez najbliższy miesiąc. Oto, co mnie spotkało...

🎵Dragons Return - Revolt Production Music🎶

wtorek, 1 marca 2022

Wszędzie kryzys

     Kryzys nie jest mile widziany. Nigdzie. Wobec czego zdarza się bardzo często. I w związku z tym mam już zdecydowanie dość towarzystwa. Ostatnio co weekend gdzieś, do kogoś, po coś. I sztywna maniera. I siedzenie jak na szpilkach. I konfrontacje poglądów. I obecność, obecność, obecność ludzi. Jestem tym zmęczona. Czuję potrzebę zaszycia się gdzieś, gdziekolwiek, gdzie nikogo nie będzie. To nie jest tak, że spędzałam czas pośród nieodpowiednich ludzi, bo Yagódzie i moja matka chrzestna to osoby warte mojego czasu. No właśnie. Pozostały czas spędzałam z najbliższą rodziną. I to już wysączyło ze mnie resztki sił.

    Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, do jak szewskiej pasji może doprowadzić nieprzyjemna świadomość, że w bliskim otoczeniu ma się prorosyjskiego trolla siejącego niszczycielską propagandę... Osoby tego pokroju powinny zostać zamknięte bez dostępu do Internetu, po prostu odizolowane od społeczeństwa dla dobra i zdrowia ogółu. Razem z Nethem doszliśmy do wniosku, że takie osoby odwiedzające nas zostaną poproszone o odnalezienie drzwi i przejście nimi na drugą stronę, a najlepiej na drugi koniec kontynentu. Ech, niby podnosi to ciśnienie, a bez kawy jakoś nie bardzo funkcjonuję...

    Tyle się dzieje, że mam problem ze skupieniem się na pisaniu. Nie potrafię odciąć się od otoczenia, wrócić do wcale nie mniej niebezpiecznego i niszczonego Świata Wymyślonego. A naprawdę bardzo teraz tego potrzebuję. Tak jak potrzebuję konstruktywnej opinii. Pierwsza część pierwszego tomu poszła do składu, toteż czekam teraz na "egzemplarz sygnalny". Pozostaje mi już tylko skupić się na spisywaniu dalszych historii. Aktualnie jestem na 21 rozdziale III tomu. Przeczuwam, że finalnie będzie około 35 rozdziałów. W międzyczasie na bezweniu wprowadzam poprawki do tomu II. A Neth... nie czyta. Czuję się poniekąd urażona, ale cóż, nie mogę go winić.

🎵The Trail of Heroes - Antti Martikainen🎶


środa, 23 lutego 2022

Dzień miłych słów

    Wczorajszy dzień z powodzeniem mogę nazwać dniem miłych słów. Niespełna osiem godzin spędziłam w biurze, w związku z papierologią oraz sprzętologią naszej nowej pracownicy (o bogowie, ma poznać część moich obowiązków, już nie będę niezastąpiona!). Na dodatek dostałam maila od Pana E z Wydawnictwa, w którym to napisał, że redaktor, Pan J, prosi o wyjaśnienie ostatniej kwestii. Oczywiście wyobrażacie sobie, jak mnie przez cały ten czas nosiło? Musiałam wytrwać do powrotu do domu... Ale cóż w temacie miłych słów? Ano spieszę z wyjaśnieniami.

    Nie jestem dobrą nauczycielką. Prawdę powiedziawszy nienawidzę uczyć innych, zdecydowanie wolę pokazać jak pracuję i równocześnie wyjaśniać co robię, niech wyciągają z tego naukę dla siebie. Na zdalnym jest to poniekąd utrudnione zadanie, ale damy radę. Podobno jestem (chciałam użyć słowa "sympatyczna", ale Yagódzie zaszczepili we mnie swoistą awersję do tego określenia... 😂) pogodna i mam łagodne usposobienie, a przynajmniej tak widzą mnie ludzie, z którymi nie mam za wiele kontaktu. Oczywiście wprost powiedziałam koleżance, że nie nadaję się do tego i przepraszam, jeśli to, co mówię, jest nader chaotyczne i rozbiegane. Ona z rozbrajającą szczerością skwitowała mnie stwierdzeniem, że mam bardzo miły głos, dobrze się go słucha i wcale nie brzmię chaotycznie. Nie, mojego zakłopotania z tamtej chwili nic nie jest w stanie zobrazować. Nie przywykłam do tego, by ładne dziewczyny mówiły mi tak miłe rzeczy. W ogóle nie potrafię reagować na komplementy. Ale zrobiło mi się wyjątkowo miło i reszta dnia jakoś nie doskwierała mi tęsknotą za własnymi czterema ścianami. Nawet jeśli powiedziała to kurtuazyjnie, a ja naiwnie doszukałam się w tym dobrej woli - to i tak było to miłe. Przestałam się doszukiwać drugiego dna w ludziach, co wcale nie znaczy, że straciłam czujność w stosunku do nich. Nie odpowiadam za to kim są i jak się zachowują. Odpowiadam za siebie.

    A drugie "miłe słowa"? Dopadłam maila. Odczytałam załącznik, przesunęłam po kilku komentarzach, jeden zaakceptowałam i... ależ mi się ciepło na serduszku zrobiło, kiedy Pan J odpisał, że z przyjemnością będzie kontynuował współpracę, bo sam jest ciekaw dalszych przygód bohaterów. Nie zraził się wiedząc, do czego to zmierza! I miałam zrobiony dzień aż do wieczora. Bo kiedy siadłam do pisania, to więcej czasu spędziłam grzebiąc przy muzyce, niż rzeczywiście pisząc...

🎵Archers Dance - Ronen Sakal🎶

poniedziałek, 14 lutego 2022

Bezproduktywność

     Ostatnio jestem dziadowsko bezproduktywna, mimo że coś tam dziergam w Głównej Powieści. Nic mi się nie chce. Najchętniej, to siedziałabym i czytała, zupełnie nic innego nie robiąc. Druga korekta autorska już dawno wyszła do Wydawnictwa, a od tamtej pory jakoś tak... sama nie wiem. Patrząc po analizie weny, to wcale nie jest źle, ale sama czuję, że stać mnie na więcej. Co prawda nadal drążę i poprawiam uprzednio napisane rozdziały III tomu, ale koniec coraz bliżej. Nawet usystematyzowałam sobie notatki dotyczące dalszych wydarzeń, jakie przyjdzie mi w tym tomie opisać. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Na razie samokrytyka łoi mnie niestrudzenie, a brak wiary w samą siebie tylko czeka, żeby dokopać leżącej. No i to rozkojarzenie...

    W każdym razie, nie poddaję się. Może wyczuwam wiosnę w powietrzu i leń z tego tytułu bierze mnie w posiadanie. A może przyda mi się powiew świeżości i znów napiszę jakiś losowy rozdział z dalszych tomów. Cienka jest granica między hobby, a obsesją. Jeszcze jej nie przekroczyłam, ale czasami jestem bardzo blisko, o czym Neth na czas mnie informuje. Jest nadzieja...

    Ech, oderwana od rzeczywistości jestem... i ani to nie siedzę w moim Świecie Wymyślonym, ani w tym rzeczywistym. Tak pomiędzy. W wyniku czego nie wiem, co mam ze sobą zrobić. 

    Oooo, dziś Walentynki. Czy celebruję? Nie. Serdecznie nie lubię Walentynek. Za dzieciaka uważałam się za kompletnego przegrywa, bo nikogo nie miałam, nie dostawałam serduszek jak moje koleżanki, ani nikt do mnie nie wzdychał. Taka byłam o, szara myszka, ni to ładne, ni ciekawe. A potem, kiedy weszłam w "dorosłość", zaczęłam uważać Walentynki za lutową upierdliwość (misie z wielkimi napisami "Kocham Cię", podusie w kształcie serduszek i tym podobne bzdety mocno napędzają rynek, ale serio, to ma być dowód miłości?! Miła i sympatyczna tradycja? O bogowie...). Mam odmienne spojrzenie na pojęcie miłości niż jest to społecznie przyjęte, więc uznałam, że mnie to nie dotyczy. Jeśli kogoś kocham, to okazuję to przez cały rok. Zresztą, jak dupa zwrócona rowem do góry może uchodzić za symbol miłości? Aaaaaa, a to ci przewrotność! Może. I rzeczywiście, doskonale się w tej roli odnajduje. Podobnie jak dwa skrzyżowane palce, z którymi przez większą część życia kojarzyła mi się "miłość"...

🎵Approaching the Summit - Mark Petrie, Andrew Prahlow🎶

poniedziałek, 7 lutego 2022

Woooohooooo!

     Cieszę się niepomiernie, jako że wróciła do mnie druga korekta, a to oznacza, że przyszedł czas na zatwierdzenie finalnej wersji tekstu! Pan J szybko się uwinął, jestem pod wrażeniem. Aż miło patrzy się na płynny tekst gotowy pod druk, wręcz jak nie mój... Pozostało już tylko kilka kwestii do wyjaśnienia, ponieważ redaktor docieka pewnych istotnych szczegółów, jak choćby pisownię tytułów poszczególnych funkcji lub moje wesołe słowotwórstwo... Ale, ale! Z tej współpracy wynikło wiele dobrego. Nauczyłam się, jak stosować konkretne wyrażenia, poprawiła mi się interpunkcja i kiedy bliżej przyglądam się dalszym rozdziałom, zawczasu wychwytuję błędy, dzięki czemu zdołam uniknąć ich na przyszłość. Haha, cóż, zapowiada się kilka nieprzespanych nocy... 

     Naprawdę, miło pracować z tak sympatycznym redaktorem. Jak już wspominałam, bałam się, że dostanę sztywnego polonistę, a tu proszę, całkiem wesoła atmosfera. Nawet jeśli to polonista... Mało istotne kto, ważne jaki. Pan E uspokoił mnie w kwestii ewentualnej zmiany. Jeśli Pan J nadal będzie współpracował z Wydawnictwem, to dołożą wszelkich starań, aby przypisywać go do moich powieści. Sama od siebie dodaję, że dołożą starań, o ile on sam nie stwierdzi inaczej. Mam podstawy, by obawiać się o przyszłość, ponieważ... pierwszy tom jest najspokojniejszy ze wszystkich, taki 16+. W drugim wjeżdża takie grubsze 18+ (a nawet 18+++). I nie zapowiada się, aby do końca cyklu się uspokoiło. Mniejsza o, nie ma sensu martwić się na zapas.

    A z ciekawostek... Przyznam Wam się do czegoś, tylko ciiiiii. A mianowicie... Zawsze, ale to zawsze kiedy dostaję maila z Wydawnictwa, to mocniej bije mi serce... ale to takie hercklekoty wręcz! I ni cholery nie wiem, czy to ze stresu, czy jednak z ekscytacji xD Z miejsca palpitacje, drżenie rąk, nerwowość i wyskok adrenaliny... Stan podobny do oczekiwania na wyniki egzaminów maturalnych czy ze studiów normalnie... Nie lubię tego uczucia, bo zupełnie go nie rozumiem. Nie rozumiem siebie. Ha, powiedzcie mi coś nowego.

    Ach, na zakończenie chciałam Wam kogoś przedstawić. Otóż, ostatnio sceny pojedynków mocno przegrzały mi łepetynę i postanowiłam coś z tym fantem zrobić. Żartuję. Nie przegrzały. Niemniej zauważyłam, że spędzam naprawdę dużo czasu na wyobrażaniu sobie wzajemnego układu pojedynkujących się bohaterów. Czasem głowię się nad tym, w którym miejscu na ciele ofiary wyląduje broń przy bezpośrednim uderzeniu znad głowy lub przy zmianie kąta nachylenia. Albo jak wyglądałoby podcięcie przeciwnika w momencie, gdy ten wbija miecz tuż obok napastnika. Zrani go? Czy jednak cudem się wywinie? A jako że jeden z głównych bohaterów jest wybitnie mobilny na polu walki, to jak układa się jego ciało podczas ryzykownych uników? Rozumiecie, anatomia i fizyka. Owszem, wyobraźnia robi swoje, fantasy wszystkim da się wytłumaczyć (o zgrozo, nawet największe niedorzeczności...), ale mój mały raj perfekcjonisty krzyczy gdzieś tam z odmętów świadomości... Poznajcie więc moich uroczych Asystentów! 

🎵Possibilities - James Paget🎶

 

 P.S. Znów mi się nie podoba aktualnie pisana twórczość... 😭