Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komplementy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komplementy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 stycznia 2022

Komplement #6

     Nie, jednak pisanie przy Paladynce nie ma najmniejszego sensu. Albo pisanie bez muzyki. Ciężko to określić, kiedy jednemu buzia się nie zamyka, a drugiego wcale nie słychać. W każdym razie chęci na pisanie noty nie mam, a jednak muszę to sobie zapisać. No muszę!

    Wspominałam kiedyś, że Neth lubi częstować mnie memsowymi komplementami. Oznacza wtedy konkretne postacie lub porównuje do moich bohaterów i wiecie co? Tym mnie poskładał:

     Z dzikim chichotem pokazał mi te kadry twierdząc, że od początku widział w nim AA 😆 Postura się zgadza (choć ten jegomość jest za wysoki, albo panna wyjątkowo niska), pragmatyzm również, nawet szczątkową empatią oddaje ducha tej postaci. Zaiste, po cóż niewieście druga kurtka, kiedy to bez spodni na srogą zimnicę wyszła?

P.S. AA to wcale nie jest człowiek beton, wypraszam sobie...

🎵Beyond This World - Peter Crowley🎶

sobota, 8 stycznia 2022

Komplement #5

     Przechodzę kolejny kryzys twórczy. Co prawda z dniem wczorajszym ogarnęłam łącznie 25 stron III tomu, zamykając rozdział 11 i otwierając 12, ale... to wciąż rozdziały, które napisałam rok temu. A są o tyle dobre, że nie wymagają zbyt wielu poprawek. I na tyle emocjonujące, żebym sama chciała przeżywać je na nowo. Stąd tak znaczna prędkość. W związku z tym boję się, że nie będę w stanie utrzymać tempa. Moja zmora deprymująca do tego stopnia, że boję się przysiąść do pisania myśląc, że potwierdzę swoje paranoiczne przypuszczenia.

    Chyba zmęczyłam materiał ostatnią szarżą i teraz nie potrafię sklecić sensownego zdania. Wszystko brzmi jakoś tak... płytko. Nie po mojemu. Uwielbiam głębokie metafory i plastyczne opisy, ale jakoś tak nie potrafię ich teraz z siebie wykrzesać. Przeraża mnie to. Łącznie do napisania od zera mam połowę tomu. Rzeźnia emocjonalna, przynajmniej dla mnie. Chodzę sfrustrowana i nerwowa, a wszystko przez to, że połączenie ze Światem Wymyślonym stabilizuje się tylko po to, żebym wypisała kolejne notatki i rozwinęła kolejne wątki. Mój umysł (patrz: mem w poprzednim poście) wygrał. Czytam sobie z rozkoszą Straż Nocną Terry'ego Pratchetta i jestem zachwycona. Jak zresztą wszystkimi jego dziełami. Są niebywale błyskotliwe i pełne tak niepoprawnego humoru, że ciężko oderwać się od lektury. Aż żal serce ściska, że Terry nic więcej już nie napisze...

    Och, no tak, komplement. Neth kończy czytać II tom. I wyraźnie widzę, że interesuje go to, co czyta, albowiem - uwaga! - zadaje mi pytania! Jak nigdy tego nie robił, tak teraz rzeczywiście docieka! Pyta odnośnie pewnych wydarzeń, próbując zweryfikować swoje przypuszczenia. Jak rany, ale mnie to podbudowuje! Oczywiście nie mogę ich zdradzić, ponieważ niebawem się wyjaśnią, ale już sama myśl, że się wciągnął, bardzo poprawia mi nastrój.

  Swoją drogą:

    Paladynka poprosiła mnie dziś, żebym jej opowiedziała bajkę. Koniecznie o księżniczce Alusi! No więc dobrze, zaczęłam opowieść...

    Dawno, dawno temu, w pięknym zamku na krańcu świata mieszkała Księżniczka Alusia. Była śliczną dziewczynką, prawdziwą pociechą swych rodziców, którzy zajęci królewskimi obowiązkami nie mogli poświęcać jej wiele czasu. Toteż dziewczynka większość czasu spędzała w swoich komnatach uchodzących za najwspanialsze sale zabaw, jakie nosił ten świat.

    - Och, ale się nudzę - westchnęła Księżniczka Alusia, wpatrując się w deszcz padający za oknem. - Pobawiłam się już wszystkimi zabawkami, zagrałam we wszystkie znane mi gry i nie mam już co robić! A mama i tata jak zwykle są zajęci!

    Przerywam bajkę by podpytać Paladynkę, co powinno się wydarzyć.

    - Pojawia się potwór! - odpowiada podekscytowana, wywołując u mnie niemałą konsternację. No dobrze, niech ma potwora. Ale to, co dodaje chwilę później, zdumieniem unosi moje brwi wysoko pod linię włosów. - I zjada Księżniczkę Alusię!

    Wtem tuż za Księżniczką Alusią, nie wiadomo skąd, pojawia się wyjątkowo duży potwór o wyjątkowo szerokiej paszczy i połyka niczego nieświadomą dziewczynkę. W całości przełyka wierzgającą księżniczkę i oblizując się z zadowoleniem porywa ją do swojego leża, z dala od mamy i taty mogących uchronić ją od przykrego losu...

    - I wtedy Księżniczka Alusia rozcina brzuch potwora! - brutalna sprawa, nie ma co. 

    Teraz już jestem skonsternowana, co za bajka zapadła tak Paladynce w pamięć. Podejrzewam Czerwonego Kapturka, ale przecież w domu tego nie czytamy (przedszkole może?). W domu niepodzielnie króluje sugestywny Disney, którego tak uwielbia. 

    Dzielna Księżniczka Alusia odnajduje w obszernym żołądku ostry przedmiot, jaki mógłby pomóc jej w wydostaniu się z trzewi nieuprzejmego potwora. Rozpruwa go od wewnątrz i w jednym kawałku wydostaje się na zewnątrz...

    -  Jest w brzuchu potwora - wchodzi mi w słowo.

    - Ale już się z niego wydostała - oponuję, wspominając jej rozwój sytuacji, który sama zresztą wymyśliła. Już mnie nie słucha, dopowiadając sobie niebywale krwawą resztę.

    Teraz już rozumiecie, dlaczego pisanie bajek dla Paladynki skończyło się na pisaniu mojej własnej septalogii..? Może za jakieś dziesięć lat przeczyta, co mamusia wymodziła. Liczę na to.

      A tak próbuję się zmotywować:


🎵Back On My Feet - Phil Rey🎶

poniedziałek, 4 października 2021

Jak rany...

     O bogowie, jak wiele się ostatnio wydarzyło. Końcówka minionego tygodnia to było istne szaleństwo, w którym zupełnie się pogubiłam. I nadal do mnie nie docierają pewne wydarzenia. Ale zacznijmy może od początku.

    Neth ma za sobą pierwszą szczegółowo rozpisaną scenę! O tak, jego reakcja wciąż pozostaje dla mnie niezrozumiała, aczkolwiek teraz chylę się ku stwierdzeniu, że to jednak komplement był. Wyobraźcie sobie: siedzicie skupieni na pisaniu dość poważnej sceny ważącej na losach bohaterów, w którą musicie się wczuć. Klimatyczna muzyka płynie ze słuchawek, a na skórze czujecie aurę miejsca, sytuacji... wtem jebs! Butelka piwa ląduje na blacie biurka obok klawiatury, brutalnie wyrywając was z odmętów kreowanego świata! W tym momencie podnoszę nieco mętny wzrok i powoli zsuwam słuchawki (jakoś nie potrafię przyzwyczaić się do wyciszania muzyki dłonią - zdecydowanie mi milej, gdy płynie sobie w tle). Neth patrzy na mnie niepewnie, a zmieszany uśmiech drży na jego ustach, podczas gdy on sam zaciska palce na szyjce butelki. Nic z tego nie rozumiem, bo przecież nie piję piwa. Słuchawki lądują na szyi, połączenie ze światem zostaje przerwane, a ja z miną imbecyla wpatruję się w Budweisera. Nieco poirytowana patrzę spod ściągniętych brwi na Redaktora-Korektora, lecz wypisane na mojej twarzy wyczekiwanie spotyka się z ciszą. Myślę sobie: zjebkę czas zacząć, w końcu zaczął czytać czternasty. I psychicznie przygotowana na utarczkę słowną, uzbrojona w liczne i wymyślne pokłady kontrargumentów rozgromiona zostałam słowami, które wreszcie z siebie wydusił: "Powiedziałem sobie, że jeśli spotkam kogokolwiek, kto sceny seksu będzie opisywał niczym Mickiewicz naturę, to postawię mu piwo". Nie. Tego wieczoru nie wróciłam już do pisania.

    Do teraz nie potrafię rozgryźć, czy był to z jego strony komplement, czy jednak krytyka. Obydwoje mamy awersję do opisów natury szacownego Adama Mickiewicza, ALE, nie zaznaczył nic na pomarańczowo. A piwa nie wypiłam. Nie lubię. Mimo to jestem dumna z Netha, że przetrwał chrzest, choć w duchu chichoczę niczym wariatka z psychiatryka. Miał ostrą przeprawę i o ile go nie skrzywiłam, to zapewne dałam mu do myślenia.

    Ponadto przejechałam cały 27 rozdział (a jednak mogę cyferkowo!), który męczyłam przez ponad tydzień. Sceny walk i pojedynków zawsze dopinam w najmniejszym szczególe - magia magią, ale prawa fizyki oraz logika muszą być zachowane z należytą starannością! A ten był wyjątkowy z racji niecodziennego przeciwnika. Jak rany, nadal się obawiam, że zapomniałam o czymś istotnym. No cóż, skoro ja tego nie wychwyciłam, to zapewne Neth wykryje tę nieścisłość. W drugim tomie zwrócił mi już uwagę na trzy rozdziały, w których mogłam poprowadzić akcję nieco inaczej. I tak też zrobię, bo rzeczywiście jego pomysły lepiej wypadają na tle moich (podobnie miały miejsce wydarzenia w 1 i 23 rozdziale pierwszego tomu - wyszło super). Świeże spojrzenie osoby, która nie zna dalszej fabuły.

    Dobra, nie zawsze tyle czasu męczę pola bitwy. I tym razem poszłoby mi szybciej, gdyby nie ciągła obecność Paladynki w domu. No i stan zdrowia, albowiem cała nasza trójca uległa przeziębieniu. Taki peszek. Neth jest cwany, chodzi do pracy stacjonarnie. Za to ja tyram na trzy (i pół) etaty, co wyczerpuje mnie do tego stopnia, że wieczorem ledwie udaje mi się coś tam nagryzmolić. Postanowiłam takie dni poświęcać na przygotowanie rozdziałów dla Netha. Czasem coś poczytam. W większości wolnego czasu ograniczam się do poszerzania notatek, rozwijania wątków lub nakreślania scen, czyli wszystkiego, na co nie mam czasu podczas tworzenia. Och, zapomniałabym o wzbogacania uniwersum (elegancko scharakteryzowałam pewną krainę, mogę być z siebie dumna).

    Tymczasem z dziką przyjemnością spędziłabym małe sam-na-sam z kilkoma bohaterami... (bez podtekstów proszę. Pedofilia, kazirodztwo czy inne kompleksy Edypa/Elektry to nie u mnie szukać).


🎵Remember My Name - Phil Rey (pewna scena nie daje mi spokoju, ilekroć tego słucham...)🎶

czwartek, 19 sierpnia 2021

Komplement #4

     Ten moment, gdy podesłałam Nethowi losowy ulubiony kawałek na Spotify bez dodatkowych wyjaśnień, a on po przesłuchaniu stwierdził, że motyw doskonale oddaje głównego bohatera. I dodał do własnej playlisty. Dokładnie to myślałam, wysyłając mu Efisio Cross - Hell Shall Perish. O bogowie, ileż bym tego nie słuchała, zawsze go widzę. Od początku, do końca... każdy kolejny punkt zwrotny jego życia, wydarzenia kształtujące jego osobowość, osoby mu towarzyszące, emocje... 

 

piątek, 30 lipca 2021

Komplement #3

     Przez całe życie nie usłyszałam tylu komplementów, co przez ostatni miesiąc... Naprawdę. W sumie fakt, że Neth czyta bez specjalnej zachęty jest największym z nich, lecz to, co miało miejsce ostatnio... tak, właśnie dla takich chwil i sytuacji właśnie tworzę. Ambrozja dla mej duszy, Nutella na me serce.


    Rozkosznie piękna letnia pogoda. Plac zabaw. Paladynka w najlepsze szaleje z przyjaciółkami, podczas gdy stadełko zaznajomionych rodziców przesiaduje w swoim gronie. W pewnym momencie część udaje się pilnować rozbestwionej dziatwy, podczas gdy reszta korzysta z możliwości odpoczynku po ciężkim dniu pracy. 

    Jestem wśród tych drugich. I kiedy tak stoję odrobinę na uboczu obserwując poczynania żywiołowych trzylatek, podchodzi do mnie Neth. Już po minie widzę, że zaraz uderzy czymś mocnym. Nie odrywam jednak spojrzenia od piaskownicy czekając, aż przejdzie do sedna.

    Długo czekać nie muszę.

    - Który zginie jako pierwszy?

    Pytanie zbija mnie z tropu. Przyznaję, spodziewałam się wszystkiego, ale nie nawiązania do powieści.

     - A niby dlaczego którykolwiek miałby zginąć? - odpowiadam pytaniem na pytanie nie kryjąc zdziwienia. Neth jak dotąd ani razu nie interesował się daleką przyszłością moich postaci fikcyjnych. - I czemu w ogóle pytasz? Dopiero pierwszy tom kończysz.

    - No ale który z nich?

    Wzdycham teatralnie kupując sobie czas do namysłu. Waham się, bo wcale nie chcę nikomu zdradzać dalszej historii. Ale Neth nalega. No dobra, myślę sobie. Chce spoilera? Świetnie! 

    Serwuję go więc na życzenie klienta. Indywidualne zamówienia realizuję od ręki. Smacznego.

    A Neth bynajmniej nie jest zaskoczony.

    - Wyobraź sobie, że znalazłem kawałek, który jak nic pasowałby do tej sceny! Tekst genialnie oddaje emocje, sytuację, no wszystko! - opowiada z tak ogromnym entuzjazmem, że wręcz trudno oderwać od niego oczy. Nie potrafię uwierzyć, że po dwudziestu rozdziałach tak dalece zaangażował się w historię, że w głowie, do losowo wyszukanych piosenek zaczyna tworzyć fanfiki. Jestem wzruszona i zaczynam słuchać go z tą szczególną, wygłodniałą uwagą cechującą docenionego amatora. - Wracając z pracy włączyłem zapętlanie i wyobrażałem sobie tę scenę. No po prostu zajebiście pasował!

    - Nie żeby coś, ale mam już szkic tej sceny, pod inną muzykę - nieśmiało próbuję sprowadzić go na ziemię, ale proponuje mi przeczytanie części lirycznej. Widzę, że mu zależy, a ja i tak nie mam nic do stracenia. - Ok, pokaż mi tekst.

    Poza tym, że to jakieś tandetne rapsy, to potraktowany po macoszemu tekst śpiewany jest niczego sobie. Wyciąć marną wyliczankę ze środka i piosenka byłaby nawet całkiem dobra do osłuchania. I, przyznaję szczerze, słowa rzeczywiście odnoszą się do sytuacji. Mimo to dziękuję mu uprzejmie, bowiem całość nie wpasowała się w moje standardy. 

    Rozmawiamy jeszcze długą chwilę i podczas gdy Neth opisuje mi, jak to wszystko widzi oczyma wyobraźni, tak ja milczę, choć mam ochotę zasypać go szczegółami własnej wizji. Poczyta. Jakieś pięć tomów później, ale wierzę, że poczyta. Bo jak sam od serca mi wyznał, bardzo mocno zżył się z bohaterami.

   

    I właśnie w ten sposób znajduję motywację, by mimo wszelkich przeciwności pisać dalej. Póki na tym świecie będą ludzie cieszący się z mojej twórczości, póty będę to robić. I choćby skały śpiewały znajdę wydawnictwo, które wyda tę historię. Bo jest tego warta.

 

🎵Metamorphosis - James Paget🎶

wtorek, 20 lipca 2021

Komplement #2

     Ha! Tak jest! Wiecznie poważny Neth z grobową miną czytający Główną Powieść w końcu się przełamał i... roześmiał rozbawiony sceną mającą miejsce w 18 rozdziale! Swoją drogą, jedną z najlepiej ukazujących niepoprawność głównego bohatera. 

    Może wydawać się to dziwne, ale tak, dla mnie to największa nagroda za godziny spędzone nad klawiaturą. W takich jak ta chwilach widzę, że świat przedstawiony jest żywy, plastyczny, wciąga czytelnika i zmusza go do myślenia, wyobrażania, łączenia faktów, przeżywania... Zaczynam myśleć, że naprawdę udało mi się osiągnąć jeden z pomniejszych celów: realizm świata przedstawionego oraz indywidualizm postaci. Oczywiście zaraz rzeczywistość przywali mi w pysk pięścią wątpliwości, co by zbyt pięknie nie było, ale... ale naprawdę cieszę się, że mój pierwszy czytelnik przeżywa to, co czyta. 

I naprawdę pragnę wierzyć, że ta historia, bohaterowie oraz antybohaterowie warci są poświęconego im czasu...

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Komplement

    Największy, najszczerszy i najbardziej wartościowy komplement w moim życiu? 

    Moment, w którym Neth nie potrafi oderwać się od kolejnego rozdziału... 😊