Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kompozytornia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kompozytornia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2023

Sroga popijawa no.4

Kryzysy zawsze przychodzą, ale kiedy odchodzą, dzieją się w mojej głowie rzeczy niesłychane! A gdy w tym samym czasie wjedzie konkretny utwór, to już w ogóle kosmos! Jak na przykład cover piosenki "Blinding Lights" w wykonaniu Sybrida oraz Steve'a Glasforda... Wraz z wejściem mocno brzmiących instrumentów zaczęłam kojarzyć go z czwartą księgą, ale to wokalista sprawił, że kawałek bezapelacyjnie wpisał się na listę Cola i Esta. A raczej scen z kolejnej popijawy, która chyba będzie najsroższa ze wszystkich...
    Ano tak, taka już mała tradycja, że każdy tom ma swoją popijawę w większym gronie. W pierwszym jest czarująca i zabawna. W drugim Col daje popis mistrzowskiej gry aktorskiej. Trzecia wprawia w osłupienie swym nieoczywistym przebiegiem. Czwarta... Jeśli Est nie zaskoczy was w tej scenie, to rzucam pisanie 😆 Po prawdzie istnieje spora szansa, że w obecnym tomie będzie chlańsko razy dwa, zależy co odwali się w terenie.

    Musiałam to napisać, przepraszam. A teraz grzecznie wracam redagować 1.11, bo chcę jak najszybciej wejść na drugą część Białego Elfa i spokojnie kontynuować 4.9.

🎵 Blinding Lights (cover) - Sybrid, Steve Glasford 🎶

poniedziałek, 17 października 2022

Z muzyką przez świat... ot, za pan brat!

       Teoretycznie miałam sobie popisać o tym, jak to ostatni rozdział rozszczepił się na dwa... Miałam nadzieję, że ten będzie ostatni, ale panowie postanowili inaczej. Mają zbyt wiele do powiedzenia/zrobienia/itd. Zresztą, przygotowań jak i samego wymarszu nie mogę potraktować po macoszemu. Nie róbmy dziadostwa. I tak oto rozdział 36 nie jest rozdziałem wieńczącym BJK 😶 W pierwszym drafcie będzie ich 37. No już trudno. I tak dawno przekroczyłam 1000 stron... 

      Korzystając jednak z okazji, że zostało mi jeszcze sporo powierzchni do zapisania, odniosę się do tytułu posta. Wreszcie mogę sypać nazwami jak z rękawa. Akurat rewelacyjny utwór leci w słuchawkach, aż chce się pisać! Co prawda to Dos Brains, którzy zajmują kilka pozycji na Liście Utworów Zakazanych, ale nie o nich teraz mi chodzi. Bez urazy.

      Estarion. Pozornie zwyczajna kraina zamieszkiwana przez ludzi, choć znajdzie się wśród nich kilku(nastu?) wygnanych imperialnych elfów, masę półelfów - którymi isetualethartczycy gardzą - oraz sporadycznie krasnoludów. Baśniowe zwierzęta dawno już wytępiono, a ziemie podporządkowano ludzkim potrzebom. Ludność uznawana za wysoko cywilizowaną. Magia wiodąca praktykowana jest przez czaromiotów z dziedziny czarodziejstwa. Ustrój polityczny - monarchia. Główna siła militarna leży w rękach Zakonu Paladynów, których funkcję zwierzchnika, czyli arcypaladyna, piastuje obecnie rządzący król. Władza wraz ze stanowiskiem dziedziczona jest w linii krwi.

       To na tyle informacji o krainie, którą przyjdzie Czytelnikom poznać w pierwszej księdze, czyli właśnie Białym Elfie. Bez szczegółów, które zdradziłyby wątki z drugiego tomu i kolejnych ksiąg. Co ma wspólnego z muzyką? Bardzo wiele. Bo nikt inny, jak Phil Rey Gibbons, nie oddaje z takim mistrzostwem klimatu Estarionu, z cholernym Zakonem Paladynów na czele! Praktycznie zdominował moją playlistę poświęconą tej części Khaldunu. >>TUTAJ<< zamieszczam link dla chętnych do osłuchania się. Co jakiś czas dodaję nowe świeżynki, które wpadną mi w ucho. Och, i nie sugerujcie się, proszę, tytułami - różnie to w moim przypadku bywa. Nie chcecie wiedzieć, jakie utwory mam pod etykietką "romantyczne"... 😅

 

      Co prawda poniższy komiks niewiele ma wspólnego z tematem poza gatunkiem, ale w budowniczym na dwóch ostatnich kadrach wprost się zakochałam! Jego mina jest bezcenna, godna uwiecznienia 😂

🎵 Winged Knight - Phil Rey 🎶

niedziela, 11 września 2022

Kiedy nie ma o czym pisać...

    Miałam naprawdę długą przerwę w pisaniu Elegii. Kryzys tożsamości już dawno nie wszedł mi tak mocno, żebym stwierdziła: a ch*j tam, przecież nikomu się to nie spodoba, więc po co mi to? Przeczytałam swój pierwszy tom na włączonej najwyższej samokrytyce, wyszperałam kilka błędów (jakieś 5 na 650 stron, w dodatku efekt redaktorski, jako że w egzemplarzu pod korektę ich nie było - porównałam) i wywściekałam się na siebie za gniota puszczonego w świat. Nawet na Netcie nie zostawiłam suchej nitki, jak zaczął mi racjonalnie tłumaczyć moje nieracjonalne zachowanie względem siebie. Jestem beznadziejna, to moja wina, nie powinnam była się za to łapać, itp. Chyba jesienna chandra się o mnie upomniała. Nie wiem. Byle nie deprecha. Więzienie umysłu. Letarg.

    Jestem przerażona. Tak apatyczna i krytycznie nastawiona do życia już wieki nie byłam. Wszystko na nie. Wszystko mnie wk*rwiało. Cokolwiek bym nie zrobiła, choćbym zatańczyła jive'a na rzęsach, to i tak znalazłabym cokolwiek, byleby skrytykować własne umiejętności.

    Było źle, bo było jak kiedyś... i nagle wróciła ta lepsza część przeszłości. Ta, która z ruin stworzyła mnie na nowo. Muzyka, która uratowała mój świat. Najważniejszym z tych utworów jest "Rozkołysanka" zespołu Farben Lehre. Dlatego też spotkacie się z nią w pierwszym tomie Elegii o Nieśmiertelnym. Bo nie tylko moje życie poniższy utwór odmienił.

piątek, 27 maja 2022

...

     Kryzys minął, a po deszczu zawsze wychodzi słoneczko. Gorzej, jeśli był to deszcz meteorów. Wtedy już nic nikomu nie wychodzi. Zaczynam myśleć, że moje chłopaki to taki nieoczekiwany letni deszczyk... jest pięknie i słonecznie, a tu nagle jebs! Ulewa. Jak rany, oni są niereformowalni! Dotychczas rozdział szedł gładko, a teraz podąża torem zupełnie nieplanowanym. I przez to się przeciąga, a przynajmniej ja to tak widzę, chociaż jak sama czytam, co napisałam, to wydaje się bardzo na miejscu. A wszystko przez to, że ktoś musiał wszcząć awanturę. Że komuś zabrakło wiary w siebie. Że ktoś wraca do punktu wyjścia w związku z dwoma poprzednimi. I weź tu, kronikarzu mądry, za nimi nadążaj. Wytęż umysł, zbierz siły wszelakie i zagoń trzódkę tam, gdzie być powinna. A i tak się rozbiega, paskudztwo szemrane. Wciórności!

    Przy okazji robię porządki na Spotim. Lista Opowiedz mi historię przechodzi swojego rodzaju "lifting". Z ponad sześciuset utworów zeszłam do czterystu. Pozostałe konsekwentnie posegregowałam na listy tematyczne, których używam podczas pisania konkretnych scen. Przyznaję, w znacznym stopniu ułatwia mi to pracę. I jakoś tak najtrudniej jest mi się pożegnać z Anttim Martikainenem i Peterem Crowley'em. Ciężko ich jednoznacznie skategoryzować. Może dlatego, że dwie krainy mają podobną kulturę i niektóre utwory idealnie oddają klimat... W każdym razie działam. Boję się sprawdzać, ile utworów jest w ulubionych. Tam lądują wszystkie ściepki, których słucham w drodze i w pracy. Nawet te z Listy Utworów Zakazanych. Ach, no i te nieszczęśliwe pozycje wyszarzone przez Spotiego... Tak dobra muzyka, a ja od ponad miesiąca nie mam do niej dostępu, nie wiedząc czemu. Będę musiała poszukać tych utworów, bo kilka scen z czwartego tomu pod nie będzie. Jakby tego było mało, są naprawdę warte poświęcenia im chwili, wyjątkowo klimatyczne. Trevor Demaere oraz David Eman... Proszę, wróćcie!

     Nie będę też ukrywała, że z niecierpliwością oczekuję daty premiery. Czas osładzam sobie Bramami Domu Umarłych Stevena Eriksona, które czyta się dużo lepiej niż Ogrody Księżyca - może dlatego, że więcej się dzieje ciekawego. A może dlatego, że jest to zupełnie inny styl pisania niż mój, w którym bez przerwy siedzę. Gdzie mi tam do mistrzów rzemiosła, kiedy amatorszczyzną powiewa... Jak by nie było, przynajmniej odkrywam nowy świat i wzbogacam słownictwo. Niestety, moja pamięć jest wybrakowana. Bardzo szybko zapominam pewnych słów i wyrażeń, a czasami (bardzo rzadko!) w rozdziałach urządzam niezłe festiwale nagminnie powtarzając jeden wyraz (Neth doskonale pamięta moje "ale"...). Od tamtej pory chyba już wszystko hula. Neth nie miał ostatnio czasu na czytankę z trzeciego tomu, więc czerwoności mi nie grożą.

    No nic, wracam do AA i jego wesołej gromadki... O bogowie, strzeżcie mnie od niego... znaczy się od złego, no.

 

🎵 The Legend Begins - David Eman 🎶

wtorek, 7 grudnia 2021

Jadąc na front...

     Ale pięknie wkomponował mi się utwór w sytuację ze Świata Wymyślonego. Nie będę opowiadała. Sami posłuchajcie.

    Oczywiście Marcus Warner💖


 

poniedziałek, 8 listopada 2021

Hamulce puściły

     Jeszcze niedawno jojczałam że zalegam z tekstem, choć terminy mnie nie gonią. Teraz już na to kicham i piszę rozdziały jak mi się żywnie podoba. Odnajduję w tym sens, przynosi to także lepsze rezultaty niż ograniczanie fantazji i zmuszanie się do pisania wedle chronologii. Oczywiście nie jest to pisanie na odwal, wręcz przeciwnie. Jeśli mam na coś ochotę, potrafię się na tym skupić i w związku z tym lepiej oddać nastrój, bohaterów, szczegóły oraz emocje. Nie rozpraszam się. Widzę scenę oczami wyobraźni i po prostu oddaję z dokładnością wszystko to, co zaobserwuję. Nienawidzę ograniczeń. Nie znoszę sztywnych ram w jakich zamykają się ludzie. A jeszcze bardziej nie lubię, gdy usilnie starają się w nich zamknąć innych. Jeśli mam ochotę napisać romantyczny wątek, a w aktualnie pisanym rozdziale naparzają się dwie armie, to robię sobie przerwę od zgiełku bitwy i przenoszę "naparzankę" na dwójkę bohaterów przebywających w zaciszu alkowy. Albo pozwalam im przeprowadzić wyjątkowo intymną pogawędkę zaważającą na fabule, cokolwiek wpisującego się w dalszą historię, a co czuję wewnątrz. Ewentualnie opowiadanie z uniwersum, na które długo już mam smaka... cały czas dopracowuję szkic, poszukuję wzoru dla jednej z postaci i jak ukończę zbieranie informacji, biorę się do dzieła. Mam już w planach tomik opowiadań. Tytuł też. I podział na dwie części. Neth czeka już na jedno z nich, albowiem wielce jest ciekaw przeszłości jednej z postaci... schlebia mi tym.

    Ale, ale! Znów te moje dygresje. Mając czas bawię się w najlepsze w swoim świecie, ponieważ jak zaznaczyłam w pierwszym akapicie, terminy żadne mnie nie gonią. Całość komponować będę gdy nadejdzie czas konkretnych zdarzeń, wtedy też naniosę poprawki i cokolwiek jeszcze będzie trzeba, zapewne niejeden wątek rozwinę, pogłębię. Reasumując, podczas redagowania III tomu napisałam jeden rozdział IV tomu oraz trzy rozdziały z VII. I co jakiś czas do nich wracam i coś zmieniam, bo płynnie zmienia się historia w zależności od nieprzewidzianych reakcji i zachowań bohaterów. To trochę jak próby przewidzenia przyszłości. Wiem jak się to skończy, ale nie do końca mogę mieć pewność jak do tego dojdzie. Dla mnie jest to przednia rozrywka.

    Mam już zapas tekstu, Neth utknął na II tomie, aktualnie ogarniam sobie na spokojnie III i w międzyczasie czekam na informacje z Wydawnictwa. Aż mnie skręca z ciekawości na myśl o projekcie okładki oraz korekcie autorskiej. Wciąż nie zrobiłam sobie zdjęcia. I jak tylko mój biogram pojawi się na stronie, nie omieszkam Was o tym poinformować. Proponowano mi wzorować się na biogramach ich doczesnych autorów, ale czytając je czułam się jak patologia z nizin społecznych. Byt o znikomej przeszłości i wcale ciekawszej przyszłości. Cóż, po części to prawda. Moja przeszłość jest dosyć, hm, pospolita. Niczym się nie wyróżniam spośród masy ludzi. Do momentu, aż się mnie bliżej nie pozna. Dlatego postawiłam na swój charakter i oddałam go w całości skupiając się na tym co robię, a nie na tym co i gdzie skończyłam. Ludzie nie muszą wiedzieć kim jestem, kto mnie uczył i kim są moi przodkowie (ha! szach-mat, korzenie mam szlacheckie!) wystarczy mi, że dowiedzą się co tworzę. I dlaczego. Sama mam takie podejście - nie interesuje mnie życie prywatne pisarzy i kompozytorów, ponieważ interesuje mnie wyłącznie to, co przedstawiają w swoich utworach. Nie oceniam ludzi przez pryzmat twórczości. Artyści żyją w co najmniej dwóch światach równolegle, nie na darmo zwie się ich dewiantami...

    ... jak choćby moje najnowsze odkrycie, mój ostatni muz, moja inspiracja i natchnienie wybarwiające wyobraźnię żywą paletą kolorów. Dotychczas myślałam że będący na podium Phil Rey pospołu z Anttim Martikainenem oraz Efisio Crossem są moimi idolami, ale stało się jak się stało. Zostali zdetronizowani przez Petera Crowley'a. O bogowie... już dawno nie zaspamiłam sobie playlisty utworami jednego kompozytora, a ten szaleńczy skurkowaniec skradł moje serce i oddać nie chce! Przez niego już mnie uszy bolą, bo od rana do popołudnia nie ściągam słuchawek z głowy... brakowało mi takiego powiewu świeżości, zróżnicowanego pod względem melodycznym, a jednak z każdym utworem (no dobrze, są orientalne wyjątki) nawiązującym do kultury Celtów. To by było na tyle porządkowania playlisty...

 

    No dobrze, moich ochów i achów nad krewetkami nadszedł ciąg dalszy. Bo są wspaniałe! Jeszcze Neth zwrócił mi uwagę że są jak tacy tyci Żniwiarze z Mass Effecta! Szczególnie ten ich moment lądowania na podłożu, jak żywcem wyjęty z Trylogii komandora Sheparda, aż z rozkoszą się na nie patrzy. Nie wiem tylko gdzie jest Alojz i Ambroży. Wszędzie roi się od raczków, a moje niebieściuchy gdzieś się zaszyły. Idę ich poszukać. A potem wracam do pracy ze świeżym umysłem.

 

 To nie nasze zdjęcie, powyższe zostało znalezione w necie. Najwyraźniej nie tylko my pokojarzyliśmy tych dwoje 😆


 🎵Prophecy of Victory - Peter Crowley🎶

piątek, 5 listopada 2021

Notatki...

     Mija trzeci dzień odkąd w wolnych chwilach wprowadzam notatki z luźnych kartek do komputera i robię kopie zapasowe w razie W... o bogowie, właśnie ogarniam zawartość IV tomu, a nie jestem nawet w 1/4. Zaczynam się niepokoić. Jeżeli to wszystko upchnę w jednej części, to tom 4 powinien być podzielony na dwa. Ale nie będzie, bo wtedy klęknie cała koncepcja septalogii z sentencjami łącznie. Niedopuszczalne. Najwyżej będzie cegła wydawnicza (o nie, nie pustak). Jak się nie spodoba, to będzie można pozbawić nią kogoś życia, dla przykładu wyrzucając ją z 10 piętra. Albo postaram się, żeby chociaż jej grzbiecik pięknie się prezentował (kocham serie książek z pasującymi do siebie grzbietami!). Osobiście ta część cyklu będzie... a nie powiem jaka będzie. Przeczytacie sobie. 

    Ha! Ja z wynurzeniami o czwartym tomie, a tu się dopiero pierwsza część pierwszego mieli w wydawnictwie. Jeszcze muszę zdjęcie dosłać... akurat mam bardzo niekompatybilną z aparatami twarz. Mniej więcej taką:

    Dlatego przeciągam sprawę w nieskończoność, aż w końcu będę musiała coś z tym zrobić. Albo raczej pozwolić sobie zrobić zdjęcie. Klękajcie narody, będę się na was gapić z tylnej okładki książki (liczę że jednak ze skrzydełka, co by zanadto nie straszyć potencjalnych czytelników) Albo nie będę się na was gapić. Nie będę patrzyła w obiektyw. Ach te problemy ludzi pierwszego świata... duperelami się przejmować.

    To może teraz trochę o Paladynce i jej samodzielnym spaniu, bo to się aż samo prosi żeby zapisać dla potomnych. Od razu zaznaczam, że jest bardzo dobrze. Śpi przez całą noc, czasem mówi przez sen. Raz zdarzyło jej się zawołać tatę po północy, ale Neth chwilę przy niej posiedział i cisza, zasnęła. I nadchodzi ten moment, który nie gorzej niż kawa stawia mnie na nogi... Godzina 5 rano, po korytarzu niesie się charakterystyczny odgłos pachruściowej galopady: tuptuptuptuptup. Nagle w drzwiach do sypialni staje wielce z siebie zadowolona Paladynka okrzykiem oznajmiająca: rodzice, już się wyspałam! Unoszę głowę i nagle jebs! Dostaję pluszową neonką w twarz... nie wiem co gorsze, pobudka na godzinę przed budzikiem, czy dostawanie rybą po pysku na dzień dobry.

    Nie, nie narzekam, raczej jestem zadowolona ze swojego życia. A kiedy daje mi ono cytryny, wyciskam z nich sok. Złośliwcom bezpośrednio do oczu. 
 
 

    Bardzo chcę do tego utworu napisać pewien rozdział. Co mnie powstrzymuje? Klimat. III i IV tom będą dosyć dramatyczne, wyjątkowo trudne dla kilku bohaterów, ale w V na pewno znajdzie się chwila wytchnienia. Musi. Ewentualnie, jeśli nie da mi spokoju, to napiszę ten rozdział z pominięciem chronologii i potem jakoś go dokoptuje do całości. Tak jak robię z tomem VII.

🎵Tomorrow is Yours - Phil Rey🎶

czwartek, 19 sierpnia 2021

Komplement #4

     Ten moment, gdy podesłałam Nethowi losowy ulubiony kawałek na Spotify bez dodatkowych wyjaśnień, a on po przesłuchaniu stwierdził, że motyw doskonale oddaje głównego bohatera. I dodał do własnej playlisty. Dokładnie to myślałam, wysyłając mu Efisio Cross - Hell Shall Perish. O bogowie, ileż bym tego nie słuchała, zawsze go widzę. Od początku, do końca... każdy kolejny punkt zwrotny jego życia, wydarzenia kształtujące jego osobowość, osoby mu towarzyszące, emocje... 

 

wtorek, 27 lipca 2021

Inspiracja

     Obecnie najbardziej inspiruje mnie twórczość Anttiego Martikainena. Kompozytor porwał mnie bez reszty. A moją wyobraźnią wstrząsnął do tego stopnia, że nadal nie potrafię się odnaleźć w ilości notatek oraz motywów, jakie napłodziłam... a jestem dopiero gdzieś w połowie jego twórczości...😍

 

 



piątek, 9 lipca 2021

Kiedy w duszy gra muzyka...

     Są takie dźwięki, melodie, tony, które potrafią poruszyć nawet najbardziej zatwardziałe dusze. Dla mnie na chwilę obecną jest to Sky Sounds Marcusa Warnera. 

    Powoli przekonuję się, że w obecnych czasach maseczek i paranoi ludziom brakuje uśmiechu. Inaczej. Brakuje im ludzi, którzy po prostu by się do nich uśmiechnęli. Tak z serca. Bezinteresownie. Nie tylko kącikami ust, ale i oczami, mimiką, sylwetką. 

     Udziela mi się klimat chłopaków...