Elegia o Nieśmiertelnym
Księga Druga
ZAKLINACZ ŻYWIOŁÓW
"I chociaż rodzi się w sercach ludzi, to wcale się od nich nie wywodzi."
- Mag z Twierdzy Niedźwiedzi
- Estariońska Kronikarka [kalendarium wskazuje 29d'12m'25r2t]
Moim zdaniem powyższy cytat doskonale oddaje naturę i charakter jednego z bohaterów Elegii o Nieśmiertelnym. Piszę "bohater", ponieważ nie do końca wiem kto w tej powieści jest antagonistą, a kto protagonistą. O tym zadecydujecie sami.
Życie Estalavanesa w Twierdzy Niedźwiedzi dobiega końca, szczęśliwie lub nie, zważywszy na jego postępowanie względem partnera i najlepszego przyjaciela. To nie jego pierwsza scysja z Colonellem, ale z pewnością najpoważniejsza z dotychczasowych - grozi realnym rozpadem ich związku.
Est nie jest postacią godną naśladowania, żadnym tam wzorem cnót i szlachetności - lecz takim, z którym można się utożsamiać. I to jest piękne. Popełnia wiele błędów, wpędza się w kłopoty i bezmyślnie zawala poważne sprawy, niemniej dąży do naprawy poczynionych szkód, pracuje nad sobą i usiłuje walczyć z niedoskonałościami oraz wadami. Głęboko przeżywa porażki i umniejsza swe zwycięstwa, wciąż towarzyszy mu niepewność, a także lęk o to, co przyniesie jutro. Jednocześnie pozostaje na swój sposób niewinny, naiwny, wręcz prostoduszny. Wiecznie pogubiony, nie do końca zorientowany w świecie go otaczającym. Uwielbiam go za tę autentyczność i indywidualność. Miałam już serdecznie dość heroicznych bohaterów/bohaterek, odważnych ponad rozsądek, idealnie wykreowanych, bez skaz na honorze i głęboko umoralnionych, którym wszystko się udaje, zwykle prędzej niż później. W porównaniu z nimi Est jest uosobieniem natury ludzkiej - nieprzewidywalny, niedoskonały, nieokiełznany, a zarazem pełen życia, wielobarwnych emocji i nieuchwytnego piękna.
Kącik autorki.
Ależ się rozpłynęłam nad tym dzieciakiem. Ale to prawda. W pierwszych tomach Neth zwykł nazywać go "wkurwiającą ciotą", z czym również się zgadzam - z początku działał mi na nerwy, co nie jest niczym dziwnym zważywszy na warunki i otoczenie, w jakich się wychowywał. To cud, że Magowi udało się wyplenić z niego uzasadnioną mizantropię, uzmysłowić, że skoro nie może zmienić ludzi, to niech spróbuje na nich wpłynąć. Zupełnie jak Est, stęskniłam się za starym wieszczem. Rozdziały z jego udziałem zawsze motywowały mnie i zachęcały do dalszego pisania, przemycały wartości, jakich nauczenie się zajęło mi długie lata, ponieważ nie miałam nikogo, kto mógłby mi je przekazać. W Elegii o Nieśmiertelnym Mag jest pewnego rodzaju alegorią mojej terapii. Terapii zakończonej sukcesem.
Co do samego rozdziału, to już dawno takiej apteki nie odwaliłam... 😖 Wszystko mi w nim przeszkadzało, dosłownie wszystko! Stąd opóźnienie w publikowaniu...
P.S. Tak, ja też jadam kaszę widelcem. Pytania?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz