Elegia o Nieśmiertelnym
Księga Druga
ZAKLINACZ ŻYWIOŁÓW
🔞
Rozpacz miesza się z lękiem, przenika namiętność i piętnuje szczęście, nie pozwalając Estalavanesowi w pełni cieszyć się bliskością ulubionego człowieka, albowiem nadszedł czas, by wyznać mu prawdę, wyjawić gorzkie szczegóły planu opuszczenia Twierdzy. Lecz gdy nastaje dogodny moment, Est ulega przewadze wątpliwości...
- Estariońska Kronikarka [kalendarium wskazuje 13d'12m'25r2t]
Nawet w intymnych scenach tych dwóch nie potrafi zachować należytej powagi. Albo to Col nie potrafi, a Est przejmuje jego zachowania przez zwyczajne naśladownictwo. Na przestrzeni fabuły doskonale widzę, jak ogromny wpływ na kształtowanie charakteru Esta ma Colonell, choć i on stopniowo ulega wewnętrznym (a nawet zewnętrznym!) przemianom. Obaj w swoim tempie dojrzewają, ale czy dostosowują się do otoczenia? A może to otoczenie zaczyna dostosowywać się do nich...? Zawsze mnie to frapowało, dlatego nie oparłam się pokusie wplecenia tego motywu w historię.
Ciekawostka: Język Esta ma głęboki odcień czerwieni (krwisty), który odróżnia go od ludzkich (różowych). Jest też zauważalnie węższy, choć nie tak wąski jak u gadów (w sumie od jednego pochodzi, ale khalduńskie smoki to nie do końca gady - o tym kiedy indziej). I cholernie długi, ale nie ma powodów, by prezentować go w pełnej krasie (na razie). Zastanawiało mnie, dlaczego korekta Wydawnictwa wielokrotnie usuwała/korygowała opisy języka Esta, zastępując go typowo ludzkim, choć różnica jest zasadnicza i wymaga podkreślenia. Jak to ja, nie zapytałam o powód, tylko z uporem przywracałam pierwotny tekst. Bardzo mi się to nie podobało...
Est "ochroniarzem"?! No to się porobiło...
Kącik autorki.
Zachody słońca mają w sobie tajemnicze piękno, spowite są magią, której nie sposób uchwycić ani utrwalić. Zapewne dlatego, że odczuwane wszystkimi zmysłami dają pełniejsze doświadczenie niż na przykład oglądana fotografia. Przychylam się jeszcze obrazom, ale one mają w sobie ludzki pierwiastek: zaklęte w farbach emocje.
Dokładnie nie pamiętam z jakiego powodu postanowiłam dodać scenę Cola skąpanego w blasku zachodzącego słońca, ale przypuszczam, że miało to związek z zachodem, który lata temu podziwiałam pisząc ten rozdział. Mam to szczęście, że bardzo często mogę zatrzymywać czas choć na kilka sekund, by napawać się pełną paletą ciepłych barw i grą światła w oknach sąsiednich bloków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz