piątek, 20 marca 2026

Nazwij to, a przestanie być straszne...

No dobra, to moje piąte zdanie rozpoczynające posta - poprzednie cztery po przeczytaniu wykasowałam. Ostatnio robię tak dosłownie ze wszystkim. Zamiast utrzymać dyscyplinę i skoncentrować się na celu, to nadmiernie skupiam się na środkach tracąc z oczu to, co najważniejsze. A potem porzucam uznając, że przecież to nieistotne, tak zwane: no i ch*j.

    Takie właśnie imię nadałam mojej depresji. No i ch*j. Po tym bowiem poznaję jej przybycie - kiedy wszystko przestaje mieć dla mnie znaczenie, kiedy konsekwencje wygasają jak zszarzałe bierwiona, a niedokończone sprawy osuwają mi grunt spod stóp, wiem, że nadchodzi ona z tym swoim panaceum na wszelkie zło: wielkim, soczystym no i ch*j. Mieszkanie nie posprzątane? No i ch*j. Obiad nie ugotowany? No i ch*j. Cały dzień bezproduktywnie przespany? No i ch*j! Sama nie mieszkasz!

    Wszystko ch jak śpiewały Elektryczne Gitary.

   Ostatni rok był potworny pod tym względem. Było ze mną naprawdę kiepsko. Pozostawiona sama sobie zbliżyłam się do granicy, której nie oglądałam od czasów technikum. I której miałam nadzieję nie oglądać nigdy więcej w tym życiu. I znów poradziłam sobie z tym sama. Sama. W końcu wola to potężne narzędzie, w jakie wyposażony jest każdy człowiek. A kiedy człowiek dotyka dna, ma tylko dwa wyjścia - utopić się lub odbić od niego. Niewiele brakowało, a tym razem bym nie wypłynęła.

    To tyle jeśli chodzi o moją niską aktywność i w ogóle brak chęci do czegokolwiek. Obecnie mam sztamę z moją No i Ch*j; kiedy się zjawia, witam ją zieloną herbatą i ulubionym ciastkiem, pozwalam pobuszować i ciut porozpierniczać moje życie, a potem pożegnać z uśmiechem przylepionym do ust, by po zamknięciu drzwi wziąć się za sprzątanie. Przekonałam się, że jeśli nie można z czymś wygrać, należy się do tego przyłączyć. Albo chociaż zrozumieć i zaakceptować. Trochę jak z miesiączkowaniem - poboli, napsuje (utoczy?) krwi i minie. Do następnego razu. Z tą różnicą, że miesiączki są regularne i przewidywalne. No i Ch*j taka nie jest.


     Miała być krótka nota na rozkręcenie, a tu cały post się wylał. Wracam do gry, nie wiem jak długo i czy z podobną kondycją jak na początku, ale mam nadzieję, że za wiele smutów, smętów i mędzenia tu nie wlepię. Chciałabym częściej przebywać w skórze DB (poznacie typa w trzecim tomie, choć wzmianka o nim była już w drugim), wówczas byłoby wesoło, cynicznie i bez trzymanki. A tak to z wiadomości parafialnych tyle, że kończę właśnie redagować 2.40 i myślę, że w przyszły weekend - zgodnie z nieoficjalnym i nieistniejącym rozkładem - wrzucę go na bloga. Wattpad doprowadza mnie do szału, ale to akurat nic nowego. Jest dla mnie jak frajersbuk, czyli obeszłabym się bez niego, ale skoro już go mam, to niech się do czegoś przyda.



🎵 Wszystko ch. - Elektryczne Gitary 🎶

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz