Zastanawia mnie, kiedy ludzie obudzą się z tego masowego szaleństwa zwanego mediami społecznościowymi i zaczną żyć po swojemu, bez presji, nacisków i przymusu, bez fałszu, hipokryzji i obłudy. Czy jeszcze pamiętają, co znaczy "po swojemu"? Nie porównując się do nikogo ani nie pędząc na złamanie karku w zdobywaniu kolejnych nie dających im szczęścia ani satysfakcji (cudzych) osiągnięć...?
Nie jestem dobrej myśli, choć nadziei całkowicie jeszcze nie straciłam.
Ostatnio wywołałam uśmiech ludzi i miłe komentarze w windzie swoimi klapkami. Jeden czarny, drugi żółty. Jeden z napisem lewy, a drugi - prawy. Bardzo je lubię. A teraz lubię je jeszcze bardziej.
Jakiś czas temu w pracy moja koszulka z artystycznym nadrukiem Apolla spotkała się z głośnym uznaniem zupełnie obcej pracowniczki. Zrobiło mi to dzień.
Jakoś rok temu w windzie w pracy, przy wszystkich, pewna dziewczyna pochwaliła mój top w wielokolorowe paski. I podobno nawet się zarumieniłam, bo była fajna. I ta dziewczyna, i moja koszulka.
Mogłabym przywołać nieco więcej takich sytuacji z pamięci, ale nie to jest moim celem. Chodzi o to, że są jeszcze ludzie nawiązujący miłe/sympatyczne/przyjazne interakcje społeczne poza gównianymi socialkami. I ja też próbuję takim człowiekiem się stać, choć jest to bardzo trudne. Mam opory przed nawiązywaniem kontaktu wzrokowego, często martwię się, że mój uśmiech, choć naturalny, wychodzi dziwnie, niezręcznie i mnie oszpeca. Ale próbuję. Staram się. Walczę. I chyba nawet mi to wychodzi. Na mój indywidualny sposób. Po swojemu właśnie, nie poddając się krytyce i zalewającemu mnie zewsząd marudzeniu, nerwowości i napięciu zupełnie obcych ludzi z otoczenia sąsiedzkiego, miejskiego czy służbowego.
A wiecie, co jest najbardziej zabawne i absurdalne? Że czyjś dobry nastrój i humor jeszcze bardziej tych zmierzłych ludzi wkurwia ಠ_ಠ
🎵 Lyfe! - Alpine Universe 🎶

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz