niedziela, 5 września 2021

Koniec idylli

     I koniec weekendu. Tyle miałam napisać. I w sumie napisałam. Pełne zakończenie 23 rozdziału. No i jak wczoraj narzekałam, że nie potrafię poczuć jednej postaci, to ostatecznie tak się w nią wczułam, że teraz nie potrafię wrócić do głównych. Zupełnie różne realia. Przeciwne bieguny. Fajnie.

   Dziś mało co już ogarnę do powieści, ale za to mogę pochwalić się odświeżonym wyglądem mojej pracowni (Neth kręci głową z politowaniem, no nie mogę z nim...). Tak, jestem stworzeniem silnie terytorialnym, co widać wyraźnie zarówno w domu, jak i w miejscu pracy. Nie znoszę, kiedy rzeczy nie leżą na swoich miejscach, choć własności Netha i Paladynki walają się gdzie popadnie... w każdym razie, cieszę się bardzo, że malowanie salonu już za nami. Widok pyłu na podłodze podnosił mi ciśnienie niezgorzej niż kawa...

    Nie przedłużając, bo i po co, przedstawiam Wam moją wielka małą pracownię:


🎵Frozen Synapse - Audiomachine🎶

sobota, 4 września 2021

Tyle wygrać!

     Nie zrozumie tego nikt oprócz rodziców zdziczałych kilkulatków. Paladynka z samego rana pojechała na nocowanie do dziadków, toteż ujrzę ją dopiero... jutro wieczorem! Tyle wygrać, to po prostu jak loteria fantowa! Tyle czasu. Tyle spokoju i ciszy. Eeee tak, może nie do końca ciszy, jako że zaraz po zamknięciu drzwi uzbroiłam się w słuchawki i wyekwipowana w owsiankę oraz kawusię zasiadłam przed komputerem. 

    Jak rany, miałam cały poranek na pisanie... i jak na złość wena nieszczególnie skora była do współpracy. Chyba opis wyjątkowo skomplikowanego stroju wyczerpał moje pokłady energii... nadal wydaje mi się jakiś sztywny, suchy, odbiegający od tego, jak dotychczas pisałam. Jedna z postaci również jest cokolwiek specyficzna, nieobliczalna, a tutaj jakoś, ja wiem? Nader spokojna. No nic. Wrócę do tego jeszcze jakieś pięć, może osiem razy. I pewnie nadal nie będę zadowolona. W takim wypadku zostawię do oceny mojemu wiernemu czytelnikowi. A potem się zobaczy.

    Wena. O niej wiele można pisać, a ja już nawet poemat napisałam, więc nie ma co tego roztrząsać. Postanowiłam ją trochę napędzić postem, ale co mi z tego przyjdzie, to nie wiem. Szczególnie, że naprawdę muszę się wysilić, by wczuć się w konkretne, dynamiczne postacie, w pierwszym tomie występujące sporadycznie, teraz nabierające znaczenia. Rozdziały z nimi muszą być wyszlifowane, inaczej nie oddadzą powagi sytuacji, momentów grozy i niepewności. Neth ostatnio daje mi słaby feedback, więc pomijając pomarańczowe wersy muszę wypytywać go, jak odbiera poszczególne sceny. Nie marudzi i nie kręci nosem, a to już pozytywny sygnał. A ja i tak muszę wiedzieć, dla własnego spokoju, co myśli i czy nie brakuje mu w tym czegoś istotnego. Zbeształ mnie, że jakby brakowało, to by mnie w tej materii uświadomił. Tak, znów komplikuję, szukając dziury w całym. Jeszcze mi nożyczki zabierze, a tego bym chyba nie przeżyła...

    W każdym razie mam silne postanowienie, by zamknąć dziś 23 rozdział. Jest weekend, Paladynka u dziadków, można odpocząć i zrelaksować się po pracy. A w tej istny sajgon: zamknięcie i otwarcie miesiąca, w międzyczasie wypadły nam z zespołu dwie kluczowe osoby, kolejna jest z nami zaledwie od kilku tygodni, a jeszcze inna przejęła obowiązki poprzedniej i wciąż raczkuje. Musiałam ogarnąć rzeczy, którymi zajmowałam się ponad pół rok temu, a chyba nie muszę nadmieniać, że od tamtej pory zmieniło się prawie wszystko... Oczywiście poczułam się do odpowiedzialności, aby obecne wydarzenia skwitować na swój sposób, nie szczędząc biedaczkom czarnego humoru.

    - Zobaczycie, dziewczyny, jeszcze będziemy się z tego wszystkie śmiały - zawołała X pocieszającym, aczkolwiek odrobinę drżącym głosem.

    - Tak, w psychiatryku - pozamiatałam.


 🎵Faraway - Antti Martikainen🎶

czwartek, 2 września 2021

Notatki

    Zapanował niekontrolowany chaos w moich notatkach. Mniejsza o, że są praktycznie wszędzie, to jeszcze ich szukam w miejscach, w których teoretycznie być nie powinny. I co najciekawsze, znalazłam kilka całkiem istotnych zgub. W zeszytach.

    Jestem zboczoną maniaczką artykułów papierniczych. Mam mnóstwo zeszytów, notatników i karteczek samoprzylepnych, a wszystkie mają z góry określoną rolę. W jednym zeszycie rozpisuję plany rozdziałów przed pisaniem. W drugim zeszycie zapisuję istotne wątki lub krótkie informacje, żeby nie umknęły mi na przyszłość. W trzecim zeszycie rozpisuję streszczenie każdego ukończonego rozdziału. W czwartym znajdują się podpunkty w stylu konspektu. Piąty jest pusty i tak bajerancki, że nie wiem, na co go przeznaczyć. Szósty czeka w pogotowiu, jeśli zabraknie kartek w którymś z poprzednich. Do tego dochodzą jeszcze trzy sztuki na luźne myśli, albo jako brudnopisy. I segregator z koszulkami wypchanymi pomysłami na kolejne tomy. I bloczki samoprzylepne w pięciu kolorach. I dwa (w szufladzie mam jeszcze z dziesięć) małe notesiki na pomysły, których nie zmieszczę na karteczce...

    Ja wiem, jestem cholernie nieekologiczna. Ale mam takie skrzywienie, że uwielbiam pisać. Ręcznie. Mogę wtedy szybko nabazgrać, pokreślić i jeszcze pokreklać, kiedy coś nowego nasunie mi się na myśl. W kuchni, gdy gotuję i w salonie, gdzie pracuję. W innych pomieszczeniach mam telefon, gdzie - o zgrozo - też zapisuję następne świeżości. Na papierze mogę pisać w pracy bez ryzyka, że ktoś będzie mi chrząkał, że bawię się telefonem. W sumie pracuję zdalnie, ale wiecie, jak jest. Siedząc na wideokonferencji raczej głupio jest gapić się w telefon. Trochę mniej głupio jest robić mądrą minę i udawać, że notuje się istotne informacje. Oczywiście taka prawda, są to wyjątkowo istotne informacje. Dla mnie. Kolejny plus papieru i długopisu jest taki, że kiedy Paladynka przychodzi i pyta, co robię, mogę bez ogródek odpowiedzieć: pracuję. I ona to rozumie. Często siada obok, a ja daję jej karteczkę, drugi długopis i ona też pracuje. Kiedy notuję na telefonie, to mnie samej wstyd, że gapię się w ekran, a nie zajmuję dzieckiem...

    Tak swoją drogą, całkiem sporo wymyślam podczas prac domowych, kiedy ze słuchawkami na uszach nie muszę wysilać głowy nad nieskomplikowanymi, rutynowymi czynnościami. Najwięcej notatek powstaje podczas prasowania i gotowania. I obierania ziemniaków. Mniej podczas wieszania prania. Ostatnie prasowanie zaowocowało prologiem kontynuacji pierwszego cyklu. A jestem dopiero na II tomie, w połowie 23 rozdziału... żywię nadzieję, iż do premiery Diablo IV zostało jeszcze kilka grubych lat (tak z dziesięć?), bo chciałabym rozpisać wszystkie swoje pomysły. Potem nie będzie kolorowo, jak już zbierze się stara gwardia do grania...

    Ale jest dobrze. Neth czyta właśnie 9 rozdział, z czego w 6 i 7 nie było nic do poprawy. Mój mały sukces. Coraz więcej też jest na zielono. Kolejny mały sukces. No i powoli wdraża się w sceny. Patrzy na mnie dziwnie, ale od pewnego incydentu doskonale kryje się z pytaniami o moją poczytalność. No cóż. Póki co jest na etapie sugestywnej erotyki. Jeszcze kilka rozdziałów, a... a co ja będę przytaczać. Przynajmniej potwierdza, że kobiece gro czytelników będzie na TAK! W końcu jest to pełną parą fantasy z pogranicza heroic/dark. Skierowane do pań lubiących... hm, panów. Ewentualnie panów lubiących panów. I fantasy. I może tych panów lubiących panie też? Cóż za enigma. Wychodzi na to, że się wstydzę. Ale nie wstydzę się. Po prostu nie chcę zniechęcać, bo wiadomo, w jakich czasach żyjemy. W każdym razie pełnokrwisty hetero podsumował, że polityka poprowadzona bardzo dobrze, humor świetnie wpasowany i cytuję: "z kim ja mieszkam, że tu aż taka rozbieżność charakterów wychodzi". Nieco większy sukces, bo jest to dla mnie informacja, że bohaterowie są mocno zindywidualizowani. A tych zaczyna przybywać.

    O bogowie, ale się rozpisałam... wracam obczajać notatki. Skoro już znalazłam, to warto je włączyć do całości.


🎵Heroes Never Die - David Chappell🎶