czwartek, 18 sierpnia 2022
Quaerite et invenietis - Szukajcie, a znajdziecie
środa, 17 sierpnia 2022
Różowe kartoteki - Mikołaj Milcke
Szok. I to nie mały. Czasy PRL-u, głębokiej komuny i następujących po niej reform politycznych nie są mi obce, a jednak... czuję ogromny wstyd za ludzi, za rodaków. Za to, czego się dopuszczali wobec siebie nawzajem. I patrząc na to z perspektywy minionych trzydziestu z hakiem lat, niewiele się zmieniło. Niewiele się poprawiło. Zmieniły się sposoby. I założono białe rękawiczki.
Przyznaję, teraz jestem w kropce. Różowe kartoteki to najlepsza z książek Mikołaja Milcke, jaką czytałam. Najlepsza zarówno pod względem warsztatu, jak i tematyki oraz tempa prowadzonej akcji. Nie mam się absolutnie do czego przyczepić, a nie chcę być tak pierdołowata, żeby wytykać te trzy literówki czy tam jakiś pojedynczy brak myślnika. Dałam się pochłonąć tej historii zupełnie zapominając, że na tapecie czytelniczej miałam inną pozycję - wepchnęła mi się w kolejkę. I jak zaczęłam, tak nie mogłam się oderwać, aż dotarłam do końca wraz z bohaterem, który z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej antypatyczny. I nawet na sam koniec nie było mi go żal. Nie sympatyzuję z obozem politycznym reprezentowanym przez książkowego Ksawerego Downara, jednakże moje zdanie nijak nie rzutowało na tę świetnie wykreowaną postać. Postać, która pewnego ranka staje niemal na szczycie politycznej kariery, by z nastaniem nocy upaść na samo dno. Utrzymywana pod woalką kłamstwa przeszłość może doszczętnie zniszczyć człowieka, szczególnie takiego, który przez całe swoje życie szedł po trupach i niszczył innych.
Och tak, będzie kac książkowy. W sumie już jest. I to nie z powodu bohaterów, ale wydarzeń opisywanych w książce.
poniedziałek, 15 sierpnia 2022
Te oczy mówią wszystko
Ostatnio zaliczałam bardzo głęboki spadek nastroju oraz wiary we własne możliwości. Czasem tak miewam, taka moja natura, że lądując po wysokich lotach jeszcze długo potem trzymam się niskiego gruntu - na szczęście już nie depresji. Oczywiście Neth, znający mnie od wielu lat i doskonale orientujący się w mojej przeszłości, podchwycił mój nietęgi humor. Rzecz jasna na pytania o samopoczucie odpowiadałam jednakowo i zdawkowo: "wszystko okej, nie martw się", ale skurczybyk wie, jakie mam trudności z przechodzeniem obojętnie obok seksownych oczu 😂


