Elegia o Nieśmiertelnym
Księga Pierwsza
BIAŁY ELF
Elegia o Nieśmiertelnym
Księga Pierwsza
BIAŁY ELF
Przez całe 828 stron czułam się jak na pogrzebie - smętnie, ponuro, nudno i pośród osób, których nie znoszę. Marzyłam tylko o tym, by jak najszybciej się skończyło i będę mogła wrócić do przyjemniejszych lektur.
Z żalem muszę przyznać, że to najsłabsza część Malazańskiej Księgi Poległych, a to dopiero piąta. Z dziesięciu! Brnęłam przez tę nieciekawą historię z przymusu (nie porzucam raz zaczętych książek). Na myśl o Teholu robi mi się niedobrze - jego kolokwializmy psują klimat, przepychanki słowne z jego wspólnikami i podwładnymi są płytkie, a sceny z jego udziałem żenujące. Ogólny komizm związany z tą postacią robi z książki farsę. Tiste Edur są męczący, a cała ich otoczka jest w barwach szarości i brudu. Letheryjczycy irytujący i nie zdołałam znaleźć żadnego pozytywu w tej opowieści. Od groma dziwnych tytułów czy funkcji - przez długi czas uważałam dwie postacie za jedną, aż tu nagle mnie zaskoczyli i się spotkali. W porządku, akcja prawie cały czas była, jednakże dłużyła się i męczyła niezmiernie, zupełnie jak przesyt nużącej, zbytecznej filozofii moralno-etyczno-egzystencjonalnej z ust i myśli dosłownie każdego.
Już pomijając festiwal truposzy... I nie mam na myśli T'lan Imassów. Robienie z żywego trupa seks-lalki-złodziejki to już grube przegięcie, a tym robaczkiem-waginą położył mnie kompletnie... Brzmi to jak mokry sen nastolatka. Jeden z tych obrzydliwych, spieszę dodać. Zresztą autor ma dziwne zboczenie na punkcie nasienia i gwałcicielek... Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby tego typu sceny nie pojawiały się w tym i każdym z poprzednich tomów. W tym świecie to chyba normalna praktyka, że kobiety jak niewyżyte dosiadają mężczyzn albo kradną spermę. Brrr.
"Świat Według Kiepskich"! W rolach Ferdka i Paździocha - gej i moherowy beret. Sięgając po "Berka" nie byłam pewna, za co właściwie się biorę. Z jednej strony moje klimaty, z drugiej - szczera do bólu, pełna soczystych opisów i wulgarna w narracji historia raczej nie dla wrażliwych. Nie była dla mnie odstręczająca, skoro hołduję zasadzie: nic, co ludzkie, nie jest mi obce. Ale miejscami fabuła bywała infantylna. Miejscami chichotałam jak podlotek. Częściej jednak deprymował mnie poziom intelektualny poszczególnych bohaterów pierwszo- i dugoplanowych.
Ciężko mi było polubić Pawła - nawet na późniejszych etapach poznawczych nie przemawiała do mnie jego osobowość, zachowania, reakcje. O Annie nie wspomnę, bo niestety wśród tego typu kobiet dorastałam. Całkowicie pomijam trefną terapeutkę, nad której "eklektycznymi" metodami przewracałam oczami. Łuśka, Arek, Michał itd. to wszystko tło dla wydarzeń, niespecjalnie bogaci wewnętrznie, raczej bohaterowie epizodyczni, czasem jako statyści. Ale dobrze czytało mi się tę książkę, wychwytując kolejne powiązania między bohaterami, śledząc wydarzenia z przeszłości, które ich ukształtowały. Na pewno sięgnę po kolejne części, mimo że akcja rodem z "Egzorcysty" wyrwała mnie z siedzenia, w negatywnym sensie... Kompletnie zrujnowało to dla mnie klimat!